Tak, jak obiecałam tydzień temu, dzisiaj wiersz o pustyni. Co prawda chciałam do niego dopisać jeszcze jedną strofę, by było siedem, ale trudno, niech już zostanie tyle, ile jest. Po co mi potrzebna siódma strofa, można zapytać. Właściwie chodzi li i jedynie o symbolikę liczb - siedem w Biblii oznacza pełnię i doskonałość, a sześć - niedoskonałość i niepełność. Ale załóżmy optymistycznie, że skoro wiersz traktuje o niedoskonałości ludzi, a i mój warsztat jest niedoskonały, może być i sześć strof.
Na pustyni nie ma oazy,
Brak nawet zwykłej studni
Gdzie serce źródła dudni,
Są tylko przed oczyma obrazy.
Słońce bezlitośnie z góry spogląda
Na niezliczone piasku drobiny,
Wzrokiem uśmierca pustynne rośliny,
Wybiela szkielet wielbłąda.
Zaduch, że oddychać się nie da!
Blask, jakby patrzeć w Boga oblicze,
Który jest Chmurą i Zniczem,
Daje okruch niebiańskiego chleba.
Zakryj jednak żałobą swe lica
Ludu niewierny, bo lat czterdzieści
Stopy twoje ta będzie mieścić
Pustynia - Boża piaskownica.
I choć dostajesz wodę ze skały,
Chociaż masz pełne wyżywienie,
Będzie cię dręczyć głód i pragnienie;
Kto spojrzy w górę - ocalały.
Lecz jak i ciebie, mnie ściska trwoga,
Kąsają węże, czuję pragnienie,
Piach parzy, pustynia więzieniem -
I wciąż za mało w moim życiu Boga.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz