sobota, 19 listopada 2016

Dusza i ciało

Ostatnio, mimo nawału pracy, miałam przez kilka dni mnóstwo weny. Spożytkowałam ją między innymi na kilka wierszy. Do pojawienia się tej weny przyczynił się między innymi kontakt z poezją różnych słowiańskich twórców przy okazji konkursu czy znajdywanie kolejnych rzeczy łączących mnie z niektórymi twórcami polskiego romantyzmu i pozytywizmu i słuchanie jazzu. Wśród tego, co powstało w wyniku tego wszystkiego, należy poniższy wiersz.
Dlaczego właśnie dziś go publikuję? Tak bez okazji, przede wszystkim naprawdę chcę się nim pochwalić, bo to jedna z nielicznych sytuacji, gdy jestem autentycznie dumna z wiersza dłużej, niż pierwszy kwadrans po skończeniu. Tutaj udało mi się zachować rytm, z czym zawsze mam duży problem. Skąd zaś pomysł na taki utwór? No cóż, dość często mam jakąś myśl, na kanwie której chcę później coś napisać, wówczas sobie ją notuję, siadam i myślę. Tym razem brzmiała ona "bogactwo duszy to cały mój spadek" i wyniknęła z długiego rozmyślania na tematy związane z idealizmem i materializmem, a także z tezy, że poeci są ze sobą duchowo spokrewnieni, a natchnienie jest ich wspólnym dziedzictwem.



Ciało moje spało jeszcze o czwartej nad ranem,
Kiedy dusza wyszła krokiem cokolwiek pijanym.
Ciało śpi, mój brzuch bez przerwy przez sen się porusza,
Gdy odebrać spadek po kimś idzie moja dusza.

Tu czytano testamenty, tam już rabowali,
Dusza czeka na jej kolej, przecież się nie pali;
Jeden szczęściarz dostał lampę, inny pół kanapy,
Ale moja dumna dusza gwiżdże na te graty;

Po srebrne łyżeczki zaraz lecą starzy, młodzi,
Ale mojej duszy wcale dziś to nie obchodzi;
Gdy ktoś przebiegł, cukiernicę ucapiając w locie,
Moja dusza, łatwo zgadnąć, to też miała w nosie;

Tam już ucho przykładają, obstukują ściany,
Dalej patrzą pod podłogę, zwinąwszy dywany.
Kiedy zapis odczytano, nic już nie zostało,
Ale dusza miała szczęście, dostała niemało.

Sny, marzenia, parę rymów, wizje do kompletu,
Zapach chleba, zachód słońca, dźwięki harf i fletu,
Dwie satyry, ćwierć ballady, dramat nieskończony
Dusza wzięła do kieszeni i poszła do domu.

Położyła się do łóżka, budząc przy tym ciało,
Bardzo złe, że go nie wzięło, bo ono też chciało
Zwinąć stamtąd to i owo, a zostało z niczym;
Wstało i, marudząc, poszło smażyć jajecznicę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz