Dzisiaj okazja do zadumy. Jak wiele historii, wartych tego, by pisano o nich w kronikach, zostało zapomnianych? Jak wielu wydarzeń nie ma opisanych w podręcznikach tylko dlatego, że ich świadkiem był jedynie metaforyczny kamień? Jak wiele jest dni, które były dla jakiegoś człowieka historyczne, a świat się nimi nie zainteresował? Jak wiele mogłyby opowiedzieć kamienie, gdyby umiały mówić?
Śród pola na
rozstaju,
Gdzie maki kwitną w
maju,
Tam, jak strażnik na
warcie,
Szary głaz tkwił
uparcie.
Rzekłbyś – głaz
jakich wiele
Polne ścieżki już
ściele,
Mech dawno już go
porósł,
Ot – zwykły kamień w
polu.
Lecz nic bardziej
mylnego,
Bo równie niezwykłego
Głazu wy nie
znajdziecie
W całym ogromnym
świecie.
W swej kamiennej
czeluści
Trzymał i nie chciał
puścić
Przez czas tak
wielolatny
Eskalibur, miecz
sławny.
Liczni wielcy rycerze,
Każdy miecz w rękę
bierze,
Ciągnie – ciągnie –
nie puści
Głaz miecza w swej
czeluści,
Aż przybył ten
wybraniec,
Co na głaz jak na
szaniec
Wstąpił – chwycił – i
zdołał
Miecz głazowi spod
pola
Z gardła wyciągnąć
łatwo,
Głaz światkiem – to
jest prawdą.
Widział też bitew
wiele,
Gdyby nie był
kamieniem,
Niemy świadek historii,
Gdyby kamienie mogły,
Spisałby to kroniką,
Świadek zdarzeń bez
liku.
Lecz ma tez takie
dzieje,
Których kronika nie
opieje.
Kwitnące wrześniem
wrzosy,
Sierpniowe sianokosy,
Wesołych wsi
biesiady,
Na powietrzu
zabawy,
Marcowe przebiśniégi,
Bałwany i kuligi.
Lat setki, wieki
mijały,
Kamienie pamiętały.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz