sobota, 30 stycznia 2016

Cierpienie człowieka

W tym tygodniu był Międzynarodowy Dzień Pamięci o Ofiarach Holokaustu, co wie chyba każdy. Trudno mi opisać skalę okrucieństwa, jaka towarzyszyła masowej eksterminacji Żydów, skalę na jaką to się odbywało, poziom pozbawienia tych ludzi godności. A przecież Holokaust to nie jedyny holokaust w historii ludności. To nie jedyny przypadek obdarcia człowieka z godności i zdeptania go. Przecież pogardę, nienawiść widujemy na codzień. Żeby tylko widywać... Niestety, łatwiej jest nam dostrzec i nazwać zło, jeśli miało ono miejsce kilkadziesiąt lat temu. Mam nadzieję, że Rok Miłosierdzia stanie się czymś więcej, niż tylko przyjemnie brzmiącą nazwą.



Kości. 
Czerepy bez godności. 
Wygoleni. 
Wyrodne syny ziemi. 
Robaki. 
Na duszach noszą znaki. 

Te słowa wciąż wibrują w kominach,
Z baraków płyną jak rzeka;
Świat dojrzał, by w zbrodniczych czynach
Dojrzeć cierpienie CZŁOWIEKA. 

sobota, 23 stycznia 2016

Zabawy z formą ciąg dalszy

Mam wrażenie, jakby całe wieki minęły odkąd ostatnio pisałam wiersz wolny. A że lubię wiersz wolny, to wiadomo od razu, co Wam dziś zaserwuję. Poza tym po raz kolejny eksperymentuję, tym razem z długością wersów. 


Jeśli
coś komuś
bezustannie wręcz zawadza
to wcale nie
musi być
wada

bo
wszyscy znamy
tę przypowieść o
pewnej złej
baletnicy

sobota, 16 stycznia 2016

Droga

Jako, że w moim województwie właśnie zaczęły się ferie, ja sama lubię podróżować, a na różnych lekcjach w samej szkole topos drogi i wędrówki jest dosłownie wałkowany, dzisiaj podjęłam się napisania o drodze. To jeden z tych wierszy, podczas pisania których zastanawiam się, jak wyglądałaby interpretacja tego utworu. Jest to też jeden z utworów pisanych "na melodię", w tym wypadku "Źródło" Jacka Kaczmarskiego, co chyba nikogo z moich stałych Czytelników już nie dziwi. Ostrzegam tylko, że w ostatnich wersach pozmieniałam kolejność fraz muzycznych, gdy pisałam na rytm tego, co nuciłam.



Droga biegnie przez pola
I przez lasy, i góry,
Bez spoczynku, wytchnienia, bez końca,
Wielkie morza okrąża,
Wciąż się ciągnie i dłuży,
Starsza od gwiazd, Księżyca i Słońca.
Chociaż wiecznie iść możesz,
Koniec równie daleki,
Iść tak będziesz, iść będziesz przez wieki.
I do przodu, przed siebie,
Gdzie cię oczy poniosą,
Gdzie zakręty, meandry przed tobą,
Tylko jedno jest ważne,
Czy to w butach, czy boso,
Nigdy wstecz, na ziemię spaloną.
Jeszcze dym z mostów niesie
Wiatr, co zawodzi do pleców
I wciąż pcha cię na ten szlak bez kresu...

Czasem, gdy marsz cię nuży,
Patrzysz w gwiazdy bezliczne,
Na horyzont, na cel twej podróży...

sobota, 9 stycznia 2016

Katedra

Nie za bardzo wiem, co mogę powiedzieć o tym wierszu. Mogę chyba tylko przeprosić za to, że jestem zbyt rozleniwiona, by dbać o rytmiczność i dokładność rymów. Tak to czasem bywa, gdy usiłuję ująć w wiersz luźne przemyślenia. Przynajmniej powstał kolejny przykład wykorzystania motywu katedry w literaturze — może pozwolą go użyć mi na maturze. 



W średniowieczu budowano katedry. 
Dziś również to widok powszedni —
Budowa wciąż nowych miejsc kultu,
Choć poświęconych innemu bóstwu. 
Spójrz, z jaką nagłą lekkością bryła
Z powierzchni ziemi się wychyla!
Skrzy się w słońcu, niczym szklane domy —
Żeromski byłby zadowolony.
Spójrz, tłum wiernych idzie na nabożeństwo,
W blasku witraży z neonu walcząc o pierwszeństwo. 
Gdy idę główną nawą zatłoczoną,
Patrzy na mnie Matka Boska z od Prady koroną,
Z charakterystycznym dla siebie łagodnym uśmiechem
Piastując w ręce strasznie drogą torebkę. 
Nawy boczne to same kapliczki,
Wstępują do nich wierni liczni;
Dwóch rzeczy nie ma: ołtarza i ciszy,
Widzę Apostołów, reklamują dżinsy,
Za trzydzieści złotych (dzięki niech będą przecenom!)
Jakiś Iskariota kupił godzinę niedzielną. 
Tłum jak w Sąd Ostateczny, warte uwiecznienia,
Dla uczenia Pisma ludzkiego stworzenia,
W końcu kto by czytał taką grubą księgę...
A gdy wyżej wzrokiem sięgnę,
Wchodzę w sferę światła,
Tak jasno świeci każda lampa, 
Światło białe, nierozszczepione...
To symbol duszy grzechem nieskażonej?

A jednak Boga nie ma w tej katedrze wiele,
Tu już nie było miejsca, jak w Betlejem;
Choć wnet dziesięć i pół wieku od chrztu minie,
Masowo powstają Welesa świątynie. 

sobota, 2 stycznia 2016

Wprawki do limeryków

Dzisiejsze dwa limeryki napisałam dla wprawy. Myślę, że z czasem będę pisać lepiej, ale i teraz nie jest tragicznie. 



Nieznany epizod z żywota Turina:
Gdzieś w lesie był spotkał niewiastę ze Żnina,
Nie brakło im troski,
Bo język nas polski
Za trudny dla syna Hurina!

Spotkali się wieszcze i już od spojrzenia
Pierwszego nie było tam porozumienia,
Mickiewicz brwi marszczy,
Słowacki już warczy,
Dla Polski to wszak odrodzenia!