sobota, 22 kwietnia 2017

Idąc ciemną doliną

Dzisiejszy spóźniony wiersz nie będzie, o dziwo, wielkanocny. Będzie za to nawiązywał do pierwszej pieśni z Piekła z "Boskiej Komedii" Dantego. A także do mojego życia w ostatnich miesiącach.


Ledwo się podróż tą drogą zaczyna,
I za dnia wcześnie - ledwo minął ranek -
A słońce nagle zgasło jak kaganek,
Bo lasem ciemnym porosła dolina,
A ścieżka niknie wśród traw i kamieni,
Miast traktu - cierni u stóp moich siła.
Oto myśl straszna - że drogę zgubiłam,
Że zwieść mnie mogły wymyślne gry cieni,
Albo ja sama, kiedy cierń mnie dotknął,
Pragnąc go minąć, poszłam przez pokrzywy
I doszłam w miejsce, gdzie smutno być żywym,
Tam, gdzie cyprysy w wielkim deszczu mokną.
Gdy człowiek w miejscu stopę tym postawił
Gdzie ryczą rysie oraz kraczą wrony,
Jest jak przez żałość zamek oblężony,
Jakże ma widzieć Tego, co go zbawił?
Idę wśród jeżyn, a myśl tę ponurą
Kraczą nade mną gawrony i kruki;
Lecz jakby z błędów swych nie mam nauki,
Bo myśli moje skryte czymś jak chmurą.
Wyjść z tej doliny już tracę nadzieję,
Tak zaplątałam się w ciernie i złości;
Los mój zależy od Twojej litości,
Przebacz mi, Panie, a ocaleję!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz