sobota, 30 grudnia 2017

Carpe diem

Przedsylwestrowe orędzie, czyli kilka słów o przemijaniu. Już teraz życzę Wam, drodzy Czytelnicy, szczęśliwego Nowego Roku!



Liście opadną, wyrosną nowe,
A z próchna zieleń kiełków wystrzeli,
Trup spuszcza, dziecko unosi głowę,
Ileż zieleni, brązów i bieli!

Jak Bóg pozwoli, da się przetrzymać
Rok znów w całości, jak nie - nie szkodzi!
Może ostatnia jest to już zima
Nim na grzbiet Styksu usiądziesz w łodzi.

Coś się wciąż kończy, coś się zaczyna,
Ty nie bacz na to - i pij swe wina,
Chwytaj dzień każdy, nie bacz ni trochę,
Że rok obecny już stał się prochem!

sobota, 2 grudnia 2017

Bajka

Pewne mądrości życiowe można wyrazić tylko bajkami. Ta, napisana gdzieś w środku tego tygodnia, opowiada o tym, jak różnice między ludźmi niekiedy uniemożliwiają im osiągnięcie porozumienia.



Rzekła źółwica orłu: "Jak z tobą być mogę,
Skoro ty na mą ziemską nie chcesz zastąpić drogę?".
Orzeł rozłożył pióra i tak prawi: "Miła,
Ziemia dobra dla ciebie, lecz mnie by zabiła!"
Z tej to krótkiej powiastki idzie mądrość taka,
Że istota bezskrzydła nie zrozumie ptaka.

sobota, 18 listopada 2017

Strzępy myśli

W ostatnim czasie pisałam przeważnie prozę, znalazł się jednak i czas na parę wierszy. Białych lub wręcz wolnych.



Jesień spadają liście a on już leży
zarazem zbrodniarz i ofiara zbrodni
narzędzie morderstwa jest znane
wysunęło się z nieruchomej dłoni
wokół walają się strzępy jego myśli
tych które spisał drżącą od spazmu dłonią
tych których spisać nie zdążył

sobota, 4 listopada 2017

Czy na pewno chce pani to zrobić?

Nie pan pierwszy zadał to pytanie
tak
odpowiada nim przyjdzie zawahanie
tak
lecz mowiąc się wzdryga by rzec finalnie
nie
przeraża mnie to co nieodwracalne

sobota, 21 października 2017

Samosierra

Tym razem parę słów o bohaterstwie polskich szwoleżerów pod Samosierrą, ale z wejrzeniem w przyszłość, tak, jak zrobił to Jacek Kaczmarski.



Pędzą konie, hen, drożyną,
Jeno cesarz dłonią skinął,
A w powietrzu kurz.

Krzyczy Hiszpan, huczą działa,
Ściana ognia tam bez mała,
Wnet zdobyta już.

Kozietulski nie powrócił,
Napoleon się zasmucił,
Bo bohatyr był.

Tak to nasi w wielkim dziele
Zdobywali Samosierrę,
Lecz dziś opadł pył.

Dziś nie w pyle, ale w błocie
Idą, ran odnosząc krocie,
Przez Moskali ląd,

Dziś ordery, dzisiaj sława,
Jutro żal i klęska krwawa,
Coraz krótszy lont.

sobota, 7 października 2017

Pożar. Mickiewicz.

Dzisiejszy wiersz mógłby równie dobrze zostać napisany przez Adama Mickiewicza w czasie powstania listopadowego. Prawdopodobnie tak naprawdę zapał naszego wieszcza do uczestniczenia w walce zbrojnej zgasł dość szybko, ale o wizerunek trzeba dbać...



Fala pożera plażę jak hydra łapczywie,
Ze strachu krzyczą ptaki skryte wśród szuwarów,
Zbudzone nagle ze snu jutrzenką pożaru,
Łuna ta lśni czerwienią na jeziornej grzywie.

Fala pożera plażę, lecz ognia nie sięga,
Ognia słup mknie ku niebu, jak miecz uniesiony
Przez kogoś, kto nie przywykł aby bić pokłony,
Jakże straszna i piękna jest ognia potęga!

Patrzę (lecz z drugiej strony) na walkę żywiołów,
Na wodę, co napiera, lecz ognia nie zgasi,
Chciałbym ogniem być, paląc, walcząc z nim pospołu!

Lecz jezioro pomiędzy... Blask mnie niemal razi,
Wdycham dym z utęsknieniem, łapiąc śnieg popiołu,
Wszystko to, co dziś mogę - to krzyk słyszeć ptasi...

sobota, 23 września 2017

Brama cmentarza

W ramach łamania konwencji tym razem wstęp będzie graficzny.

Znalezione obrazy dla zapytania caspar david friedrich cemetery entrance
Caspar David Friedrich, Brama cmentarza



Na ścieżkę lecą liście
Koloru grudek ziemi,
Szarością świat się mieni
Jak na Sędziego przyjście.

Mgła jakby zakryć chciała
Swym płaszczem z kropel rosy
To, co połączy losy
Midasa i Ikara.

Przed ścieżką, która krąży
Wśród grobów zapomnianych
Jak duchy dwóch chorążych - 
Posępne słupy bramy.

I choć mijają lata,
Choć człowiek często kona,
Trwa. Bluszcz jej nie oplata,
Trwa. Wieczna, nieskruszona.

A pod nią - Styks traw cichych,
Płynący ku figurze,
A na niej puste michy -
Tam kiedyś kwitły róże.

Dziś jeno wieniec smutku
Zieleni się u bramy, 
Przy której po cichutku
Stanąłem, zadumany.

sobota, 9 września 2017

Filister w galerii sztuki współczesnej

Wielu ludzi wykorzystuje piątkowe wieczory, by pójść się rozerwać ze znajomymi w klubie lub barze. Są też tacy, którzy wolą spędzić ten czas w muzeach. Nie muszę chyba mówić, że jestem tym drugim rodzajem ludzi, w związku z czym spędziłam wczoraj prawie pięć godzin w Muzeum Narodowym, dyskutując z przyjaciółką, szkicując, pisząc wiersze i patrząc rozkochanym wzrokiem na dwa eksponowane tam portrety księcia Józefa Poniatowskiego, prawda? W każdym bądź razie, wystawa czasowa "Szczeliny wolności", złożona z prac z lat 1945-48 wywołała u mnie pewną refleksję nad tym, jaka współczesna sztuka jest niekiedy trudna do zrozumienia. O wiele przyjemniej patrzy się na pulchne putta, sielskie lub tajemnicze landszafty i upiększonych ludzi, zwłaszcza tych namalowanych przez malarzy o znanych nazwiskach, niż na te (czasem nawet bardzo) symboliczne przedstawienia różnych problemów. Niestety, wielu ludzi zamiast zmusić się do refleksji i intelektualnego wysiłku z góry określa takie obrazy jako kicz. Owszem, w współczesnej kulturze, zwłaszcza kulturze popularnej, kicz leje się strumieniami jak trunki na sarmackiej uczcie, jednak czy popkultura z założenia nie ma być w odbiorze właśnie prosta i niewymagająca wysiłku umysłowego? Poza tym, ilu ludzi jest skłonnych spędzić wieczór na koncercie dowolnej gwiazdy muzyki pop, a ilu w muzeum?
A jednak podmiot liryczny tego wiersza znalazł się właśnie na wystawie sztuki współczesnej. Oto jego przemyślenia.



Kropki, kreski, barwne plamy,
Zapach farby drażni nozdrza.
Biały sufit, gładkie ściany -
Barwa ich zmysły wyostrza.

Życie ma i miało skazy,
Nieraz człowiek dostał w pysk;
Po co na te bohomazy
Nierozumne tracić zysk?

Rembrandt, van Gogh, Bacciarelli -
Te nazwiska znane tak -
Kupić jednak się ośmielisz,
By pokazać, że masz smak.

Ci niech wiszą w twym salonie,
Niechaj widać, że cię stać,
Co ma wisieć, nie utonie -
Ładna sztuka będzie trwać.

Tych dziwaków, co miast chleba
Do bazgrania łakną farb,
Tych już chwalić nie trzeba,
Pseudo-sztuka, żaden skarb.

Ta ich sztuka to brzydota,
Kicz to jest, jak na mój smak,
Niewarta mojego złota,
A im piątej klepki brak.

sobota, 26 sierpnia 2017

Do dna

Życie artysty, jako człowieka wrażliwego, bywa udręką, do tego przeżywa on je dużo głębiej - aż do dna. O tym jest niniejszy wiersz.



Świat wokół tak nietrwały, lichy,
Hej, do dna! Unieśmy kielichy,
Hej, do dna! Młodości niech zdroje
Zaleją dręczące nas znoje.

I pijmy, sił póki wystarczy,
Nim głowę spowije włos starczy,
I pijmy, nim serce pogubi
Swe pióra, którymi się chlubi.

Nektarem, co w smaku jest gorzki,
Niech gardzi filister beztroski,
My - do dna! Dopóki żywota
Nie pęknie ta nić krwawo-złota.

sobota, 12 sierpnia 2017

Brontofobia

Dzisiejszy wiersz powstał pod wpływem ostatnich dwóch tygodni, które minęły mi pod znakiem zlotu żaglowców w Szczecinie oraz licznych nocnych burz i ataków lękowych przez nie wywołanych.



Obłoki płyną jak żagle,
Jak maszty pnie się kołyszą,
Powietrze - wodą, aż nagle
Sztorm morską staje się ciszą.

I stoi okręt jak pinia,
Maszt w górę sterczy jak wieża,
Aż cuma znów się napina
Gdy tajfun w okręt uderza.

Już cuma pęka jak struna,
Znów burza idzie nad światem,
Skrzydła tej bestii w piorunach.

Wiatr targa statkiem jak kwiatem,
Na niebie jaśnieje łuna,
Jak pięknie jest umrzeć latem!

sobota, 29 lipca 2017

Miłość jest jak palenie papierosów

Związki międzyludzkie były porównywane do tak wielu rzeczy, że prędzej czy później musiał znaleźć się ktoś, kto porówna je do palenia wyrobów tytoniowych...



Na popielniczce uczuć tli się znów
Kolejny szczęścia niedopałek,
Powietrze gęste jest od słów,
Które tak jak dym - są niestałe.

Dym drażni płuca, gardło, nos,
Ty drażnisz sobą moją duszę,
Choć ucichł podniesiony głos,
Choć przeminęły echa wzruszeń.

Miłość, nienawiść są jak dym,
Wiatr je rozwiewa... Niech więc wieje!
I niech napędza życia młyn,
I ludzkich wspomnień mąkę miele.

sobota, 15 lipca 2017

Skały na Fréhel

Czasami człowiek znajduje się w miejscu, które aż prosi się o to, by utrwalić je w sztuce, nieważne, czy w malarstwie, poezji czy jakiejkolwiek innej jej dziedzinie. Jednym z takich miejsc są skały na Fréhel w Bretanii. Co prawda nie umiem malować, ale z pisaniem wierszy sobie radzę...



Ocean - wodą wypełniona misa,
Co u stóp moich szeptem dziwnym pluska,
A nad nią klifu ciężka skała zwisa,
Niby świątynia nieznanego bóstwa.

Wiatr grzywy targa śmigłych tych pieniaczy,
Co mkną przed siebie, by o skałę prysnąć
A ja wychylam się, aby zobaczyć,
Jak między głazy rybitwy się cisną.

Rozkładam ręce, wokół słodkie kwiecie,
Które wiatr kładzie niby sługi moje,
Mi zasię daje skrzydła jak poecie.

U moich ramion jakby skrzydeł dwoje,
Na świata końcu, chociaż nadal w świecie,
Dusza ma frunie, choć na skale stoję.

sobota, 1 lipca 2017

Warto znać swoje miejsce

Dzisiejszy wiersz to swoista polemika z "Wielką Improwizacją" Mickiewicza. Pokazane jest, iż człowiek jest stwórcą wtórnym. Stwórcą pierwotnym jest zawsze Bóg, Ojciec wszechrzeczy, jest On więc zatem pośrednio i stwórcą wszystkich dzieł ludzkich. Dlatego człowiek nie jest w stanie stworzyć nic większego, niż On.



Drży moja dusza
Jak liść na wietrze,
Życie ją wzrusza -
Czy jest co lepsze?

Liści wiosennych
Szelest łagodny
To od dusz zmiennych
Obraz mniej godny?

 Gdy są pod deszczem
Gnące się pędy,
To na co jeszcze
Tworzyć legendy?

A życie człecze?
Takież jest nudne,
Że trza poecie
Siać wizje złudne?

Rusałki? Driady?
Grusze, jabłonie.
A wiejskie dziady -
Król olch w koronie,

Z chrustem na grzbiecie
Zgarbionym wiekiem -
Pomną poecie:
Tyżeś też człekiem.

Więc, dobry panie,
Czyż nie widzicie,
Że nad bajanie
Lepsze jest życie?

Bo złudy, baśnie
Dobre dla dzieci
Nim takie zaśnie
Gdy księżyc świeci.

A życie nasze
Wszakże mu pisze!
To mu ołtarze!
Ty jesteś niżej.

On Pisarz pierwszy,
Więc nie twierdź, biedo,
Że wśród twych wierszy
Większe, niż Jego.

sobota, 17 czerwca 2017

Miałeś, chamie, złoty róg...

Pozwólcie, że dziś roztoczę przed Wami wizję wydarzeń z Wesela, ale z zupełnie innej perspektywy. Nie pojawiają się ani Chochoł, ani goście weselni, ani nawet gotowi do powstania chłopi. Jest to poetycka wizja jazdy Wernyhory razem z Archaniołem, Zawiszą i uśpionymi rycerzami, a także swoisty komentarz do chocholego tańca.





Przetoczył się nad ziemią
Jak ryk rannego zwierza
Piorun. Chmury się mienią,
Ja nie wiem, dokąd zmierzam.

Jak szelest miętej strony,
Nasila się ulewa,
Zacina; skosy, piony,
Już w tańcu liście drzewa.

Znów pomruk sponad ziemi
Jak huk wielkich kamieni,
Co osłaniały grotę,
Jak walą się z łoskotem.

Znów grzmot, a potem cisza,
Tylko deszcz ziemię pierze…
Wychodzą! To Zawisza!
Za nim - polscy rycerze!

I zerwał wiatr się nagły,
To skrzydła Archanioła!
I konie stąd wypadły,
A Anioł głośno woła;

Głos jego grzmi nad światem,
Choć słodki jest jak róże.
To jest dla sumień batem…
Lecz ludzie słyszą burzę:

“Odwagi!”, mówi. “Żywi!
Bóg z wami, któż wam czoła
Ma stawić? Wy, uczciwi,
Do boju!”. A lud woła:

“Jakże biją pioruny!
Hej, chowaj tam dobytek!
Nieśpieszno nam do truny,
Na swój żyjmy użytek!”

“Więc żyjcie tam w pomyjach!”
Wtem poblask coś odbija,
Przez tłum wdeptane w błoto…
To błyska rogu złoto.

Podnosi ten róg rycerz,
Wspomina słowa Pana:
<<Trzy razy się Mnie wyprzesz>>.
“Ta ziemia już sprzedana

W niewolę z własnej winy.
Wykupić was z niej muszą
Odważne, dobre czyny,
Inaczej - biada duszom.

Żelazne, mocne nicie
To znak waszej niewoli,
Choć tego nie widzicie,
Choć wciąż to was nie boli."

"Ja mocą, solą waszą!
Niech boli was niewola!
Niech więzy te was straszą!”
Zakrzyknął Wernyhora.

Z nim naraz głos Zawiszy
Uleciał między drzewa.
Już nic nie mąci ciszy,
Tylko szumi ulewa.

sobota, 3 czerwca 2017

Zachód

Ale chodzi o zachód Słońca, kierunek, czy też krąg cywilizacji zachodniej? Trudno jednoznacznie stwierdzić. Słońce w literaturze jest symbolem między innymi Boga, rozumu i potęgi. Zachód Słońca z kolei oznacza starość, śmierć i kres. W tle pojawiają się też morze i złote pola, miasto i tłum ludzi.



Słońce się wolno pochyla nad morzem,
Fal ruch masowy gasi je z wolna,
Łuna czerwona płonie nad zbożem,
Już w ogniu droga migoce polna.

Już wieże miasta rzucają cienie,
Giną w nich drogi i morze ludzi;
Na próżno wtedy latarni lśnienie
Kiedy mas fala tę gwiazdę studzi.

Słońce w wzburzonych już tonie wodach,
Błyski ostatnie to krzyk łabędzi,
Choć wszelka barwa płynie w przewodach.

