sobota, 28 marca 2015

Metr sześcienny ziemi

Ostatnio pisałam (w każdym razie próbowałam) raczej muzykę, a gdy już wzięłam w dłoń cienkopis, ostatnio moje ulubione narzędzie pracy, wychodziła spod niego proza. Odrobinę też szkicowałam i rysowałam, choć średnio pozwala mi na to teraz nadmiar nauki. Niemniej parę wierszy mam w zanadrzu, na całe szczęście, bo jestem istotą nie tylko zapracowaną, ale i nieziemsko wręcz leniwą. Dzisiejszy wiersz ma prawie 9 dni, czyli jest jeszcze dość świeży. To kolejny z tych, które zaczynają się od jednej myśli. Tym razem brzmiała ona "w metrze sześciennym ziemi dzieje się więcej, niż mieści się z wszystkich książkach świata, czyż to nie jest niesamowite?", po której nastąpiły długie zachwyty nad cudem stworzenia.
Pochwale się także, że melodię do "Gruzów" (moja wariacja na temat "Murów" Jacka Kaczmarskiego, jeśli ktoś jest ciekawy, niech szuka tekstu w poście o tytule "O Jacku Kaczmarskim słów kilka") napisałam już jakiś czas temu, a wczoraj wreszcie wykonałam ją przed jakimś gronem słuchaczy, na które składał się pan od muzyki i mniej więcej połowa mojej klasy, których serdecznie pozdrawiam, jeśli ktoś z nich się tu zabłąkał.


A jeśli Bóg jest Wielkim Pisarzem?
W Jego Księdze wówczas każdy z nas
Ma swe miejsce wśród wszystkich zdarzeń.
Opisane jest każde miejsce i czas.

A jeśli świat został Przezeń napisany,
Jest to najdoskonalsza z wszystkich ksiąg,
Bo tylko On tak zna, Pan nad pany,
Życia, mądrości i świata krąg.

Bo tylko On umiał uczynić taki świat,
Gdzie to, co dzieje się w metrze ziemi
Czy to, jak rozkwita wiosną kwiat
Próżno by opisać książkami wszystkimi.



niedziela, 22 marca 2015

Poszukuję człowieka, który...

Wczoraj w nocy wracałam do domu autobusem, zmarznięta, zmęczona, ale szczęśliwa. Było ciemno, bus był prawie pusty, padał deszcz. Bardzo lubię podróżować nocą. Czy sama - tu już bywa różnie. Raz tak, raz nie. Zastanowiłam się, jaki towarzysz podróży byłby idealny, po czym postanowiłam to uwiecznić.


Poszukuję człowieka, który umie
Milczeć
Wsłuchany w szmery tłumu
Wsłuchany w cichy szept świata
I tkwiący w smutnym zachwycie

Poszukuję człowieka który szuka
Dobra
I tak jak ja nieraz cierpi
Nie umiejąc go odnaleźć
Na dnie swojego własnego serca

Poszukuję człowieka który tak jak ja
Tęskni
Za czymś odległym nieuchwytnym
Za czymś ulotnym i wszechobecnym
Za czym tęsknią poeci

Poszukuję człowieka który nie pyta
Czemu płaczę
Doskonale wie że czasami
Płacze się zupełnie bez przyczyny
Na szybie autobusu krople z obu stron

poniedziałek, 16 marca 2015

Weny brak...

Z braku weny wrzucam bezczelnie i bez większych wyrzutów sumienia swe stare wiersze. Co będzie, gdy się skończą a wena nie nadejdzie - nie wiem. Póki co jednak jeszcze trochę ich mam, toteż - wiersz o braku weny. Jest w nich sporo nawiązań do rozmaitych moich utworów. Część już tu się pojawiła, a część dopiero pojawi.


Porywa mnie lepka proza życia
Klei się do butów
Sięga do kolan
Oplata w pasie
Jak ramiona kochanka

Usiłuję wyrwać się
Ale wiem że jak w ruchomych piachach
Im bardziej się szarpię
Tym głębiej mnie pochłania

To piekło tak różne
Od afrykańskiego buszu
Od lodowej pustelni
Od namiętnych objęć wojny

Wojna wspominam jej pocałunki
Na biednej duszy poety
Podziurawionej kulami wieków
Dogorywającej w kałuży tuszu

Wspominam wszystkie śmierci
Opisane z takim żarem
Jakbym trzymała ich za rękę
Płacząc i nucąc kołysankę

Przed prozą życia
Kulę się przerażona w kącie
Jak Żyd wśród gruzów
Który przemówił moją ręką

Czy ze mnie też zostaną kości
Jak z tych spalonych w Ciepelowie
I czy czeka mnie okno
Które muszę wybiec by uciec

Patrzę na moją pięść
Nie krwawi i zniknął order z liścia
Nie mam nawet gorączki
I nie muszę tęsknić za matką

Jestem cała i zdrowa
Siedzę w spokoju i cieple
Ale twarz ojczyzny zimna obca
I gdzieś zgubiłam swoje dziedzictwo

Ja żonglerka słów
Patrzę bezsilnie w te zbitki liter
Jakbym straciła nad nimi władzę
Lub jakbym przestała je kochać

sobota, 14 marca 2015

Testamentowo

To jest tak, że nigdy miałam tego nie udostępniać. Bo nie chcę, bo po co, bo takie ponure. Bo kto normalny czyta takie rzeczy. Jednak gdy dowiedziałam się o śmierci Terry'ego Pratchetta, długo zbierałam wenę. Ale nie umiałam. Toteż dziś publikuję tutaj Testament Poetki.




Preambuła do mojego testamentu
Jest następująca
Testament tak zwana ostatnia wola
W każdym razie ostatnia za życia
Tu w mej przejściowej ojczyźnie
Odczytać należy bezpośrednio
Po moim odejściu

Pogrzeb mi sprawcie ładny
Bez patosu w który często przyoblekałam się
Za mej podróży teraz jest on zbędny
Nie życzę sobie ton kwiatów
Bukiecik polnych maków w zupełności wystarczy
Co do zniczy chyba nigdy za nimi nie przepadałam
Jedno małe czerwone światełko jak przy ołtarzu
Usatysfakcjonuje mnie bez reszty
Skoro już jesteśmy przy pogrzebie
Weźcie ludzi z ulicy którzy mnie nie znali
Oni nie będą rozpaczać weźcie ich na stypę
Wy sami tez nie rozpaczajcie że odeszłam
Ani pod przymusem ani z potrzeby serca
Bądźcie radośni jedzcie pijcie
Tak musiało być
Jeśli żyłam dobrze teraz jestem w Domu Ojca
I jest mi tam lepiej nie ma co udawać
Jeśli żyłam źle tym lepiej że mnie już nie ma

Co do was samych co miałabym poradzić
Jeśli macie dobre serca nie potrzebujecie moich rad
Jeśli nie macie wcale nic wam nie pomoże

czwartek, 12 marca 2015

Rozmowa z Polską

Podmiotem lirycznym w tym wierszu jest kobieta, która przeżyła Drugą Wojnę Światową, po której wyemigrowała. Teraz siedzi, bezpieczna, wspominając, wypominając i robiąc rachunek sumienia. 



Łyżeczka dzwoni o brzeg szklanki. 
Brzmi, jakby bili na alarm. 
I tak mijają wieczory i poranki,
Od początku strasznie się bałam. 
Sama się dziwię, że żyję — 
Inni nie mieli tyle szczęścia —
I tylko z myślą jedną się biję:
Że nie wrócę do tego miejsca. 
Wybacz mi, Polsko, że z mojego życia
Przyszło ci mniej niż z cudzych śmierci
(Może miał rację ten, co krzyczał,
Że nie ludźmi my i nasze dzieci),
Przykro mi, że nie umiem kochać cię
Po tym, jak nie obroniłaś naszych,
I chociaż chciałabym, to wiem,
Że ja cię już nie mogę zobaczyć. 
Mimo to czuję z całą pewnością,
Że też nie najlepiej się masz,
Sprostawszy tym wszystkim okropnościom,
Masz tak samo jak ja — skrzywioną twarz. 
Może nawet też będziesz kuleć,
Choć miną godziny i lata,
Mając nogę strzaskaną przez kulę,
Nie będziesz już biegać i skakać. 
I może tak jak ja, mieszasz teraz herbatę,
Myśląc, kim jesteś teraz, a kim byłaś...
Pod czyim teraz jęczysz batem,
Gdzie się podziała twoja siła?!

Polsko, przepraszam jak na spowiedzi,
Za to, że nie umiałam cię kochać...
Wiem, muszę cię kiedyś jeszcze odwiedzić,
Odnaleźć spokój i Boga. 

poniedziałek, 9 marca 2015

Sokół

Dzisiaj znowu śpiewnie i wojennie, czyli to, co idzie mi najbardziej. Arytmicznie, czyli po mojemu. Moje ulubione rymy krzyżowe, zwrotek cztery, czyli w sam raz, każda po cztery wersy, czyli krótko, ale w sam raz. To tyle, jeśli chodzi o formę, przejdźmy do treści. Motyw odrzuconej miłości rodem z "O mój rozmarynie", sokół, a zatem i coś z "Hej, sokoły". Do tego bohater liryczny nie został oszczędzony ani jako chłopak, ani jako sokół.


Leciał dziki sokół nad łąkami.
Błyskał z nieba swoim bystrym okiem,
A chłopak błyskał okiem za pannami,
Jakby jakim objęty urokiem.

Dojrzał sokół polną mysz wśród traw,
Dojrzał chłopiec dziewczynę, otóż to;
Sokół wnet na mysz z nieba spadł,
Chłopcu nieco gorzej szło.

Leci sokół ponad starą groblą,
Dołem idzie wojska gęsty rój:
Do wojska nasz chłopiec się zaciągnął,
Już karabin dali mu.

Leci sokół, przez myśliwych strzelony,
Już nie będzie krążył pośród chmur;
Chłopiec upadł na mech zielony,
Przestrzelony na pół.


niedziela, 8 marca 2015

Koło życia, czyli nocne poetki rozmyślania

Leżąc w nocy i nie chcąc jeszcze zasypiać, zaczynam rozmyślać, błądzić myślami, słowem - robić to, co bym bardzo chciała robić w dzień, ale nie mam na to czasu. Tym razem stwierdziłam, że w przyrodzie nic nie ginie, że coś się kończy, coś się zaczyna - czyli w sumie nie doszłam do niczego nowego. Niemniej, myśli te mi się spodobały i postanowiłam je wyrazić. A że nie miałam żadnych wzorów do wyprowadzenia bo-jeśli-ich-nie-wyprowadzę-teraz-to-umrę ani żadnych skomplikowanych drzew genealogicznych do wymyślenia i rozrysowania (tak, to moje przeciętne nocne rozrywki), napisałam swój filozoficzny wiersz. 



Czasami warto mieć świadomość,
Że wszystko dzieje się celowo
I że każda pozorna nowość
To tylko kolejne historii koło.

Czasem warto o tym pamiętać,
Że co było, to kiedyś znów będzie,
Zmienią się daty i miejsca,
Lecz los ten sam znów się przędzie.

I czasem warto rozumieć jeszcze,
Że ludzie są praktycznie tacy sami,
Że w tym świecie są rzeczy wieczne
I pewne prawdy ponad czasami.

Dlatego, choć zegar tyka niezmiennie,
Nie ma po co trzymać dnia w pięści,
Chociaż kwiat jeden uwiędnie,
Wnet zakwitnie nowy, piękniejszy.

piątek, 6 marca 2015

Tylko jedno po staremu...

Ten oto krótki wiersz jest nowy, napisany wczoraj wieczorem. Tak po prostu, dopadła mnie myśl o tym, jak inaczej wyglądały wojny kiedyś i jak wyglądają dziś. Zmieniło się wiele, nie tylko broń, ale i sam sposób prowadzenia wojen. I tylko to, że ludzie giną, pozostało po staremu...



Dzisiejsza wojna to uśmiechnięci
do kamery nosiciele śmierci.
Dzisiejsza wojna jest odległa,
kiedyś nasza granica tam biegła.
Dzisiejszą wojnę prowadzi się na papierze,
dziś manipulatorami stali się rycerze.
Tak, wojna postąpiła ku nowemu
i tylko... Ludzie giną po staremu.

środa, 4 marca 2015

Ból rozstania

No cóż, obowiązki szkolne mnie zmogły, a wena się chyba obraziła. Niemniej jestem, a i zapasik na brak weny mam.
Dzisiaj dość krótki wiersz, znowu z tych o wojnie, walce, et cetera, ale za to bez dramatyzmu, bez krwi, śmierci i rozpaczy. Opowiadam w nim o uczuciach młodej dziewczyny, której ukochany poszedł walczyć za ojczyznę. Opisuję moment po rozstaniu, gdy młodzieniec idzie ścieżką do lasu z karabinem na ramieniu. Opowiadam o ogromnej tęsknocie i nadziei na spotkanie. O domu, o tym, co dobre, piękne i swojskie. I tego wszystkiego, co dobre, piękne i swojskie, życzę Wam, drodzy Czytelnicy. 



W powietrzu unosi się zapach rumianku.
Maj. Gdy wyszedłeś o poranku,
Nad lasem właśnie wstawał świt.
A pod lasem słychać było wtedy konie,
Gdy szedłeś z karabinem przez błonie,
Kroków twych mógł nie słyszeć nikt.

Akacje już przekwitają, mój miły,
Polne ptaszki zaś gniazdko uwiły
Hen na gruszy, gdzie kończy się sad...
Kiedy Bóg da skończyć długą tę wojnę
I powrócisz, jasny chłopcze, tu do mnie,
Zaprowadzę za rękę cię tam. 

niedziela, 1 marca 2015

O losie poetów

Dzisiaj o losie poetów, których od dziecka uważałam za specyficzny gatunek ludzi. Gdy sama zaczęłam pisać, przekonałam się, że tak jest istotnie. Widzą świat, myślą i żyją na swój sposób. Wszystkie zmysły, przeżycia i wrażenia wplatają w słowa. 




Głowi się strasznie Ojczulek Bóg
Gdzie po śmierci mają pójść poeci

W końcu przecież poeta też człowiek
I troszkę w swym życiu nagrzeszył
Czemu więc nie posłać go do Czyśćca
Cóż to nie taka prosta sprawa
Czyściec na dobrą sprawę niewiele się różni
Od prozy życia jest tylko głębszy
A poeci tacy prawdziwi nie tylko z nazwy
Tacy co mają poetycką duszę
Mają to już wszak za sobą
Oni już za życia poznali tę głębię
Zatem w Czyśćcu ich umieścić nie wolno
Ale żeby zaraz w Niebie też źle
Poeci nieraz wywyższali się nad swój lud
I nieraz gorsi byli od diabłów
Choć obdarzyłem ich tak jak aniołów
Pierzastymi skrzydłami widzeniem Nieba
Zatem Piekło czy Niebo wielkie pytanie
Zafrasował się Ojciec i suma summarum
Stworzył poetom osobne miejsce
Zawierające garść Nieba i szczyptę Piekła