Słońce
mgły zasnuły, niczym płaszcz szarawy,
Który
niewidoczny jest wśród suchej trawy,
Słońce
za obłokiem światło swe ukrywa,
Niczym
lew się czai, a jego złota grzywa,
Chociaż
będziesz patrzyć, dojrzeć się nie uda,
Cienia
nie rozświetli żadna złota smuga.
Mgła
to bezlitośnie blask cały zabrała.
Nieprzyjaciel
nowy, lecz jak bić bez ciała?
Co
teraz uczynić, jak zaatakować,
Jakże
mam pokonać takowego wroga?
Pawęż
jego straszna, która bystre oczy
Nawet
mgłą zasnuje, niczym wyziew smoczy,
Miecz w
dłoni kunsztowny, lśniący niby klejnot,
Choć z
małych kropelek, krzywdę zrobi wielką,
Gd
zaatakuje wróg ciebie w milczeniu,
A
potęga jego wzrasta wraz z jesienią,
Włócznia
w jego ręku zimnem cię przeniknie,
Choć
to będzie raczej nie bolesne, a przykre.
Dalej,
nie na koniu siedzi wróg straszliwy,
W
rydwanie, pieszo nie walczy - wielkie dziwy,
A ty
wiedz, że kiedy dojdzie już do zwady,
Uciec
próbuj śmiało, i tak nie dasz rady,
Chyba
byś w twierdzy się zamknął z kamienia,
Ale
wróg przystąpi wnet do oblężenia.
Skały
i kamienie, nieważne, jak twarde,
Staczać
teraz będą dość nierówną walkę.
Wszak
czas wszystkie kruszy, z wrogiem się, sprzymierza,
A kiedy
czas dojrzeje, padnie mur i wieża.
Nawet
najwspanialsze, niezdobyte mury
Nie
powstrzymają sił dzikiej tej natury,
Która
skały kruszy niby chleb sczerstwiały,
Drzewa
wielkie łamie niczym las zapałek,
Która
rzeki toczy niczym wino z beczki,
Pochyl
głowę przed nią, artysta to wielki,
Nie żyj
z nią w niezgodzie, akceptuj kaprysy,
Ani się
jej nie dziw i nie szukaj przyczyn.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz