Wracając do wiersza, tematykę wskazuje już sam tytuł (dodatkową wskazówką są etykiety, pod którymi ukazał się ten post). Dokładnie tak: dziś znowu o Drugiej Wojnie Światowej (dokładniej: o ofensywie Armii Czerwonej). I, gdyby nie majówka, za tydzień także, jednak przyszła sobota zastanie nas w ciepłych krajach, a dokładniej - na pustyni. Można nawet pokusić się o ponury żart: przyszła Krasnaja Armija i została pustynia... Ale nie uprzedzajmy faktów.
Nadchodzi Armia Czerwona,
Nadchodzi równo ze świtem,
Przechodzi linię Curzona,
A miasto czeka cierpliwie.
Rozbraja wszystkich bez liku,
Czy Niemiec to, czy sojusznik!
Lecz nawet echa ich krzyku
Nie złowią Zachodu uszy...
Bo Stalin to jest przyjaciel!
Nie on, a Hitler mordował!
Takie Aliantów są racje
I w takie chcą wierzyć słowa.
Nie wojskiem wy, lecz zbójami!
Lecz trudno, skoro nam trzeba
Walczyć wspólnymi siłami
Pod kirem letniego nieba.
My wojskiem, a Polska krajem!
I my tu gospodarzymy;
Z was nikt tego nie uznaje,
Z nas nikt nie zostaje żywy.
Lecz muszą uznać Warszawę,
Gdy my, z wyciągniętą ręką,
Będziemy tu gospodarze...
Rosjanie już niedaleko!
Stanęła Armia Czerwona,
Czeka...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz