W średniowieczu budowano katedry.
Dziś również to widok powszedni —
Budowa wciąż nowych miejsc kultu,
Choć poświęconych innemu bóstwu.
Spójrz, z jaką nagłą lekkością bryła
Z powierzchni ziemi się wychyla!
Skrzy się w słońcu, niczym szklane domy —
Żeromski byłby zadowolony.
Spójrz, tłum wiernych idzie na nabożeństwo,
W blasku witraży z neonu walcząc o pierwszeństwo.
Gdy idę główną nawą zatłoczoną,
Patrzy na mnie Matka Boska z od Prady koroną,
Z charakterystycznym dla siebie łagodnym uśmiechem
Piastując w ręce strasznie drogą torebkę.
Nawy boczne to same kapliczki,
Wstępują do nich wierni liczni;
Dwóch rzeczy nie ma: ołtarza i ciszy,
Widzę Apostołów, reklamują dżinsy,
Za trzydzieści złotych (dzięki niech będą przecenom!)
Jakiś Iskariota kupił godzinę niedzielną.
Tłum jak w Sąd Ostateczny, warte uwiecznienia,
Dla uczenia Pisma ludzkiego stworzenia,
W końcu kto by czytał taką grubą księgę...
A gdy wyżej wzrokiem sięgnę,
Wchodzę w sferę światła,
Tak jasno świeci każda lampa,
Światło białe, nierozszczepione...
To symbol duszy grzechem nieskażonej?
A jednak Boga nie ma w tej katedrze wiele,
Tu już nie było miejsca, jak w Betlejem;
Choć wnet dziesięć i pół wieku od chrztu minie,
Masowo powstają Welesa świątynie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz