sobota, 8 sierpnia 2015

A zegar tyka...

Dzisiaj pora na zapowiedziany kiedyś wiersz o zegarach. Tym bardziej, że za parę dni minie pół roku od założenia bloga. Niby to niewiele, ale cieszę się, że wytrwałam tak długo. Jak na mnie, pół roku to cała wieczność. No bo kobietą jestem, co pięć sekund mam nowe pomysły, do realizacji których chcę zawsze przystąpić natychmiast... Przez trzy dni potrafię wytrwale studiować budowę prądnicy, by potem rzucić to w kąt na zawsze. Zaczynam namiętnie pisać długie powieścidło, jednakże nie kończę nawet prologu. Zeszyt i kilka aplikacji do nauki rosyjskiego po krótkiej ekscytacji też leżą odłogiem... Blog pewnie też podzieliłby ich los, gdybym nie narzuciła sobie konkretnych terminów. Na szczęście (albo i nie, zależy od punktu widzenia), nadal tworzę, choć na dzieła długości "Pana Tadeusza" raczej nie ma co liczyć.



Wisiał sobie zegar na ścianie,
Nie był zepsuty, ni nawet stary,
Choć je grały stare zegary,
Nie dla niego kurantów granie. 

Cicho tykał ten zegar ścienny,
Słychać było dech śpiących ludzi,
By coś widzieć, próżno się trudzić,
Mimo lata pokój był ciemny. 

Czasem tylko trochę przyśpieszył. 
Jak ktoś dyszy zmęczony biegiem.
Czas przyśpieszył? Po prawdzie, nie wiem,
Choć to słyszę nie po raz pierwszy. 

Czasem rytm zmieniają zegary,
Czasem jakby na chwilę milkną...
Aby uczcić tę chwilę nikłą?
Te zegary to jakieś czary!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz