poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Antyutopia

Jechałam tramwajem, nad moją głową było otwarte okno. Z zachmurzonego nieba spadła kropla deszczu i spadła akurat na mój nadgarstek. Wzdrygnęłam się, a w mojej głowie pojawiła się myśl "nawet deszcz pada kwasem siarkowym". Ot tak, sama z siebie, raczej bez powodu. Jak to u mnie z luźnymi myślami bywa, wnet otoczyłam ją zewsząd słowami. I tak powstał ten utwór, pisany wierszem wolnym (za którym to rodzajem wiersza zdążyłam się już stęsknić, tak swoją drogą). Jestem z niego zadowolona dlatego, że on powstał sam, ja sama byłam tylko piszącą ręką. Takie wiersze są najlepsze, gdy "wymuszam" ich powstawanie, podobają mi się o wiele mniej...



Antyutopia. Triumfalny pochód bezwstydu,
szczytne hasła już dawno wyparły prawdę. 
Wielcy upadli, na ich miejsce przyszli nowi. 
Dyktatorzy i ustroje zmieniają się prędzej niż stygnie pościel. 
Miasto, zazwyczaj tak hałaśliwe, śpi,
odpoczywając po kolejnej rewolucji. 
Po prawdzie, przypomina to ciszę przed burzą. 
Przez mgłę ludzkich namiętności nie widać księżyca
i psy nie mają do czego ujadać. 

Panuje drażniący półmrok,
nawet, gdyby zostały drzewa, nie dawałyby cienia. 
Około drugiej spada deszcz,
nawet deszcz nie potrafi oczyścić sumień,
pada bowiem kwasem siarkowym. 
Miasto śpi, spokojne jak młody kochanek,
jutro obudzi się z kacem
i znów nie będzie nic pamiętać. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz