Ten wiersz powstał pod wpływem kilku deszczowych dni i wywołanej przez nie melancholii. Poważnie, jest lato, spodziewałam się więcej słońca i ciepła...
Staccato deszczu o blachę,
Pomruki burzy w oddali.
Siedzę, dręczona strachem,
Że oto - świat mi się wali.
Chmury masywne na niebie,
Wiatr w furii porywa liście.
Siedzę i czekam na ciebie,
Na próżno, tak… Oczywiście.
I cichnie, jak narastało,
Ulewa z gałęzi ścieka.
Lecz taki deszcz, to za mało,
By wymyć pamięć człowieka.
Już tylko krople na szybie
I połamane drzew ręce.
Wiedz, że urazy nie żywię,
Lecz nie obiecuj nic wiecej.