Jako, iż teraz od kilku godzin jestem w Żydowie na spotkaniu integracyjnym uczestników Światowych Dni Młodzieży z Archidiecezji Poznańskiej, a zaraz po nim zamierzam biegać po muzeach, nie planowałam nic dziś wstawiać. Teraz brak nawet porządnego wstępu. Ale dobre i tyle...
Może aż za lat czterdzieści,
A może później zmądrzeje…
To w głowie mi się nie mieści,
Że jeszcze wciąż mam nadzieję!
Przyszedł kiedyś wieczorem,
Nie pies już nawet, a kundel;
A że drzwi stały otworem,
Podłogi miałam wnet brudne
Nie, żeby to przeszkadzało,
Samotność nie jest wybredną.
On draniem był jakich mało,
A mi, no cóż – wszystko jedno.
Drania nie zamknę w wolierze,
Jak kiedyś zechce – odejdzie.
Dziś znosi mi kwiaty świeże,
Po rzece płyną łabędzie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz