Czasami człowiek znajduje się w miejscu, które aż prosi się o to, by utrwalić je w sztuce, nieważne, czy w malarstwie, poezji czy jakiejkolwiek innej jej dziedzinie. Jednym z takich miejsc są skały na Fréhel w Bretanii. Co prawda nie umiem malować, ale z pisaniem wierszy sobie radzę...
Co u stóp moich szeptem dziwnym pluska,
A nad nią klifu ciężka skała zwisa,
Niby świątynia nieznanego bóstwa.
Wiatr grzywy targa śmigłych tych pieniaczy,
Co mkną przed siebie, by o skałę prysnąć
A ja wychylam się, aby zobaczyć,
Jak między głazy rybitwy się cisną.
Rozkładam ręce, wokół słodkie kwiecie,
Które wiatr kładzie niby sługi moje,
Mi zasię daje skrzydła jak poecie.
U moich ramion jakby skrzydeł dwoje,
Na świata końcu, chociaż nadal w świecie,
Dusza ma frunie, choć na skale stoję.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz