Jak widzicie, ostatnio stale nawalam, za co też ogromnie przepraszam. Grudzień to dla wszystkich czas wytężonej pracy, dlatego myślę, że zrozumiecie, dlaczego ciężko mi znaleźć czas na pisanie. W tej chwili mam dwa wyjścia: albo pisać coś na odczep, byle było, albo chwilowo (naprawdę chwilowo!) zawiesić bloga. Jako, że nie znoszę półśrodków, zdecydowałam się na krótką przerwę. Do Świąt, bo w tym szaleństwie podciągania wszystkich ocen, które tylko się da, gonienia z materiałem, bo sporo przedmiotów kończy mi się po tym semestrze, i jeszcze przygotowywania się do samych Świąt (bo pierniki piec i dekorować, prezenty zdobyć, zapakować, wysłać) ciężko mi znaleźć jeszcze czas na pisanie. Tym bardziej, że im więcej już mam na głowie, tym więcej biorę, taka dziwna zależność.
Swoją drogą, zastanawiam się, czy po powrocie nie przesunąć blogowego dnia z soboty na niedzielę, albo czy w ogóle nie zrezygnować z kalendarzyka. W końcu natchnienia nie powinno się wymuszać. Z drugiej strony, bez goniących terminów mogę zamieszczać nowe wiersze z taką częstotliwością, jak kolejne części analizy z drugiego bloga. A właśnie tego chciałabym uniknąć.
Nie przedłużając - byle do Świąt!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz