sobota, 31 października 2015

Ogłoszenie w gazecie

Jak to już dzisiaj napisałam na moim drugim blogu, tej nocy miałam sen związany z prasą. Na temat snu rozpisywać się nie zamierzam, skoro już raz to zrobiłam, jednak wykorzystam to jako pretekst do zamieszczenia napisanego tydzień temu wiersza. Zostajemy w tematach publicystyki, za to odchodzimy od tematów związanych z polityką, wojnami i innymi przyjemnościami tego typu.



Zdarzyło się to w Łodzi,
Był grudzień, więc wokół śnieg.
Zawołała "O co panu chodzi?"
Gdy powiedziałem "Kocham cię!".

Miała pani futro z norek
Lub gronostajów, Bóg jeden wie!
Widziałem panią też w zeszły wtorek,
Chciałem powiedzieć znów "Kocham cię!"

Jeśli czytuje pani gazety
(Jeśli nie, to trudno – nie),
Niech odpowie na pytanie poety:
Czy może pani pokochać mnie?

sobota, 24 października 2015

Mknie rok za rokiem

Myślę, że jedenastą odę Horacego zna niemal każdy. To z niej pochodzi słynne "carpe diem". Mimo braku czasu (a może właśnie dlatego) przez ogrom nauki również zagłębiłam się w rozmyślania na temat przemijania. Jednak moje refleksje nieco się różnią od przemyśleń rzymskiego poety. 



Na podwórku, w piaskownicy pusto. 
Wszyscy dorośli, więc musieli iść. 
Panowie mają prawdziwe karabiny,
Prawdziwe koparki i samochody. 
Panie — prawdziwe mody i urody,
Prawdziwe domy, sklepy i rodziny. 
Na piasek co roku spada liść. 
Pomyśl o tym, gdy spojrzysz w lustro. 

sobota, 17 października 2015

Dwa i pół w jednym

W tym tygodniu niestety skończyła się wymiana ze szkołą w Trewirze. W czwartek, po pożegnaniu Niemców, zamierzałam zamieścić tu wiersz, który napisałam we wtorek. Niestety, brak czasu zrobił swoje, dlatego wiersz na blogu pojawia się dzisiaj. A oto i bohater dnia (bynajmniej nie jedyny, ale o tym w swoim czasie), który, mam nadzieję, pewnego dnia stanie się piosenką. 



Wąska wstążka szarej szosy
Jak czas zostaje za nami,
Łza, czy może kropla rosy,
Szybą deszcz płynie strugami.

Płynąc do portu przeznaczenia,
Szepcąc dwa słowa: do widzenia.

Latarnie to małe Słońca,
Deszcz to jest z nieba morze łez,
Nawet ta droga bez końca
Jak każda — gdzieś tam ma swój kres. 

Płynąc do portu przeznaczenia,
Szepcąc dwa słowa: do widzenia

Do widzenia dziś czy za rok?
Wierzymy w magiczną moc słów,
Nie patrzymy w oczy, lecz w bok,
Wiedząc: to nie zdarzy się znów. 

Płynąc do portu przeznaczenia,
Szepcąc dwa słowa: do widzenia

Pożegnania czas się zbliża,
Teatr dla jednego widza,
Być może po raz ostatni
Uścisk nas połączy bratni

Jesteśmy w porcie przeznaczenia,
Cicho mówimy: do widzenia.
Reszta jest teraz bez znaczenia,
Razem krzyczymy: do widzenia!



Jak wiecie, tydzień temu planowałam wstawić wiersz po niemiecku, jednak nie miałam go przy sobie (to, że kwadrans po ukazaniu się posta na blogu wiersz znalazł się na moim biurku to inna historia). Z tej racji dzisiejszy post zawiera nie jeden, ani nawet nie dwa, lecz dwa i pół wiersza. Skąd ta połowa? Moje tłumaczenie, dokończone przed chwilą, już nawet pomijając fakt, jakim kosmosem jest dla mnie praca tłumacza, trudno uznać za pełny i niezależny wiersz... 



Es ist dunkele Nacht,
Aber das Schnee ist weiß.
Ich höre, wie er lacht,
Aber weiß nicht, wie er heißt. 

Ist er jung, oder alt?
Das weiß ich wirklich nicht,
Aber ich sehe ihn in der Nacht
Und darum freue ich mich. 

Ich sehe: das Blut ist rot,
Ich sehe das jeden Tag,
Aber es ist nur ein Wort
Und das ist, was ich wirklich mag. 

***

Noc jest tak bardzo ciemna,
Nie licząc śniegu lśnienia. 
Że to jego śmiech — jestem pewna,
Choć nie znam jego imienia. 

Stary jesteś, czy też młody?
Nie wiem, cóż powiedzieć więcej. 
Ale gdy widzę cię wśród nocy,
To istny miód na moje serce. 

I widzę jeszcze czerwień krwi,
Która towarzyszy mi co dzień. 
To tylko słowo, więcej nic,
A że to lubię — dobrze wiem. 

sobota, 10 października 2015

Cierpliwa jest, łaskawa jest...

Jeśli mam być szczera, dzisiaj zamierzałam wstawić zupełnie inny wiersz. I to w aż dwóch wersjach językowych — niemieckiej (oryginalnej) i polskiej. Zamierzałam wpierw go przetłumaczyć. A wszystko to dlatego, że trwa właśnie wymiana między moją szkołą, a Angela-Merici Gymnasium w Trewirze, w której biorę udział. Oznacza to, że do następnego czwartku mieszka u mnie taka sympatyczna Niemka. To naprawdę pozytywna osoba, wkładająca wiele wysiłku w naukę choć paru polskich słówek...
Niestety, ja to ja. Wiersz, o którym wspominałam, został na kartce wciśniętej w mój podręcznik do niemieckiego, leżący w mojej szkolnej szafce. Dlatego dziś pojawi się wiersz zastępczy, tak samo jak ten niemiecki pochodzący z tego tygodnia. Znowu o miłości...



Mówią, że bez niej nic niewarte,
Że lepiej pakt podpisać z czartem
Niż bez niej pisać życia kartę. 

Mówią, że gdy zechce sama,
Odwiedzi panią, potem pana,
W asyście wina i szampana. 

Że jest cierpliwa i łaskawa,
Rozgina kraty, łamie prawa,
Orzeźwia jak poranna kawa. 

Podobno nie pamięta złego...
Podobno, przecież dużo tego,
U bogatego i biednego. 

Mówią, że wszystko ci wybaczy,
Jeżeli jednak wciąż coś znaczy,
Na świat spojrzenie ci wypaczy. 

I jeszcze nie rdzewieje — stara,
Wszak można także z dala,
Choć jest w tym przecież pewna kara...

Lecz jedno mogę rzec na pewno,
Gdy otumani cię mgłą zwiewną,
Wad tych byś szukał... Nadaremno. 

sobota, 3 października 2015

Banały

Dziś trochę o banalności miłostek. Wiersz trochę bowarystyczny, lecz przynajmniej świeży. Wracałam w czwartkowy wieczór z teatru, poznańskie ulice znajdując jako niezwykle romantyczne. Sama nie wiem, co mnie tak nakręciło, na pewno nie był to spektakl ("Dwunastu gniewnych ludzi"), jednak miałam taki nastrój i basta. Niestety, jak to ze mną bywa, zaraz przeciwstawiłam swoje romantyczne uniesienia prozie życia, która wydała mi się szara i okropna. Tak samo ja sama. Pod wpływem chandry, jaką mi to zadundowało, powstał poniższy utwór, znowu a'la chōka, tylko tym razem są rymy. 



Słowa są tak banalne,
Choćby "kocham cię".
Czy to kawy poranne,
Herbaty i zmierzch,
Światła miasta wieczorem,
Cichy oddech wsi,
Czy deszcz nad parasolem,
Czy coś, co się śni. 
Słowa są tak banalne,
Choć czasem nam w smak,
To nie marsze triumfalne,
To klatka i ptak. 
Mów do mnie banałami,
Bo czym jest bez nich świat,
Banał — most między nami,
Nasza łodyga i kwiat.