niedziela, 27 grudnia 2015

Cześć powstańcom!

27 grudnia 1918. Ta data jest znacznie mniej znana, niż 1 sierpnia 1944, ale równie ważna. Dzisiaj rocznica powstania wielkopolskiego. Choć w chwili zawieszenia broni wojska powstańcze były w odwrocie, w ich rękach pozostawały nadal znaczne tereny, a ich cel — włączenie Wielkopolski do odradzającej się Rzeczypospolitej — osiągnięty. A przecież niewiele naszych powstań kończyło się zwycięstwem. Swój sukces Wielkopolanie zawdzięczali świetnemu przygotowaniu i doskonałej organizacji. Uczcijmy ich odwagę!
Przy okazji, nadal pozostajemy w tematach okołoświątecznych — często piszę na melodię jakiejś piosenki, żeby ułatwić sobie zachowanie jakiego takiego rytmu. W tym przypadku była to anglojęzyczna kolęda "What Child is this". Muszę nieskromnie przyznać, że z moim tekstem brzmi ona całkiem nieźle. 



Wolności zew już niesie wiatr,
Czas polskie podnieść sztandary.
Czas ziemię wyrwać wrogowi z łap,
Wzbij w niebo się, orle biały!

Broń w dłoń, wolności zew,
Ceną za wolność — nasza krew,
Broń w dłoń, czas sztandar wznieść,
Próg każdy będzie nam szańcem!

Pójdziemy mężnie, wrogowi w twarz
Śpiewając pieśni powstańcze,
Wszak ojcem naszym był mądry Piast,
Próg każdy będzie nam szańcem!

Broń w dłoń, wolności zew,
Ceną za wolność — nasza krew,
Broń w dłoń, czas sztandar wznieść,
Próg każdy będzie nam szańcem!

Od miesięcy czekaliśmy,
Broń w gotowości trzymając,
Ojców gród odzyskamy my,
Okryjemy Poznań chwałą!

Broń w dłoń, wolności zew,
Ceną za wolność — nasza krew,
Broń w dłoń, czas sztandar wznieść,
Próg każdy będzie nam szańcem!

Wielkopolskę wyzwolim wnet,
Czas macierz Polsce przywrócić,
Prusaków stąd wygonim precz
Aż do ostatniej reduty!

Broń w dłoń, wolności zew,
Ceną za wolność — nasza krew,
Broń w dłoń, czas sztandar wznieść,
Próg każdy będzie nam szańcem!

Choć sto lat leżała w grobie,
Jak Chrystus dziś zmartwychwstaje!
Od dawna wszystko gotowe,
Kto Polak — ten i powstaniec!

Broń w dłoń, wolności zew,
Ceną za wolność — nasza krew,
Broń w dłoń, czas sztandar wznieść,
Próg każdy będzie nam szańcem!

sobota, 26 grudnia 2015

Krótki komentarz do wojny domowej

Mała przerwa w publikowaniu dobrze mi zrobiła. Znowu piszę, bo chcę, a nie — bo muszę. Zyskałam też odrobinę czasu na przyjrzenie się temu, co obecnie się dzieje, co poskutkowało wzrostem ciśnienia i poziomu ironii w krwi:



Znowu wielka burda pod koniec roku:
"Pozory i prawa leżą w rynsztoku". 
Manifestacje wściekłe się zbierają...
Tak głosowali — niech nie narzekają. 

czwartek, 24 grudnia 2015

Wesołych Świąt!

Jest taki czas, gdy każdy chce być lepszy
I serce mieć jaśniejsze na ten czas świąteczny.
Jest taki czas, gdy odpuszczamy wszystkim
I siebie chcemy więcej poświęcić swoim bliskim. 
Jest taki czas, kiedy nie ma znaczenia
Czy dom doprowadziliśmy do czystości i lśnienia. 
Jest taki czas, łamiemy się opłatkiem
A z ust, razem z kolędą, padają słowa gładkie,
Życzę więc Wam, by one miejsca
Zagrzały także w Waszych sercach. 

niedziela, 13 grudnia 2015

Krótka przerwa

Jak widzicie, ostatnio stale nawalam, za co też ogromnie przepraszam. Grudzień to dla wszystkich czas wytężonej pracy, dlatego myślę, że zrozumiecie, dlaczego ciężko mi znaleźć czas na pisanie. W tej chwili mam dwa wyjścia: albo pisać coś na odczep, byle było, albo chwilowo (naprawdę chwilowo!) zawiesić bloga. Jako, że nie znoszę półśrodków, zdecydowałam się na krótką przerwę. Do Świąt, bo w tym szaleństwie podciągania wszystkich ocen, które tylko się da,  gonienia z materiałem, bo sporo przedmiotów kończy mi się po tym semestrze, i jeszcze przygotowywania się do samych Świąt (bo pierniki piec i dekorować, prezenty zdobyć, zapakować, wysłać) ciężko mi znaleźć jeszcze czas na pisanie. Tym bardziej, że im więcej już mam na głowie, tym więcej biorę, taka dziwna zależność.
Swoją drogą, zastanawiam się, czy po powrocie nie przesunąć blogowego dnia z soboty na niedzielę, albo czy w ogóle nie zrezygnować z kalendarzyka. W końcu natchnienia nie powinno się wymuszać. Z drugiej strony, bez goniących terminów mogę zamieszczać nowe wiersze z taką częstotliwością, jak kolejne części analizy z drugiego bloga. A właśnie tego chciałabym uniknąć.
Nie przedłużając - byle do Świąt!

niedziela, 6 grudnia 2015

Nawet najlepszym zdarzają się obsuwy

Przepraszam za ten jeden dzień zwłoki. Oficjalnie biję się w pierś i kajam w prochu i popiele. Wczoraj dopadło mnie życie i kazało pracować, a gdy w końcu zebrałam się na tyle, by w końcu zabrać się za bloga, primo, i tak było już po północy, secundo, padłam. Inną kwestią była wczorajsza chandra, z którą też musiałam jakoś walczyć. O tym, że ostatnio praktycznie nie piszę, lepiej nie wspominać. Cóż, życie. 
I słodki kotek na odkupienie win. 


Skoro już (mam nadzieję) jesteście ugłaskani, drodzy Czytelnicy, czas na spóźniony wiersz. Tematyka zupełnie nie jest grudniowa i świąteczna, ale o tym, że dzisiaj Mikołajki, reklamy uświadamiają nas od miesiąca. Dlatego ja pogawędzę trochę o nauce i laboratoriach. Zawsze marzyłam o karierze naukowej. Niestety (a może stety, skoro On wie lepiej), Bóg stworzył mnie jako raczej humanistkę, stąd mój kult nauki. Poza tym, nie mogę odżałować tych przedmiotów przyrodniczych, które mam w szkole po raz ostatni w tym semestrze. 



Laboratoria są całkiem romantyczne,
Ludzkie drogi — czasem jak dwie styczne. 
Wzory na tablicy — tajemnica Hermesa —
A ty w kolbie odczynniki mieszasz. 

Bóg stworzył świat jednym Słowem,
Tu tworzy się Wszechświaty naukowe. 
Tu pozornie na emocje brak miejsca,
Lecz to tu ostoję znajdą serca. 

Już północ. Przy laboratoryjnym stole
Swoim zwyczajem pracują we dwoje,
Ręce mają zniszczone ciężką pracą. 
Przez dziurawy dach szopy krople deszczu kapią.