Już długo zastanawiałam się nad założeniem bloga, na którym mogłabym publikować swoje wiersze. Oczywiście, w odstępach nieregularnych - wena to istota nader złośliwa, z resztą jej właścicielka tak samo. Nie przedłużając, zadebiutuję takim tam przyjemnym utworkiem, nawiązującym do upadku Gondolinu. Jeśli ktoś z Was czytał kiedyś Silmarillion J.R.R. Tolkiena, bez wątpienia zrozumie, o co chodzi... Miłej lektury!
Pożar
miasta
Za
gór grzbietem, za rzeki biegiem,
W
zielonej dolinie wśród jodeł,
Za
zakrętami drogi dalekiej,
Miasto
kamienne płonie.
Błękity
niebios twarz swoją skryły
Dymu
i pyłu całunem,
Rzeki
krwią płyną niby żyły,
Obmyją
kamienną trunę.
Stare
kamienie jak serce
Pękają
pod wrogą stopą,
W
ziemię tkwią powbijane miecze,
Śmiercią
zmrożone jak trwogą,
Drzewa
trzaskają w pożodze,
Wiatr,
co łka między nimi,
Ogień
w kamiennym grodzie
Rzeczami
są ostatnimi.
Ach,
gdzie wtenczas byli miecznicy,
Gdy
wróg tam z cicha się skradał?
Teraz
na każdej ulicy
Są
tylko Zdrada i Biada!
Gdzie wartownicy bystroocy?
Gdzie wartownicy bystroocy?
Na
nic gór była osłona –
Teraz,
drąc ciemność wśród nocy,
Miasto
kamienne kona.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz