sobota, 26 września 2015

Nie wszystko co robię jest słuszne

... Taka refleksja towarzyszy mi dzisiejszego dnia. Po przepełnionym pracą i ekscytacją tygodniu czas na odrobinę refleksji nad sobą i innymi. Jednak świadomość własnych wad to jedno. Trzeba je zaakceptować — uznać je za część siebie (mówiąc językiem psychologii, odróżnić ja realne od ja idealnego). Z akceptacją nie należy jednak przesadzać. Nasze wady są nasze, jednak to nadal wady nad którymi trzeba popracować. I tutaj punkt trzeci — świadomość tego, że trzeba coś zmienić. Następnie czas zacząć pracę nad sobą, po ewentualnym ustaleniu planu działania. Wychodzę z założenia, że człowiek zdeterminowany da radę dokonać niemal wszystkiego, niekoniecznie sam. 
Po tym psychologicznym wstępie przejdźmy do wiersza. Z powodu rąk i głowy pełnych roboty znowu czerpię z archiwum. Tym razem sięgnęłam do tego "stacjonarnego", umiejscowionego w mojej szafie na papiery wszelakie (można tam zapewne znaleźć nawet papierki po cukierkach). Prawdę powiedziawszy, wiersz zdaje się nawiązywać do Księgi Hioba, którą obecnie omawiamy na języku polskim. Co ciekawe, tę księgę w całości przeczytałam dopiero kilka dni temu, a wiersz ma nieco ponad rok (szacowane na podstawie charakteru pisma, oraz języku i tematyce samego wiersza) i odnosił się do mojego nastroju i sytuacji, w jakiej się wtedy znalazłam. 



Wiatr może złamać drzewo,
Wyrwać z gruntu jego korzenie,
Grzech zaś może oddalić niebo
I pod stopami spękać ziemię

Co zrobić, jeżeli bez winy
Grunt spod nóg się nam osuwa?
Czy na nowo roztrząsać swe czyny
I fałszywych oskarżycieli słuchać?

Są tacy, co wierzą, że potępiony
Ten, komu wiatr kudły szarpie;
Idąc tym tropem, w ręce mamony
Bez wątpienia wkrótce trafię. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz