poniedziałek, 16 lutego 2015

Narodziny gwiazdy na niebie urzędowego gmachu

Dzisiejszy utwór powstał wieczorem, gdy już się ściemniało. Po prawdzie, ławka i gołębie są tylko miłym dodatkiem - siedziałam w ciemnym telefonie, patrząc na gmach Urzędu Miasta. Muszę przyznać, że światło padające z okien wyglądało naprawdę przytulnie w tamtym momencie. Nagle w jednym z pomieszczeń ktoś nacisnął włącznik i kolejne okno rozbłysło. Mój notorycznie poszukujący wszędzie piękna umysł odebrał to jako narodziny nowej gwiazdy. I tak narodził się ten wiersz...



Siedzę na ławce patrząc w otynkowane gmachy
Powoli zapada zmierzch ostatnie promienie słońca
Zdążyły już zniknąć za dachami z blachy

Siedzę mimochodem rzucam bułkę gołębiom
Porwaną na kawałki jak niejedno młode serce
I suchą jak liczne słowa których słuchały te gmachy
Na przełomie lat i wieków na granicy epok
Jakaś epoka może się skończyła niewątpliwie jakaś zaczęła
A budynki przyjęły to z odpowiednio stonowaną obojętnością

Patrzę w te gmachy właśnie ktoś zapalił lampę
Właśnie jakiś pokój wypełnił się światłem i ciepłem
Z ulicy wygląda to tak jakby nowa gwiazda
Rodziła się wśród aksamitu nieba na moich oczach

Zerkam zatem w niebo zza kurzowych chmur
Przebija nikła blada poświata drobnego księżyca
Odbijającego światła naszych latarni

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz