czwartek, 19 lutego 2015

Popołudniową porą o mgle porannej

Napisanie przedstawianego dziś wiersza było pierwszą rzeczą, jaką zrobiłam pewnego pięknego, mglistego poranka. Zaraz po wyjrzeniu przez okno. Zobaczyłam właściwie niewiele - ogród spowity mgłą. Nie było widać słońca, nie było widać nawet bramy. Ogarnęło mnie dziwne uczucie odcięcia - to tak, jakby znaleźć się na wyspie osnutej mgłą. Rzecz jasna, musiałam to z siebie "wypisać".




Słońce mgły zasnuły, niczym płaszcz szarawy,
Który niewidoczny jest wśród suchej trawy,
Słońce za obłokiem światło swe ukrywa,
Niczym lew się czai, a jego złota grzywa,
Chociaż będziesz patrzyć, dojrzeć się nie uda,
Cienia nie rozświetli żadna złota smuga.
Mgła to bezlitośnie blask cały zabrała.
Nieprzyjaciel nowy, lecz jak bić bez ciała?
Co teraz uczynić, jak zaatakować,
Jakże mam pokonać takowego wroga?
Pawęż jego straszna, która bystre oczy
Nawet mgłą zasnuje, niczym wyziew smoczy,
Miecz w dłoni kunsztowny, lśniący niby klejnot,
Choć z małych kropelek, krzywdę zrobi wielką,
Gd zaatakuje wróg ciebie w milczeniu,
A potęga jego wzrasta wraz z jesienią,
Włócznia w jego ręku zimnem cię przeniknie,
Choć to będzie raczej nie bolesne, a przykre.
Dalej, nie na koniu siedzi wróg straszliwy,
W rydwanie, pieszo nie walczy - wielkie dziwy,
A ty wiedz, że kiedy dojdzie już do zwady,
Uciec próbuj śmiało, i tak nie dasz rady,
Chyba byś w twierdzy się zamknął z kamienia,
Ale wróg przystąpi wnet do oblężenia.
Skały i kamienie, nieważne, jak twarde,
Staczać teraz będą dość nierówną walkę.
Wszak czas wszystkie kruszy, z wrogiem się, sprzymierza,
A kiedy czas dojrzeje, padnie mur i wieża.
Nawet najwspanialsze, niezdobyte mury
Nie powstrzymają sił dzikiej tej natury,
Która skały kruszy niby chleb sczerstwiały,
Drzewa wielkie łamie niczym las zapałek,
Która rzeki toczy niczym wino z beczki,
Pochyl głowę przed nią, artysta to wielki,
Nie żyj z nią w niezgodzie, akceptuj kaprysy,
Ani się jej nie dziw i nie szukaj przyczyn.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz