Przeklęty romantyzm, w połączeniu z jesienną aurą stanowiący mieszankę nie tyle wybuchową, co zabójczą. Pozytywizm jest znacznie łatwiejszy emocjonalnie. W każdym razie, postanowiłam dodać nową etykietę na blogu. I to tyle, jeśli chodzi o krótki i wyjątkowo mało twórczy wstęp.
Liście ścielą się u stóp,
Przykryły w lesie każdy grób,
Coraz wcześniejsze są wieczory,
Ze słońcem zniknęły pozory.
Drzewa są nagie jak moja dusza
Gdy stałam sama na wieży ratusza,
A wiatr smagał mnie po twarzy,
Teraz nawet ziemia mnie parzy.
Dziś w ogrodzie zmarzły róże,
Śmierć dziś króluje w naturze;
Duch, którego mam u boku,
Zamarzł jeszcze w starym roku.
Spójrz na siebie i mą dolę,
Spójrz, ach, spójrz, co masz na czole!
Na cóż mi było mrzeć przez ciebie?
Żadno z nas nie będzie w niebie.
Na początku byli dziewczyna i wen. Dziewczyna nie różniła się od miliona innych dziewczyn, zaś wen przypominał milion innych wenów. Pewnego razu jednak, za pomocą najzwyklejszego w świecie pióra, dziewczyna oswoiła wena. Wtedy stali się dla siebie jedyni na świecie, a dziewczyna została poetką. Od tego dnia stała się też za swojego wena odpowiedzialna. Co jakiś czas zmusza go do pracy, której owocami są wiersze i nie tylko.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz