Z takiej właśnie chęci powstała "Pieśń o Morzu Mgieł". Początkowo miał to być tylko landszafcik, ale stało się jak właściwie zawsze — słowa ożyły i zaczęły tworzyć same, tym razem pieśń o siłach natury karzących za dokonane zbrodnie. Może kiedyś w mojej głowie pojawi się i melodia...
Słońca złoty dysk
Chylił się ku zachodowi,
Już ostatni błysk
Tańczył na srebrnym ogłowiu
Gdy na zachód szedł
Elf o smutnych, mądrych oczach,
W uszach słysząc szept
Brzóz rosnących na tych zboczach.
Dokąd zmierzasz, smutny wędrowcze?
Ścieżka ginie wśród polnych kwiatów,
Odrzuć z serca smutki twe mroczne,
Idziesz ku Morzu Mgły.
Słońca złoty dysk
Zniknął już za widnokręgiem,
To dla ciebie zysk;
Niebo czernieje na węgiel,
Liczne oczy gwiazd
To są starzy przyjaciele,
Znikły światła miast,
Światła zostało niewiele...
Dokąd idziesz, uciekinierze,
Jakie piętno tutaj cię goni,
Wśród niewydeptanych wciąż ścieżek
Ściga ku Morzu Mgły?
Cicho szumi deszcz,
Jakby pierwsze ostrzeżenie.
Wzdrygnąłeś się, wiesz,
Że właśnie znikają cienie,
Oto Morze Mgieł,
Tajemne, nieujarzmione,
Ono dobrze wie,
Kto zawitał w jego stronę...
Dokąd idziesz, ty, zabłąkany,
Pośród mgły srebrzystych oparów,
Krew znów kapie z rąk spracowanych,
W sercu Morza Mgieł.
Twoje serce zna
I wszystkie twoje wyczyny
Ta magiczna mgła,
Sąd nad tobą wnet uczyni;
Masz na dłoniach krew,
Morderco własnego brata!
W twym sercu był gniew,
Stracony jesteś dla świata!
Gdzie zniknąłeś, smutny wędrowcze?
Pośród mgieł zniknąłeś na zawsze,
Wnet rozwieją się mgły te nocne;
To sąd Morza Mgieł!