Życie artysty, jako człowieka wrażliwego, bywa udręką, do tego przeżywa on je dużo głębiej - aż do dna. O tym jest niniejszy wiersz.
Świat wokół tak nietrwały, lichy,
Hej, do dna! Unieśmy kielichy,
Hej, do dna! Młodości niech zdroje
Zaleją dręczące nas znoje.
I pijmy, sił póki wystarczy,
Nim głowę spowije włos starczy,
I pijmy, nim serce pogubi
Swe pióra, którymi się chlubi.
Nektarem, co w smaku jest gorzki,
Niech gardzi filister beztroski,
My - do dna! Dopóki żywota
Nie pęknie ta nić krwawo-złota.
Na początku byli dziewczyna i wen. Dziewczyna nie różniła się od miliona innych dziewczyn, zaś wen przypominał milion innych wenów. Pewnego razu jednak, za pomocą najzwyklejszego w świecie pióra, dziewczyna oswoiła wena. Wtedy stali się dla siebie jedyni na świecie, a dziewczyna została poetką. Od tego dnia stała się też za swojego wena odpowiedzialna. Co jakiś czas zmusza go do pracy, której owocami są wiersze i nie tylko.
sobota, 26 sierpnia 2017
sobota, 12 sierpnia 2017
Brontofobia
Dzisiejszy wiersz powstał pod wpływem ostatnich dwóch tygodni, które minęły mi pod znakiem zlotu żaglowców w Szczecinie oraz licznych nocnych burz i ataków lękowych przez nie wywołanych.
Obłoki płyną jak żagle,
Jak maszty pnie się kołyszą,
Powietrze - wodą, aż nagle
Sztorm morską staje się ciszą.
I stoi okręt jak pinia,
Maszt w górę sterczy jak wieża,
Aż cuma znów się napina
Gdy tajfun w okręt uderza.
Już cuma pęka jak struna,
Znów burza idzie nad światem,
Skrzydła tej bestii w piorunach.
Wiatr targa statkiem jak kwiatem,
Na niebie jaśnieje łuna,
Jak pięknie jest umrzeć latem!
Obłoki płyną jak żagle,
Jak maszty pnie się kołyszą,
Powietrze - wodą, aż nagle
Sztorm morską staje się ciszą.
I stoi okręt jak pinia,
Maszt w górę sterczy jak wieża,
Aż cuma znów się napina
Gdy tajfun w okręt uderza.
Już cuma pęka jak struna,
Znów burza idzie nad światem,
Skrzydła tej bestii w piorunach.
Wiatr targa statkiem jak kwiatem,
Na niebie jaśnieje łuna,
Jak pięknie jest umrzeć latem!
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)