wtorek, 24 lutego 2015

O Jacku Kaczmarskim słów kilka

Na blogu jako takim jeszcze się nie chwaliłam (lecz wy, coście mnie znali, wiecie) swoim uwielbieniem wobec Jacka Kaczmarskiego. Zatem się chwalę, że Kaczmarskiego wielbię, wielbię, wielbię. Przy jego piosenkach płaczę, przy innych płaczę ze śmiechu. W moim mniemaniu to prawdziwy wieszcz schyłku PRL-lu i pierwszych lat upragnionego kapitalizmu. Być może zabrzmię głupio, ale stawiam go na równi z wielkimi poetami czasów zaborów. Z tym, że nie obiło mi się nigdy o uszy, by któryś z nich wykonywał swoją poezję z gitarą w ręku. Myślę, że każdy czas potrzebuje poetów, którzy prócz landszaftów opiszą też otaczającą ich rzeczywistość do dna, oraz przeszłość, pokazując, ile sami jesteśmy sobie winni. Jacka Kaczmarskiego niestety już nie ma z nami. Ale jest tylu młodych poetów, gotowych przejąć pałeczkę! Nie sądzę, bym była godna nazywać się jego następcą. Nie sądzę, bym miała moc poruszania serc i dusz - Kaczmarski miał bez wątpienia. Mimo wszystko, piszę. Piszę z serca i będę pisać tak długo, jak nie powstanie uchwała zabraniająca działalności tym średnim w kunszcie poetom.
Schodząc nieco z wyżyn tych patetycznych deklaracji, gdy wczoraj nuciłam "Mury" oraz "Podwórko", nagle poczułam przemożne pragnienie napisanie czegoś własnego w tym temacie. Tak się przyznam, że swego czasu próbowałam napisać własną "Obławę V", zarówno tekst, jak i muzykę. Po chwili zniechęcił mnie zarówno brak pomysłu, którego chciałabym się trzymać, jak i świadomość, że gdzie mi tam do Lechowicza i Kołakowskiego. Bijąc się w pierś, pomysł porzuciłam. Niemniej, swoje "Mury" napisałam. Póki co sam tekst, może i melodię uda mi się w swojej poczochranej głowie odnaleźć...



Spójrz, ułożony nasz świat,
Spójrz, idealne tu życie...
I tylko ten biały kwiat
Wśród grobów więdnie skrycie...

Spójrz, obalony już wróg,
Nikt nie oblega już miasta,
Chociaż opuścił nas Bóg,
Po tym co zastał...

Już dawno zamilkł wściekły tłum,
Chleba i igrzysk nie chce już,
A mury w gruzach, w gruzach, w gruzach
I słychać tylko wiatru szum...

Na gruzach wyrosła wnet
Zapomnienia trawa,
Za to otwarto już sklep,
Odbudowano prawa...

Wśród gruzów bawią się znów
Ci pozostali z tłumu
A potem ułożą do snu
Słuchając szumu...

Że dawno umilkł wielki tłum,
Swojej wolności nie chce już,
Bo mury w gruzach, w gruzach, w gruzach,
Więc domem im jest właśnie gruz. 

Nikt im nie każe umierać
Za byt ich i za ideę,
Za zdradę przyjaciela,
Za ich pradziadów dzieje...

Wkrótce zapomną o murach,
A gruzy porosną drzewa,
Zabraknie im trubadura,
Który im mógłby śpiewać...

Że kiedyś krzyczał wielki tłum
Że chciał swe jarzmo zrzucić już,
A mury w gruzy, w gruzy, w gruzy
Obrócić, by je przykrył kurz.

Że czas przypomnieć sobie już,
Że kiedyś mur potężny wzrósł,
Zostały gruzy, gruzy, gruzy,
Lecz mur stawiają sami znów!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz