poniedziałek, 16 marca 2015

Weny brak...

Z braku weny wrzucam bezczelnie i bez większych wyrzutów sumienia swe stare wiersze. Co będzie, gdy się skończą a wena nie nadejdzie - nie wiem. Póki co jednak jeszcze trochę ich mam, toteż - wiersz o braku weny. Jest w nich sporo nawiązań do rozmaitych moich utworów. Część już tu się pojawiła, a część dopiero pojawi.


Porywa mnie lepka proza życia
Klei się do butów
Sięga do kolan
Oplata w pasie
Jak ramiona kochanka

Usiłuję wyrwać się
Ale wiem że jak w ruchomych piachach
Im bardziej się szarpię
Tym głębiej mnie pochłania

To piekło tak różne
Od afrykańskiego buszu
Od lodowej pustelni
Od namiętnych objęć wojny

Wojna wspominam jej pocałunki
Na biednej duszy poety
Podziurawionej kulami wieków
Dogorywającej w kałuży tuszu

Wspominam wszystkie śmierci
Opisane z takim żarem
Jakbym trzymała ich za rękę
Płacząc i nucąc kołysankę

Przed prozą życia
Kulę się przerażona w kącie
Jak Żyd wśród gruzów
Który przemówił moją ręką

Czy ze mnie też zostaną kości
Jak z tych spalonych w Ciepelowie
I czy czeka mnie okno
Które muszę wybiec by uciec

Patrzę na moją pięść
Nie krwawi i zniknął order z liścia
Nie mam nawet gorączki
I nie muszę tęsknić za matką

Jestem cała i zdrowa
Siedzę w spokoju i cieple
Ale twarz ojczyzny zimna obca
I gdzieś zgubiłam swoje dziedzictwo

Ja żonglerka słów
Patrzę bezsilnie w te zbitki liter
Jakbym straciła nad nimi władzę
Lub jakbym przestała je kochać

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz