niedziela, 6 grudnia 2015

Nawet najlepszym zdarzają się obsuwy

Przepraszam za ten jeden dzień zwłoki. Oficjalnie biję się w pierś i kajam w prochu i popiele. Wczoraj dopadło mnie życie i kazało pracować, a gdy w końcu zebrałam się na tyle, by w końcu zabrać się za bloga, primo, i tak było już po północy, secundo, padłam. Inną kwestią była wczorajsza chandra, z którą też musiałam jakoś walczyć. O tym, że ostatnio praktycznie nie piszę, lepiej nie wspominać. Cóż, życie. 
I słodki kotek na odkupienie win. 


Skoro już (mam nadzieję) jesteście ugłaskani, drodzy Czytelnicy, czas na spóźniony wiersz. Tematyka zupełnie nie jest grudniowa i świąteczna, ale o tym, że dzisiaj Mikołajki, reklamy uświadamiają nas od miesiąca. Dlatego ja pogawędzę trochę o nauce i laboratoriach. Zawsze marzyłam o karierze naukowej. Niestety (a może stety, skoro On wie lepiej), Bóg stworzył mnie jako raczej humanistkę, stąd mój kult nauki. Poza tym, nie mogę odżałować tych przedmiotów przyrodniczych, które mam w szkole po raz ostatni w tym semestrze. 



Laboratoria są całkiem romantyczne,
Ludzkie drogi — czasem jak dwie styczne. 
Wzory na tablicy — tajemnica Hermesa —
A ty w kolbie odczynniki mieszasz. 

Bóg stworzył świat jednym Słowem,
Tu tworzy się Wszechświaty naukowe. 
Tu pozornie na emocje brak miejsca,
Lecz to tu ostoję znajdą serca. 

Już północ. Przy laboratoryjnym stole
Swoim zwyczajem pracują we dwoje,
Ręce mają zniszczone ciężką pracą. 
Przez dziurawy dach szopy krople deszczu kapią. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz