sobota, 6 lutego 2016

Jakiś wiersz, czyli jak nabawić się kompleksów w kwadrans

Już w przyszłą niedzielę minie dokładnie rok, odkąd moja blogerska przygoda rozpoczęła się tak na poważnie. Oczywiście, rok to nie jest jakiś bardzo długi okres, ale dla kogoś mającego pięć pomysłów na sekundę (i to takich, które koniecznie muszę wprowadzić w trybie natychmiastowym), wytrwanie przy czymś rok to naprawdę spore osiągnięcie. No, ale o tym rozpiszę się we właściwą rocznicę.
Dzisiaj przejdźmy do wiersza. W sumie, to nie wiem, co o nim napisać, poza tym, że może się wydać trochę depresyjny... Nie tak miał wyglądać, jednak często gdy kończę pisać, wychodzi coś zupełnie innego, niż chciałam spłodzić gdy brałam do ręki długopis. Planowałam wprowadzić nastrój zadumy, w drugiej strofie ex machina pojawił się jakiś taki bunt, a potem, w trzeciej, zrobiło mi się trochę smutno (tym razem powód był oczywisty - zaczęłam słuchać piosenek intrygującego zespołu o nazwie Lor, który naprawdę polecam - tekst i melodia są niesamowicie głębokie, aż mnie trochę bierze zazdrość. Bardzo podoba mi się też aranżacja (wokalowi towarzyszą jedynie skrzypce i fortepian), oraz samo wykonanie, zwłaszcza wokal. Piosenki można znaleźć na youtube), który to nastrój, nieumyślnie przeniesiony do wiersza i pogłębiony w czwartej strofie, postarałam się nieco "naprostować" w ostatniej. Bezskutecznie. Tak czy siak, środkowe strofy można potraktować jako pseudo strumień świadomości lub nawet zupełnie pominąć. Linia fabularna utworu na tym nie ucierpi, za to zyska zdrowie psychiczne Czytelników. To tyle, jeśli chodzi o moją próbę nadania sensu temu wierszowi, czas mi pójść do kącika i pogłębić swoje twórcze kompleksy, dalej słuchając piosenek Loru...



Na falach żółte żaglowce,
Ja wciąż zwiedzam manowce.
Świat rumieni się świtem.
A ja donikąd idę.

Jednego mogę być pewna,
Żadna tam ze mnie królewna.
Nie jestem też Julią na balkonie,
Już wyzdychały białe konie.

Czasami jest tylko cisza,
Byt się jak słońce zniża.
Zostaną tylko kości,
A i to jedynie z konieczności?

Cisza obmywa jak przypływ stopy,
Cisza zmywa jak potopy.
Ze szczytu zobaczysz ludzkie kości,
Inaczej rozpłyniesz się w nicości.

Tak coś w mojej duszy śpiewa,
Gdy w drodze słucham szumu drzewa.
Cóż... Droga biegnie w przód,
Kończąc się wśród mar i złud.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz