sobota, 9 kwietnia 2016

Nie na temat

Każdy kto mieszka w Poznaniu i okolicach i/lub interesuje się fantastyką zapewne wie o trwającym właśnie w Poznaniu Pyrkonie. Za to niekoniecznie każdy wie o tym, że w tym roku po raz pierwszy postanowiłam się tam wybrać i nie pozostałam na tym etapie. Poza tym postanowiłam jeszcze się przygotować - czułam, że mi nie przystoi iść "po cywilnemu". Co prawda za przygotowanie cosplayu (przebrałam się za Tohyę Miho z Megatokyo) zabrałam się na poważnie trzy dni przed samym konwentem, ale czy istnieje choć jedna rzecz, za którą nie zabrałam się w ostatnim momencie? Niezależnie od stroju, na Pyrkonie bawiłam się przednie. Chociaż nie uczestniczyłam w żadnym panelu ani prelekcji, spędziłam ten czas zachwycając się wszystkim co widziałam i przytulając każdego, kto wszedł mi w drogę. Wróciłam nie tylko zmęczona, głodna, ale szczęśliwa po spędzeniu dziesięciu godzin wśród wspaniałych ludzi, ale też niosąc łupy w postaci paru ubrań i japońskich słodyczy (Pocky; naprawdę je uwielbiam!).
A tymczasem wiersz, który dzisiaj Wam zaprezentuję zupełnie nie pasuje do tego radosnego klimatu. Skąd ten Judasz? Ostatnio sporo rozmyślam o Piśmie Świętym i w pewnym momencie moje myśli zeszły na temat Judasza. Zastanowiłam się, co mógł pomyśleć o nim przypadkowy przechodzień i co myślał o nim Jezus.



Dokąd niosą cię nogi
Judaszu Iskarioto
spójrz na słońce
jest pogodne zupełnie nie widać
że za murami ktoś umiera
spójrz jak pięknie
słoneczny promień odbija się w srebrze
tańczy po murze świątyni

zanim zasłona rozedrze się na pół
inny owoc zawiśnie na jabłoni

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz