Wielu ludzi wykorzystuje piątkowe wieczory, by pójść się rozerwać ze znajomymi w klubie lub barze. Są też tacy, którzy wolą spędzić ten czas w muzeach. Nie muszę chyba mówić, że jestem tym drugim rodzajem ludzi, w związku z czym spędziłam wczoraj prawie pięć godzin w Muzeum Narodowym, dyskutując z przyjaciółką, szkicując, pisząc wiersze i patrząc rozkochanym wzrokiem na dwa eksponowane tam portrety księcia Józefa Poniatowskiego, prawda? W każdym bądź razie, wystawa czasowa "Szczeliny wolności", złożona z prac z lat 1945-48 wywołała u mnie pewną refleksję nad tym, jaka współczesna sztuka jest niekiedy trudna do zrozumienia. O wiele przyjemniej patrzy się na pulchne putta, sielskie lub tajemnicze landszafty i upiększonych ludzi, zwłaszcza tych namalowanych przez malarzy o znanych nazwiskach, niż na te (czasem nawet bardzo) symboliczne przedstawienia różnych problemów. Niestety, wielu ludzi zamiast zmusić się do refleksji i intelektualnego wysiłku z góry określa takie obrazy jako kicz. Owszem, w współczesnej kulturze, zwłaszcza kulturze popularnej, kicz leje się strumieniami jak trunki na sarmackiej uczcie, jednak czy popkultura z założenia nie ma być w odbiorze właśnie prosta i niewymagająca wysiłku umysłowego? Poza tym, ilu ludzi jest skłonnych spędzić wieczór na koncercie dowolnej gwiazdy muzyki pop, a ilu w muzeum?
A jednak podmiot liryczny tego wiersza znalazł się właśnie na wystawie sztuki współczesnej. Oto jego przemyślenia.
Kropki, kreski, barwne plamy,
Zapach farby drażni nozdrza.
Biały sufit, gładkie ściany -
Barwa ich zmysły wyostrza.
Życie ma i miało skazy,
Nieraz człowiek dostał w pysk;
Po co na te bohomazy
Nierozumne tracić zysk?
Rembrandt, van Gogh, Bacciarelli -
Te nazwiska znane tak -
Kupić jednak się ośmielisz,
By pokazać, że masz smak.
Ci niech wiszą w twym salonie,
Niechaj widać, że cię stać,
Co ma wisieć, nie utonie -
Ładna sztuka będzie trwać.
Tych dziwaków, co miast chleba
Do bazgrania łakną farb,
Tych już chwalić nie trzeba,
Pseudo-sztuka, żaden skarb.
Ta ich sztuka to brzydota,
Kicz to jest, jak na mój smak,
Niewarta mojego złota,
A im piątej klepki brak.