Tak wielka masa za przepaść pędzi,
Melancholikom tylko jej szkoda,
Że tak przepada znów bez pamięci.

sobota, 20 maja 2017

Dzisiaj grają modernizm

Modernizm jest w swoich założeniach dość podobny do romantyzmu, nie ma więc szans, by nie wzbudził mojego zainteresowania. Szczególnie zaciekawiła mnie modernistyczna koncepcja podziału ludzi na zwyczajnych obywateli - często materialistów, skupionych na sprawach doczesnych, żyjących z dnia na dzień, lekceważących sztukę i artystów, maluczkich - oraz artystów, kapłanów sztuki, nadludzi żyjących ponad zasadami rządzącymi światem. Przywiodło to skojarzenia z dwoma rodzajami ludzi opisywanymi na przykład w pracach Nietzschego czy w artykule Rodiona Raskolnikowa przywoływanym w "Zbrodni i karze" Fiodora Dostojewskiego. Oczywiście, takie koncepcje są niezgodne z wyznawanymi przeze mnie wartościami, dlatego też je odrzucam i od razu zastrzegam, że poniższy wiersz nie jest manifestem moich poglądów, a jedynie nawiązaniem do swoistych haseł danej epoki.



"Witajcie, panie oraz panowie,
Wino mi dzisiaj znów szumi w głowie,
Pijmy więc dalej! Za wasze zdrowie!

Między dalszymi więc toastami
Jedno wam zdradzę: że gardzę wami,
Bez ducha, serca - wy filistrami!

Ja serce karmię, wy tylko brzuchy,
W tym tylko dzielni jesteście, zuchy,
Dziś za was piję, wy lekkoduchy!"

Choć mądrej głowie dość jest po słowie,
Więcej w tym tonie poeta powie,
By zaraz dodać: Za wasze zdrowie!

sobota, 6 maja 2017

Odjazd

Dzisiejszy wpis dedykuję maturzystom, którzy właśnie zakończyli pewien etap swojej ziemskiej podróży i być może już wkrótce wyjadą gdzieś daleko na studia.
Sam wiersz powstał pod wpływem dziwnej myśli, jak wiele w tamtym momencie zostawiałam za sobą, siedząc w pociągu.



Żegnajcież, sławo, ordery i blachy!
Szczęście serce ściska nim tęsknota zacznie,
Żegnajcież, miłe, dobrze znane dachy!
Jak mogę - kochać, a opuszczać łacnie?

Te domy, które więcej niż ja wiedzą,
Te gmachy, z których cały postęp płynie,
To wszystko teraz nagle jest za miedzą,
Za rzeką, lasem, już w innej krainie.

Niby po szynach suną myśli moje,
Landszaft za oknem sprzed oczu umyka,
Droga się zwija jak znad Nilu zwoje,
Jak słowa płyną w oczach czytelnika.

Tak, droga moja jest otwartą książką,
W której zapisać mogę moje dzieło,
Książką zieloną przewiązaną wstążką,
A karty której lśnią anielską bielą.

Boże na niebie, Pisarzu największy,
Pióro tej książki wkładam do Twej ręki.
Twe jedno słowo - a mogę zwyciężyć,
Jedno Twe słowo - będę cierpieć męki.

sobota, 22 kwietnia 2017

Idąc ciemną doliną

Dzisiejszy spóźniony wiersz nie będzie, o dziwo, wielkanocny. Będzie za to nawiązywał do pierwszej pieśni z Piekła z "Boskiej Komedii" Dantego. A także do mojego życia w ostatnich miesiącach.


Ledwo się podróż tą drogą zaczyna,
I za dnia wcześnie - ledwo minął ranek -
A słońce nagle zgasło jak kaganek,
Bo lasem ciemnym porosła dolina,
A ścieżka niknie wśród traw i kamieni,
Miast traktu - cierni u stóp moich siła.
Oto myśl straszna - że drogę zgubiłam,
Że zwieść mnie mogły wymyślne gry cieni,
Albo ja sama, kiedy cierń mnie dotknął,
Pragnąc go minąć, poszłam przez pokrzywy
I doszłam w miejsce, gdzie smutno być żywym,
Tam, gdzie cyprysy w wielkim deszczu mokną.
Gdy człowiek w miejscu stopę tym postawił
Gdzie ryczą rysie oraz kraczą wrony,
Jest jak przez żałość zamek oblężony,
Jakże ma widzieć Tego, co go zbawił?
Idę wśród jeżyn, a myśl tę ponurą
Kraczą nade mną gawrony i kruki;
Lecz jakby z błędów swych nie mam nauki,
Bo myśli moje skryte czymś jak chmurą.
Wyjść z tej doliny już tracę nadzieję,
Tak zaplątałam się w ciernie i złości;
Los mój zależy od Twojej litości,
Przebacz mi, Panie, a ocaleję!

sobota, 15 kwietnia 2017

Kolejna obsuwa

Niestety, obecnie jestem zajęta rodzinnymi świętami do tego stopnia, że na blogowanie trochę zabrakło mi czasu... Życzę Wam zdrowych, radosnych (i równie rodzinnych co moje) świąt Wielkanocy. Niech Zmartwychwstały Chrystus zawsze będzie Światłem na Waszej drodze. I do zobaczenia za tydzień!

sobota, 1 kwietnia 2017

Głupie serce

Czyli drobne żale osoby kierującej się częściej sercem niż rozumem. Na dobrą sprawę dlatego, że głos serca jest nieco głośniejszy niż rozsądku. Wtedy zazwyczaj kończy się to tym, że za dużo myślę o dołujących mnie rzeczach. Nawet o trzeciej nad ranem.


Czy coś tak jak śmierć nagła ludzki rozum łamie?
Cóż tak jak serce ludzkie rozumowi kłamie?
Rozum łatwo oszukać, serce jest kłamliwe,
Tworzy sny i marzenia jak wspomnienia żywe,
Daje złudną nadzieję w chwilach bez nadziei,
By odebrać kiedy ją ktoś się mieć ośmieli.
Rozum - ślepe narzędzie, serce jest tyranem,
Który budzi narzędzie o trzeciej nad ranem.

sobota, 18 marca 2017

Trzy stany skupienia

Gdybym miała do czegoś porównać ludzkie emocje, byłaby to woda. Może być subtelna, delikatna i przynosić ulgę, może stać się niszczycielskim żywiołem. Podobnie jest z ludzkimi uczuciami - i ludźmi jako takimi.

Ocean długi, szeroki,
Morzem zaś targają wiatry,
Lód za to zimny i martwy,
Przezeń wzbierają potoki.

Deszcz, kiedy spada z wysoka,
Najpierw wylatuje ku górze,
Potem gromadzi się w chmurze,
W tych górnolotnych obłokach.

Patrzę na zmiany pogody.
Tak się zmienia wyraz twarzy
Gdy się los człowieka waży.

Człowieku, ty jesteś z wody,
Tak jak ona zmieniasz stany:
Zły, szczęśliwy, zadumany.

sobota, 25 lutego 2017

Deszcz

Każdy z nas czasami zmaga się z burzą uczuć. W przypadku poetów jest to doświadczenie częstsze i intensywniejsze, ale jest to w tym wypadku element ryzyka zawodowego. Poetami z reguły zostają jednostki o niezwykłej wrażliwości, a częste pisanie jeszcze tę wrażliwość wzmacnia. Oczywiście wrażliwość wrażliwości nierówna, więc w każdym przypadku może wyglądać to inaczej, ale jednak poeta przy pracy kieruje się bardziej sercem, niż rozumem (który mimo wszystko wciąż jest potrzebny). Poeta mniej lub bardziej dobrowolnie jest targany różnymi silnymi emocjami, nic dziwnego więc, że idee racjonalnej poezji, promowane przez część pozytywistów, nie przyjęły się za dobrze. Pozytywizm to epoka rozumu, nic więc dziwnego, że nie jest epoką poetycką. Rozchwiani uczuciowo poeci nie pasowali do narzuconych przez pozytywizm rozumowych ram.
Emocje nie są jednak silniejsze tylko od sztywnych ram. Często okazują się potężniejsze od woli samego poety.



Patrzysz przez okno strapiony.
Widzisz, jak biało na świecie?
Śnieg to, czy też białe kwiecie?
Orły to są, czy gawrony?

Stoisz, jakoby znudzony.
Lipy pradawnym sznurem
Stoją jak wojsko przed królem,
Lecz nigdzie złotej korony.

