niedziela, 15 lutego 2015

Złoty powiew dawnych dni

Ostatnio sporo grzebałam po starych wierszach. Ot, by porównać jak pisałam kiedyś, a jak piszę teraz. Zmieniło się dużo. Jeszcze rok temu większość moich wierszy nafaszerowana była wszelkiego rodzaju archaizmami. Przyczyniła się do tego fascynacja twórczością Jana Kochanowskiego i Henryka Sienkiewicza, powodująca namiętne używanie słów, które już wyszły z obiegu. Ta z pozoru niewinna miłostka powodowała, iż często miałam problem z dogadaniem się z resztą świata. Potem jednak nadeszła kolej na poezję młodopolską i język mi się uwspółcześnił. Obecnie nie stronię od białych lub wręcz wolnych wierszy, co zaczęło się przy fascynacji poezją między innymi Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego i Tadeusza Różewicza. Często zdarza mi się bawić słowami i eksperymentować z formą.
Wiersz, który dzisiaj przedstawię, napisałam w 2013 roku podczas wakacji. W tym okresie moim wiatrakiem była ludzka chciwość, stąd nie jest to jedyny wiersz o tej tematyce.


Złoto, klejnoty - zwiastują niedolę,
Bo gdy gorączką posiadania serce gore,
Gdy blask kamienia jaśniej niż gwiazdy
Nam przyświeca, wówczas dzień każdy
Przepełniony strachem o swój majątek,
O to, co srebrne, o to, co złote,
O drogie kamienie i mleczne perły,
A tym większa zachłanność, im skarbiec większy.

Mówią, że wiadomo, co się może zdarzyć
I swoich skarbów niczym smok na straży
Stoją, zamykając się w swym domu,
Nie ufając niczemu i nikomu,
Nie dowierzając w końcu nawet sobie!
Bo jak poznać, kto przyjaciel, a kto złodziej?
Kogo rady życzliwe, z woli tylko dobrej,
A kto, gdy może, ukradnie z sakiewką i torbę?

Brylanty, monety, naszyjniki, kielichy,
Wszystko to blaskiem wzrok mami i dziwi,
Wszystko to rządzą obezwładnia serce
I ten, kto ma wiele - wnet pragnie więcej.
Lecz martwe jest srebrno, martwe są klejnoty,
Martwy jest nawet Kielich szczerozłoty,
Wszystko to martwe i mniej wszystko warte,
Niż wiatr złotawym wiejący piachem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz