Obrazem, który siedział mi w głowie i który postanowiłam opisać, była "Mona Lisa" Leonarda da Vinci. Innym obrazem, peryfrazy którego chciałabym się podjąć, jest "Krzyk" Edvarda Muncha. Co prawda w mistrzowski sposób zrobił to już Jacek Kaczmarski, ale ja mam na to zupełnie inny pomysł - zarówno na formę, jak i myśl przewodnią - w obu przypadkach zupełnie niemistrzowski. Jeśli zaś chodzi o rytm w tym wierszu, znowu nie zwracałam na niego zbyt wielkiej uwagi. To znaczy, zwracałam uwagę na to, by brzmiał (przynajmniej w moim odczuciu) naturalnie i niewymuszenie.
Gdy malował usta na podobieństwo ust jej,
Ręka malarza delikatnie drżała,
Bo znał dobrze ust tych smak
I zapach jej jasnego ciała.
Uśmiech jej był jak zawsze dwuznaczny,
Jakby znała każdą myśl malarza;
Taki uśmiech mógł namalować tylko raz,
Choć szukał go na wielu twarzach.
Może to skromność, a może zachęta,
Lecz oczy zwróciła gdzieś tam, gdzieś w bok,
Nie umiał zgadnąć, o czym myślała
Gdy malując, próbował uchwycić jej wzrok.
Włosy opadały na plecy prawie jak welon,
A on żałował, że nie ujrzy go białego.
Dłoń zacisnęła na rękawie sukni,
Zachęcając - on wiedział, do czego.
Ale to nie jego zamieszkiwała pokoje,
Nie pójdą drogą namalowaną w tle;
Gdy on skończy dzieło życia swoje,
Ona odejdzie - i on o tym wie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz