Ballada o oknie i matce.
Spojrzałam w okno
Nagle dziwnie obca wśród swoich
I dziwnie zagubiona
Bo to po drugiej stronie muru
Który znamy
Spojrzałam w okno
Gasnące resztki jesieni
Dopalały się na drzewach
Oho pomyślałam oho
Wkrótce spadnie śnieg
A ja mam dziwne wrażenie
Że powinnam być
Tam gdzieś indziej
Po innej stronie murów
Tak tu ciepło dbają o nas
Troszczą się by było przytulnie
By śnieg jego przedwczesna siwizna
Nie sprószył nam włosów
I by lód nie skuł nam dłoni
Serca chyba wystarczą
No ale mówię sobie to nadal
Więzienie murowana klatka
Patrzę na okno naprzeciw
Przypominam sobie różne pieśni
Wyśmieją mnie gdy zaśpiewam
Ale gdy znikam za drzwiami
W pałacu okien na ulicę
Która nie ma w sobie nic
Romantycznego godnego ucieczki
Gasnące złoto przed oczami konające
A może przekrzykuję ich myśli
A może kontynuuję sama sobie
Może to był znak sygnał taki dla mnie
Specjalny krzyk do mnie ale kogo
Kto może chcieć wywabić mnie z azylu
Tu przecież jest dobrze jest dobrze
Karmią poją grzeją jak nigdzie indziej
No ale nie kochają prawda
Po co kochać pytam głośno
Spotykając się z ich zdziwionymi spojrzeniami
Kręcę głową przepraszam
Cicho wracam na korytarz
Nadal jest okno
I złote pytanie za murem
Tak odpowiadam teraz rozumiem
Ale okno jest zamknięte
Przewidzieli wołanie
Zamknęli postawili straże
Gwoździe wyraźnie dumne
Ze swej roli kata
Nie myślę wiele już to za mną
Pęka szyba i skóra
Z pięści kapie krew
Pięść płacze wzruszona
Swą rolą wybawcy
Bluszcz podaje mi rękę
Poczciwy stary jegomość
Też zostałeś bohaterem mówię
A on ruszył liściem
Jakby kiwał głową
Pomaga mi zejść
Dotykam zakazanej ziemi
Stopą dłonią czołem ustami
Ale nie mam czasu
Jeszcze nie uciekłam
Muszę dotrzeć za mur
Za drugi jak w okopy
Uciekam z ziemi niczyjej
Bojąc się rozstrzelania
Za bunt i dezercję
Drzewo podpiera mnie
Gdy przesadzam mur
Zrywam jeden złoty listek
Przypinam agrafką do bluzki
Jak Virtuti Militari
Wita mnie obca ziemia
Życzliwa ciotka uchodźców
W pierwszej chwili toczę się
Z barku na bark na plecy
Patrząc w ziemię i dwa nieba
Wstaję i strzepuję proch
Ze stóp już się zadomowiły
Ta ziemia lepsza niż poprzednia
Kładę dłoń na murze
Wiem że to pożegnanie
I ruszam nową ziemią
Obca a już zadomowiona
Przypominam sobie dziwne słowo
Ojczyzna chyba tak brzmiało
Ojczyzna powtarzam głośno
Widzę oczy wlepione we mnie
Pytające chcesz bronić ojczyzny
Wygładzam dłonią listek
Chcę odpowiadam
Po to chyba ją znalazłam
Chodź z nami idę
Czuję że tak jak ja
Niedawno przeskoczyli mur
Znaleźli się w ojczyźnie
I już muszą jej bronić
Ojczyzna powtarzam jak dziecko
Wzywające matkę do kołyski
I nagle rozumiem że tak jest
Ojczyzna matka uczyła mnie chodzić
Bym przyszła do niej
Ruszam więc za braćmi
Nie mam wątpliwości że to
Bracia i siostry
Córki i synowie
Ojczyzny naszej matki
Nagle przechodzi mnie lęk
Kto zagraża matce
Pytam wylękniona
Kto śmie grozić ojczyźnie
Powtarzam wściekła
Lecz nie tak by
Nie osuszyć łzy
Braci i sióstr moich
To ci sami dranie mówią mi
Co oddzielili nas od niej murami
Mury zadrżałam
Teraz wszystko rozumiem
Ten gasnący ogień za oknem
Ta złota śmierć
To matka ojczyzna
To ona wołała o pomoc
To jej zmęczoną twarz
Widziałam w sercu
To dlatego ona krwawi
Jak jeszcze krwawi pięść
Ci dranie powtórzyłam
Ci dranie zginą
Uwolnimy ojczyznę
Jeśli nie po to jesteśmy
Śmierć na nas wszystkich
Spojrzałam wtedy w ich oczy
Błyszczące gorączką
Tą samą co moje własne
Rządzą krwi zemsty
Tą samą miłością do matki
Widziałam w tych oczach
Tak wielkich w pobladłych twarzach
Że rozumieją
I że uwolnimy ojczyznę
Matkę naszą z rąk zbójów
I jak staliśmy klękamy
Brzmią pełne gniewu przysięgi
Że uwolnimy matkę z rąk wroga
Nie uciekając przed śmiercią
I nie uginając karku
A słońce to marna świeca
Przy ogniu naszej wściekłości
Ogień przekujmy w pociski
Niech tym celniej wroga razi
I niech go spala do kości
Kujemy zapamiętale
Kujmy strzelajmy celnie
Dali mi karabin
Przyjęłam go jak matka dziecko
Ufna i gotowa na wszystko
Karmiłam żelazem wroga
Zawzięciej za każdym razem
Gdy brat padł lub siostra padła
Skrzywiona z bólu i nienawiści
W sercu mając ich razem z matką
Wreszcie cofam się
Zostawiając za sobą trupy
Te których widok mnie cieszy
Te których rozrywa mi serce
Lecz trupa ojczyzny nie widzę
Nie porzucili jej ciała
To znaczy nie umarła
Ach matko jęczysz w niewoli
Wołam zbolałym głosem
Ładując pocisk w karabin
Wtem słyszę wybuch
Bliższy niż każdy poprzedni
Sufit się sypie na głowę
Czołgam się w prochu
Krztusząc się nagłym przerażeniem
Widziałam jak padali
Moi bracis i siostry
A przecież ja jestem taka jak oni
Też przeskoczyłam mur by walczyć
Czemu więc mam żyć
Chce mi się śmiać
I płakać z rozpaczy naraz
Że żyję gdy oni umarli
Lecz nie umiem się śmiać
Nie mam czym płakać
Czołgam się tylko
Wiedząc że jestem robakiem
Muchą na ranie
Pamiętam jak pięść krwawiła
Teraz ojczyzna jest pięścią
Ojczyzna zbije szybę
I ucieknie z niewoli
Zostanie krew na drzewie
Ale będzie wolna
Już nie powróci za mury
Z tą myślą pełznę
Czując nagłą nadzieję
Wspominając złoty ogień
Rozumiejąc coraz lepiej
I coraz więcej akceptując
Aż pewnego dnia
Wyciągają rękę
Wierzę w cuda pamiętam bluszcz
Podał mi rękę i pomógł
Uciec w stronę ojczyzny
Wyciągają mnie spod gruzów
Mówią że to już koniec
Wojna się skończyła
Ojczyzna jest wolna
A wy bezpieczni
Widzę dwóch moich braci
Jest też jedna siostra
Kiedyś było nas wielu
Wielu złożyło przysięgę
Tylu nas zostało
Lecz czuję niepokój
Oto czerwony ogień
Nawet spalana korona
Nie czyni go złotym
Jaki być powinien
Gdzie matka gdzie ojczyzna
Pytam rozglądając się
Jeden z nich podchodzi
To ja mówi cedząc słowa
Ja jestem ojczyzna
Patrzę na braci i siostrę
Nie mówię z mocą
Ja cię znam byłeś za murem
To ty uwięziłeś matkę
To ty ją katowałeś
Chwycił mnie za gardło
Gdy trwałam niewzruszona
Ja jestem ojczyzną krzyknął
Oddaj mi hołd
Ja jestem ojczyzną
Spojrzałam na niego
Twarz czerwona pod wąsem
W oczach pogarda
Nie mówię beznamiętnie
O dziwo nie czując strachu
Nie oddam hołdu zbójowi
Który swą nieczystą rękę
Śmiał podnieść na moją matkę
Której my wszyscy ślubowaliśmy
Nie ugiąć karku przed wami
Już wleką mnie pod mur
Zakneblowali usta
By ani słowa prawdy
Nie uroniły przy nich
Bo błagać o litość nie będę
Stojąc tam jeszcze słucham
Jak siostra powtarza me słowa
Stawiają ją obok mnie
Uśmiecham się oczami
Bo usta zakneblowane
Wnet stoi przy nas brat
Widać że chce nas osłonić
Wychudzonymi rękami zagarnąć
Do jeszcze krwawiącej piersi
Utulić do snu wiecznego
Drugi brat stoi jak świeca
Wąsiasty podchodzi
Kto jest ojczyzną no kto
Ty odpowiada spokojnie
Tyś jest i ugina kark
Brat co stoi przy nas
Napina wściekle więzy
Jakby chciał się nań rzucić
Zdrajca zdaje się krzyczeć
A syn wyrodni milczy
Wąsiasty tego Judasza
Przygarnia ojcowskim gestem
Wysoko zajdziesz synu
Gdy ci do mogił się stoczą
I ziemia o nich zapomni
Lecz nie zapomni ojczyzna
Chcę krzyknąć gryząc knebel
Lecz słowa pełne prawdy
W tej zostają szmacie
Jak błoto z podłogi
I nagle ją widzę
Oto matka ojczyzna
Stoi przy nas i w płaszczu
Krwią strzępionym nas chowa
Matka swoje dziatki
Oto znalazłam ją wreszcie
Łzy do oczu się cisną
Szloch piersi rozrywa
Oto znalazłam cię matko
I pobiegłam do ciebie
Wołając cię po imieniu
Którego mnie nauczyłaś
I wiem że ty matko kochana
Odwiedzisz zapomnianą mogiłę
W której twych dzieci spoczęły kości

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz