Leciał dziki sokół nad łąkami.
Błyskał z nieba swoim bystrym okiem,
A chłopak błyskał okiem za pannami,
Jakby jakim objęty urokiem.
Dojrzał sokół polną mysz wśród traw,
Dojrzał chłopiec dziewczynę, otóż to;
Sokół wnet na mysz z nieba spadł,
Chłopcu nieco gorzej szło.
Leci sokół ponad starą groblą,
Dołem idzie wojska gęsty rój:
Do wojska nasz chłopiec się zaciągnął,
Już karabin dali mu.
Leci sokół, przez myśliwych strzelony,
Już nie będzie krążył pośród chmur;
Chłopiec upadł na mech zielony,
Przestrzelony na pół.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz