piątek, 10 lipca 2015

Radość życia

Zaraz dożyję tysięcznego wejścia na swojego bloga. Niby to niewiele, ale i tak — nie do wiary! W ciągu niecałych sześciu miesięcy mój blog gdzieś na świecie został wyświetlony tyle razy! Udało mi się, jak mam nadzieję, zdobyć grono czytelników w Polsce i w Stanach Zjednoczonych. Dziękuję. 
Z tej okazji dzisiaj nawet radosny wiersz, napisany któregoś jesiennego popołudnia w drodze na przystanek. Opowiada on o czerpaniu radości z drobnostek jak opadły liść i kałuża, a także o pewnym dniu, moich przeżyciach i przemyśleniach. Skąd (tytułowa, nawiasem mówiąc) wariatka? Ktokolwiek mnie tego dnia widział, niemal na pewno tak o mnie pomyślał. I nie ma w tym nic złego — podobno "tylko wariaci są coś warci".




Wariatka
Śmieje się do deszczu
Samotnej kropli
Widzi uśmiech Boga w kole
I Jego uśmiech w kwadracie
Jesienny liść podnosi z czułością
I umieszcza za uchem na wzór
Tropikalnego kwiatu

Wariatka śpiewa
Do melodii hamulców
I dzwonów tramwajów
Idąc samotnie miastem
Pod płaczącym niebem
Śmieje się do niego
I szepce mu wiersze na dobranoc

Wariatka bawi się szarością
Jak bawi się Bóg
Patrząc na nią z żeliwnej chmury
Jak zatrzymuje się nad kałużą
By móc Go odkryć
Przyłapać
Na podglądaniu żyjących

Wariatka uśmiecha się
Serdecznie nadstawiając policzek
I wyciągając rękę
Ze stokrotką zwiędłą
Podszytą różem i wstydem
Swej niepewności

Wariatka zachwyca się polnym kamieniem
Przytula drzewo
Wesoła jak hiena
Pozdrawia zmarłych bo wie
Że oni żyją
I że dziwią się cmentarzom
Pełnym smutku
Samotności

Ale czasem płacze
I rozumie skąd wzięła się samotność
Rozumie że przynieśli ją ludzie


Tylko nie wie po co.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz