niedziela, 5 kwietnia 2015

Coś lżejszego, coś tolkienowskiego

UWAGA. Jeżeli jesteś osobą lubiącą muzykę puszczaną przez radio Eska, nie jesteś za to tolkienistą - wyjdź. Tak będzie lepiej dla twoich i moich nerwów. Żeby nie było, że nie ostrzegałam...
A no więc tak, owszem, nie przepadam za tym radiem, bo nie. Nie te odzywki, nie ta muzyka, słowem - nie mój kubek herbaty. Za to bardzo, bardzo, bardzo uwielbiam dzieła mistrza Tolkiena. Kto mnie zna, ten wie. Mam przyjaciółkę (ps. Andumiel, tak sobie konspirujemy na tym łez padole; jeśli wąskie i kręte ścieżki załączników cię przywiodły w ten fragment Internetu, moja droga, możesz czuć się serdecznie pozdrowiona) z którą w tych dwóch rzeczach absolutnie się zgadzamy. No i tak powstała ta coś-na-kształt-świdra-fraszka. Zastrzegam: nie zamierzałam obrażać nią niczyich gustów, po prostu ukazuję światu swoje. 



Szedł Kano ludzką ziemią,
Ujrzał plakat radia Eska. 
Plakat ten zaciekawił go,
Rysowany ciekawą kreską. 
Włączył wnet w radiu tą stację,
Posłuchał chwilę i rzekł:
"Andumiel tu miała znów rację,
Zaiste, straszny to dźwięk!
Melodia zupełnie do kitu,
A treści po prostu w niej zero,
Mam więc dowodów bez liku —
Tym radiem zarządza Daeron!"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz