sobota, 13 czerwca 2015

Zimne dłonie Boga

Dziś dla ochłody wiersz o zimnie. Był to bodajże listopad, szłam przez miasto, bez rękawiczek, jak to ja (zgubiłam zeszłej zimy). Nie pamiętam tamtego momentu dokładnie, ale jestem pewna, że czułam się bardzo samotna. I nagle poczułam Jego obecność, ot tak. I choć było bardzo zimno, poczułam takie ciepło w okolicach serca. A jak wyglądam w takich momentach — opisuje poniższy wiersz. Zapraszam.  



Zimne dłonie Boga

Szłam przez miasto padał drobny deszcz
Dzień był wyjątkowo wietrzny jak to na przedzimiu
I nagle zjawił się ten lekki powiew

Przypomniałam sobie że Bog jest w lekkim wietrze
Zatem złapałeś mnie Panie Boże za rękę
Nie pytam dlaczego grunt że Ty wiesz co robisz

Ale musisz wiedzieć kochany Panie Boże
Że masz strasznie zimne dłonie to mnie martwi
Wiem że przyzwyczaiłeś się do upałów Ziemi Świętej

Do tego pewnie nigdy nie nosisz szalika rękawiczek i czapki
W sumie nie jestem Tobą pewnie nie chorujesz
Ale zimne dłonie to pierwszy krok do zamarznięcia
Dlatego dziś pomodlę się byś nosił chociaż szalik
Gdy będziesz się wybierać topić lód człowieczych serc.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz