Mówi się, że trawa jest bardziej zielona po drugiej stronie wzgórza. I coś w tym jest, bo często jest tak, że usilnie na coś pracujemy, a gdy już uda się wywalczyć tę upragnioną zmianę, chcemy więcej, czasem zaś nagle tęskno nam do starego porządku. Właściwie, jesteśmy skazani na wieczny niedosyt, wieczne pragnienie postępu. Nie mówię, że to źle, zawdzięczamy w końcu temu rozwój cywilizacji, ale czasami może to powodować swoiste kręcenie się w kółko z powodu naszych własnych sprzecznych dążeń. Tak przynajmniej to wygląda w moim przypadku.
Gdy cicho, miotam się po kątach,
Szukając lęku mojego przyczyny;
We włosy moję łapię pajęczyny,
Których od dawna nikt tu już nie sprząta.
Szukając lęku mojego przyczyny;
We włosy moję łapię pajęczyny,
Których od dawna nikt tu już nie sprząta.
Gdy gwarno, chowam się po kątach,
A wokół - lęku mojego przyczyny;
Żadnego cienia, żadnej pajęczyny,
Żadnej kryjówki, odkąd tu się sprząta.
A wokół - lęku mojego przyczyny;
Żadnego cienia, żadnej pajęczyny,
Żadnej kryjówki, odkąd tu się sprząta.
Miotam się stale jak witki leszczyny,
Jestem jak włóczka którą ktoś poplątał;
Źle, lub niedobrze, bomba o dwóch lontach,
Taka natura jest zmienna dziewczyny.
Jestem jak włóczka którą ktoś poplątał;
Źle, lub niedobrze, bomba o dwóch lontach,
Taka natura jest zmienna dziewczyny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz