sobota, 30 kwietnia 2016

Na pustyni

Tak, jak obiecałam tydzień temu, dzisiaj wiersz o pustyni. Co prawda chciałam do niego dopisać jeszcze jedną strofę, by było siedem, ale trudno, niech już zostanie tyle, ile jest. Po co mi potrzebna siódma strofa, można zapytać. Właściwie chodzi li i jedynie o symbolikę liczb - siedem w Biblii oznacza pełnię i doskonałość, a sześć - niedoskonałość i niepełność. Ale załóżmy optymistycznie, że skoro wiersz traktuje o niedoskonałości ludzi, a i mój warsztat jest niedoskonały, może być i sześć strof.



Na pustyni nie ma oazy,
Brak nawet zwykłej studni
Gdzie serce źródła dudni,
Są tylko przed oczyma obrazy.

Słońce bezlitośnie z góry spogląda
Na niezliczone piasku drobiny,
Wzrokiem uśmierca pustynne rośliny,
Wybiela szkielet wielbłąda.

Zaduch, że oddychać się nie da!
Blask, jakby patrzeć w Boga oblicze,
Który jest Chmurą i Zniczem,
Daje okruch niebiańskiego chleba.

Zakryj jednak żałobą swe lica
Ludu niewierny, bo lat czterdzieści
Stopy twoje ta będzie mieścić
Pustynia - Boża piaskownica.

I choć dostajesz wodę ze skały,
Chociaż masz pełne wyżywienie,
Będzie cię dręczyć głód i pragnienie;
Kto spojrzy w górę - ocalały.

Lecz jak i ciebie, mnie ściska trwoga,
Kąsają węże, czuję pragnienie,
Piach parzy, pustynia więzieniem -
I wciąż za mało w moim życiu Boga.

sobota, 23 kwietnia 2016

Nadchodzi Armia Czerwona

W tym tygodniu miałam wenę, więc mogę sobie wybierać, czym się pochwalę. Jako, że jeden wiersz planuję dokończyć, innemu dorobić jeszcze jedną strofę, a trzeci schować na dnie szuflady, pozostaje tylko jeden kandydat. Pomysł na ten utwór zastał mnie podczas sprzątania (zdarza się), więc dokończyłam robotę mamrocąc pod nosem, po czym poleciałam po kartkę i długopis. Co prawda pomysł obejmował tylko pierwszą i ostatnią strofę, ale reszta w mig się napisała. Bardzo lubię to uczucie, gdy nie muszę siedzieć i wymyślać, bo samo się pisze. Tu jest niewątpliwa przewaga poetów nad autorami powieści czy nawet "zwykłych" książek, bo powieściopisarzowi nie powinno "samo się pisać". Takie życie.
Wracając do wiersza, tematykę wskazuje już sam tytuł (dodatkową wskazówką są etykiety, pod którymi ukazał się ten post). Dokładnie tak: dziś znowu o Drugiej Wojnie Światowej (dokładniej: o ofensywie Armii Czerwonej). I, gdyby nie majówka, za tydzień także, jednak przyszła sobota zastanie nas w ciepłych krajach, a dokładniej - na pustyni. Można nawet pokusić się o ponury żart: przyszła Krasnaja Armija i została pustynia... Ale nie uprzedzajmy faktów.



Nadchodzi Armia Czerwona,
Nadchodzi równo ze świtem,
Przechodzi linię Curzona,
A miasto czeka cierpliwie.

Rozbraja wszystkich bez liku,
Czy Niemiec to, czy sojusznik!
Lecz nawet echa ich krzyku
Nie złowią Zachodu uszy...

Bo Stalin to jest przyjaciel!
Nie on, a Hitler mordował!
Takie Aliantów są racje
I w takie chcą wierzyć słowa.

Nie wojskiem wy, lecz zbójami!
Lecz trudno, skoro nam trzeba
Walczyć wspólnymi siłami
Pod kirem letniego nieba.

My wojskiem, a Polska krajem!
I my tu gospodarzymy;
Z was nikt tego nie uznaje,
Z nas nikt nie zostaje żywy.

Lecz muszą uznać Warszawę,
Gdy my, z wyciągniętą ręką,
Będziemy tu gospodarze...
Rosjanie już niedaleko!

Stanęła Armia Czerwona,
Czeka...

sobota, 16 kwietnia 2016

Parę słów o weryźmie

Weryzm to nurt w malarskie włoskim, który powstał pod koniec XIX wieku i skupiał się na wiernym odtwarzaniu rzeczywistości, ze wszystkimi jej mrocznymi śladami. Osobiście nie mam nic przeciwko ani samemu weryzmowi, ani naturalizmowi, z którego się wywodzi, ani tym podobnym nurtom w sztuce. Co jednak mogli sądzić o nich choćby współcześni im impresjoniści, symboliści czy nabiści?


Cóż to są za bohomazy!
(Tylko, poproszę, bez urazy)
Świat pokazują, jakim jest.

Żeby tak chociaż wyśmiewały,
Że w zwyczajności tak jest stały!
A wierne są mu niczym pies.

Nie skłamią nawet słówka ćwiercią,
Życie jest życiem, a śmierć śmiercią,
Cnota jest cnotą, grzechem grzech.

Na co hołubić codzienności
I wcale nie szukać radości
Gdy w życiu prześladuje pech?

Po co żyć w klatce jak zwierzę,
Jeść spać i klepać pacierze,
Zamiast sięgnąć wyżej, do gwiazd?

Zamiast szukać śladów Boga,
Widzieć, co to strach i trwoga,
Hen, ponad ulicami miast?

Sięgnąć do świata innego,
Tajemnicą owianego,
Jak w surrealistycznych snach?


Co to są za bohomazy -
Realistyczne obrazy!
To razi wręcz w dobry smak!

sobota, 9 kwietnia 2016

Nie na temat

Każdy kto mieszka w Poznaniu i okolicach i/lub interesuje się fantastyką zapewne wie o trwającym właśnie w Poznaniu Pyrkonie. Za to niekoniecznie każdy wie o tym, że w tym roku po raz pierwszy postanowiłam się tam wybrać i nie pozostałam na tym etapie. Poza tym postanowiłam jeszcze się przygotować - czułam, że mi nie przystoi iść "po cywilnemu". Co prawda za przygotowanie cosplayu (przebrałam się za Tohyę Miho z Megatokyo) zabrałam się na poważnie trzy dni przed samym konwentem, ale czy istnieje choć jedna rzecz, za którą nie zabrałam się w ostatnim momencie? Niezależnie od stroju, na Pyrkonie bawiłam się przednie. Chociaż nie uczestniczyłam w żadnym panelu ani prelekcji, spędziłam ten czas zachwycając się wszystkim co widziałam i przytulając każdego, kto wszedł mi w drogę. Wróciłam nie tylko zmęczona, głodna, ale szczęśliwa po spędzeniu dziesięciu godzin wśród wspaniałych ludzi, ale też niosąc łupy w postaci paru ubrań i japońskich słodyczy (Pocky; naprawdę je uwielbiam!).
A tymczasem wiersz, który dzisiaj Wam zaprezentuję zupełnie nie pasuje do tego radosnego klimatu. Skąd ten Judasz? Ostatnio sporo rozmyślam o Piśmie Świętym i w pewnym momencie moje myśli zeszły na temat Judasza. Zastanowiłam się, co mógł pomyśleć o nim przypadkowy przechodzień i co myślał o nim Jezus.



Dokąd niosą cię nogi
Judaszu Iskarioto
spójrz na słońce
jest pogodne zupełnie nie widać
że za murami ktoś umiera
spójrz jak pięknie
słoneczny promień odbija się w srebrze
tańczy po murze świątyni

zanim zasłona rozedrze się na pół
inny owoc zawiśnie na jabłoni

sobota, 2 kwietnia 2016

Znowu te limeryki

Nie za bardzo wiem, co napisać słowem wstępu. To zawsze najtrudniejszy element każdego posta. Napisać wiersz — drobiazg, ale wstęp?! A przecież wypada. Dlatego często jest tak nieporadnie, chaotycznie, zazwyczaj też po prostu krótko. Przy okazji życzeń już zupełnie sobie odpuszczam. Cóż więcej rzec? Chyba tylko tyle, że znowu wzięłam się za twory limerykopodobne i jestem już całkiem zadowolona. 



Był kiedyś Szkot, który zawsze
Chciał zostać artystą-malarzem.
Sen spędza mu z powiek
To, że farby drogie,
Pozostaną więc w sferze marzeń.