sobota, 23 kwietnia 2016

Nadchodzi Armia Czerwona

W tym tygodniu miałam wenę, więc mogę sobie wybierać, czym się pochwalę. Jako, że jeden wiersz planuję dokończyć, innemu dorobić jeszcze jedną strofę, a trzeci schować na dnie szuflady, pozostaje tylko jeden kandydat. Pomysł na ten utwór zastał mnie podczas sprzątania (zdarza się), więc dokończyłam robotę mamrocąc pod nosem, po czym poleciałam po kartkę i długopis. Co prawda pomysł obejmował tylko pierwszą i ostatnią strofę, ale reszta w mig się napisała. Bardzo lubię to uczucie, gdy nie muszę siedzieć i wymyślać, bo samo się pisze. Tu jest niewątpliwa przewaga poetów nad autorami powieści czy nawet "zwykłych" książek, bo powieściopisarzowi nie powinno "samo się pisać". Takie życie.
Wracając do wiersza, tematykę wskazuje już sam tytuł (dodatkową wskazówką są etykiety, pod którymi ukazał się ten post). Dokładnie tak: dziś znowu o Drugiej Wojnie Światowej (dokładniej: o ofensywie Armii Czerwonej). I, gdyby nie majówka, za tydzień także, jednak przyszła sobota zastanie nas w ciepłych krajach, a dokładniej - na pustyni. Można nawet pokusić się o ponury żart: przyszła Krasnaja Armija i została pustynia... Ale nie uprzedzajmy faktów.



Nadchodzi Armia Czerwona,
Nadchodzi równo ze świtem,
Przechodzi linię Curzona,
A miasto czeka cierpliwie.

Rozbraja wszystkich bez liku,
Czy Niemiec to, czy sojusznik!
Lecz nawet echa ich krzyku
Nie złowią Zachodu uszy...

Bo Stalin to jest przyjaciel!
Nie on, a Hitler mordował!
Takie Aliantów są racje
I w takie chcą wierzyć słowa.

Nie wojskiem wy, lecz zbójami!
Lecz trudno, skoro nam trzeba
Walczyć wspólnymi siłami
Pod kirem letniego nieba.

My wojskiem, a Polska krajem!
I my tu gospodarzymy;
Z was nikt tego nie uznaje,
Z nas nikt nie zostaje żywy.

Lecz muszą uznać Warszawę,
Gdy my, z wyciągniętą ręką,
Będziemy tu gospodarze...
Rosjanie już niedaleko!

Stanęła Armia Czerwona,
Czeka...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz