sobota, 27 czerwca 2015

Nawet, gdybym...

Wena ma zwyczaj atakować znienacka. Po stoczeniu z nią krwawego boju mogę z pewną satysfakcją wreszcie zaprezentować coś, co nie trąci myszką. Co prawda widać, że muszę wrócić do formy, ale lepszy rydz niż nic. Na szczęście niemal wszystkie Szalenie Ważne Sprawy związane ze szkołą mam już załatwione (jeszcze tylko dostać się do wymarzonego liceum et voilà!), zatem spokojnie mogę rzucić się w wir pisania. Bardzo mi tego brakowało...
Ten nowy wiersz, właściwie wierszyk, porusza dość lekką tematykę. Coś w rodzaju kocham-nie kocham. I, co u mnie może być dziwne, nie jest wcale melodramatycznie. Odpowiadając na czyjś zarzut sprzed kilku miesięcy — owszem, umiem pisać na wesoło!



Nawet gdybym kochała,
No to co?
I nie byłabym sama,
No to co?
A ty miałbyś i fraczek,
No to co?
Jeśli mnie dziś zobaczysz,
No to co?

Kocha mnie już ktoś może,
No i co,
Lubi oczy jak noże
I mój śmiech?
Jeśli dałby mi kwiaty,
Wtedy co?
Pocałunku jest warty,
To nie grzech!




[Edit]: Z racji wakacji (ha, pacjentka rymuje, czyli będzie żyć!) zrobiłam mały porządek na blogu. Pierwsza zasadnicza zmiana jest następująca: od teraz po lewej stronie nie będzie listy blogów, tylko etykiety do których mniej więcej tematycznie poupychałam wiersze. Dzięki temu prawdopodobnie łatwiej będzie znaleźć dany utwór, ewentualnie coś na upragniony temat. Drugą, mniej ważną częścią Wielkich Porządków było poprawienie kilkunastu postów wizualnie. Dość często wstawiałam nowy post z telefonu, nie mając możliwości pokolorowania tekstu ani wyśrodkowania samego wiersza. O tym drugim zapomniałam też w niektórych starszych postach. Teraz już to poprawiłam. Chociaż nikt nie przyszedł na skargę, domyślam się, że moje osławione w kręgu rodziny i znajomych niechlujstwo mogło niektórych razić. Ostatnią zmianą jest opis bloga, którego zażądał mój wen. Miłego i bardziej słonecznego niż u mnie dnia!

sobota, 20 czerwca 2015

Radosny smutek i bonus

Teoretycznie dzisiaj radosny dzień. Czas świętować i bawić się. Nie przeczę, być może wieczór rzeczywiście taki będzie. Póki co jest na odwrót, póki co ręce opadają. Po prostu - życie. Plus tradycyjny brak weny/sił do pisania/tematu, tak więc nie mogę pochwalić się nowym wierszem. Za to znowu trochę rysuję, zatem wstawiam bonus w postaci rysunku!
Oto (jako chibi) Maedhros (jedna z moich ulubionych postaci wykreowanych przez J.R.R. Tolkiena. I tak, on nie ma prawej dłoni) w wielkopolskim stroju ludowym. Dlaczego tak? Bo rude jest piękne, tak samo jak ten strój. 
Wracając do tematu poezji, dziś kolejny stary wiersz. Pasujący do mojego nastroju. 



Czasem patrzysz w niebo,
Samotny wśród gwiazd,
One, te gwiazdy, cię strzegą
Wśród lasów i miast. 

Patrzysz w księżyc,
W jego twarz bezczelną
I chcesz wierzyć
Że jego oczy cię nie sięgną. 

Potem wstanie słońce,
Łuna pożaru wśród chmur. 
Ono będzie końcem
Obłudnych twych ról. 



Na koniec tylko drobne ogłoszenie. Postaram się udzielać regularnie, by Was nie dezorientować. Wybrałam termin sobotni, którego po wakacjach prawdopodobnie najłatwiej będzie mi dotrzymać. Rzecz jasna przez najbliższe dwa miesiące nowe wiersze mogą pojawiać się i w inne dni tygodnia, tak więc serdecznie zapraszam. 

sobota, 13 czerwca 2015

Zimne dłonie Boga

Dziś dla ochłody wiersz o zimnie. Był to bodajże listopad, szłam przez miasto, bez rękawiczek, jak to ja (zgubiłam zeszłej zimy). Nie pamiętam tamtego momentu dokładnie, ale jestem pewna, że czułam się bardzo samotna. I nagle poczułam Jego obecność, ot tak. I choć było bardzo zimno, poczułam takie ciepło w okolicach serca. A jak wyglądam w takich momentach — opisuje poniższy wiersz. Zapraszam.  



Zimne dłonie Boga

Szłam przez miasto padał drobny deszcz
Dzień był wyjątkowo wietrzny jak to na przedzimiu
I nagle zjawił się ten lekki powiew

Przypomniałam sobie że Bog jest w lekkim wietrze
Zatem złapałeś mnie Panie Boże za rękę
Nie pytam dlaczego grunt że Ty wiesz co robisz

Ale musisz wiedzieć kochany Panie Boże
Że masz strasznie zimne dłonie to mnie martwi
Wiem że przyzwyczaiłeś się do upałów Ziemi Świętej

Do tego pewnie nigdy nie nosisz szalika rękawiczek i czapki
W sumie nie jestem Tobą pewnie nie chorujesz
Ale zimne dłonie to pierwszy krok do zamarznięcia
Dlatego dziś pomodlę się byś nosił chociaż szalik
Gdy będziesz się wybierać topić lód człowieczych serc.

sobota, 6 czerwca 2015

Ciemno wszędzie, głucho wszędzie...

Przepraszam. Brak weny, leń i ogólny weltszmerc robią swoje. Postaram się utrzymać częstotliwość "przynajmniej raz w tygodniu". Obiecuję. 
Tymczasem drobnostka, którą popełniłam w ostatnich dniach. Efekt czytania trochę o życiu Adama Mickiewicza. Trochę męczyłam się z interpunkcją, ale jest. Wreszcie jest. 



Adam Mickiewicz — wielkie dziwo,
To chyba każdy przyznać musi:
Do swej ojczyzny wołał "Litwo!",
A był Polakiem... z Białorusi.