Oczy przymykasz, znużony.
Śnieg już wymyła ulewa,
Popatrz, jak wiatr szarpie drzewa,
Jak wawrzyn chwyta w swe szpony!

Mruczysz coś, wzruszasz ramiony.
Leci pierze nad podwórzem,
Podobne tej burzowej chmurze,
Gościniec nim zaścielony!

Patrzysz na to, niewzruszony,
By upaść wnet na kolana,
Przed tobą lutnia strzaskana,
Wiatr ucichł, ty - zwyciężony.

wtorek, 14 lutego 2017

Dwa lata później

Dzisiaj wyjątkowo nie pochwalę się żadnym wierszem, cel tego posta jest zupełnie inny.
Zapomniałam. W całym tym natłoku mniej i bardziej ważnych spraw zapomniałam o zbliżającej się drugiej rocznicy powstania tego bloga. To znaczy, raz czy dwa gdzieś z tyłu głowy pojawiła się myśl, że to chyba już niedługo, ale zaraz odegnało ją pięć innych. I ten dzień pewnie upłynąłby niezauważony, gdybym nagle sobie o tym nie przypomniała. Dlatego też piszę bardzo spontanicznie, może też trochę nieskładnie, ale - tym bardziej szczerze.
Dziękuję. Wam, tym kilkunastu osobom, które poświęcają czas by poczytać moją pisaninę. Gdyby nie Wy, tego bloga już by pewnie nie było. Prawdopodobnie dość szybko bym go rzuciła - jak rzuciłam już wiele innych rzeczy - ale dzięki Wam chce mi się dalej pisać. Dla was. Dlatego jeszcze raz dziękuję - za to, że jesteście.

sobota, 11 lutego 2017

Kobieta zmienną jest

Mówi się, że trawa jest bardziej zielona po drugiej stronie wzgórza. I coś w tym jest, bo często jest tak, że usilnie na coś pracujemy, a gdy już uda się wywalczyć tę upragnioną zmianę, chcemy więcej, czasem zaś nagle tęskno nam do starego porządku. Właściwie, jesteśmy skazani na wieczny niedosyt, wieczne pragnienie postępu. Nie mówię, że to źle, zawdzięczamy w końcu temu rozwój cywilizacji, ale czasami może to powodować swoiste kręcenie się w kółko z powodu naszych własnych sprzecznych dążeń. Tak przynajmniej to wygląda w moim przypadku.


Gdy cicho, miotam się po kątach,
Szukając lęku mojego przyczyny;
We włosy moję łapię pajęczyny,
Których od dawna nikt tu już nie sprząta.

Gdy gwarno, chowam się po kątach,
A wokół - lęku mojego przyczyny;
Żadnego cienia, żadnej pajęczyny,
Żadnej kryjówki, odkąd tu się sprząta.

Miotam się stale jak witki leszczyny,
Jestem jak włóczka którą ktoś poplątał;
Źle, lub niedobrze, bomba o dwóch lontach,
Taka natura jest zmienna dziewczyny.

sobota, 28 stycznia 2017

Pytania

Znów pora pochwalić się swoją twórczością. Dzisiaj po raz kolejny będzie o wolności - tym razem o wolności jednostki, bo ten temat podejmuję rzadziej niż wolność całych narodów. Wiersz opowiada o kobiecie, której udało się wyplątać z toksycznego związku i teraz boi się, że nie na długo.  Obawia się też reakcji wspólnych znajomych: krępujących pytań, kwestionowania jej decyzji, prób nakłonienia jej do powrotu do niego. Być może brzmi to prozaicznie, ale jej sytuacja naprawdę jest nieprzyjemna. Nie jest to z resztą odosobniony przypadek. Ile kobiet tkwi w toksycznych relacjach i nie ma siły ich zakończyć? A ile, tak jak podmiot liryczny, uwolniło się z nich, ale tylko na moment, bo nie miały siły tej wolności utrzymać?

Pamiętam czasy, gdy inaczej było.
Dziś wolę myśleć, że to mi się śniło,
Wolę zapomnieć to, co się zdarzyło.

Lecz moją radość jedna myśl przysłania,
Że znowu zaczniesz zadawać pytania,
Jakby kat jakiś podczas przesłuchania.

Że wiedzieć wszystko ty zapragniesz znowu,
Że próżno ciało dałam memu słowu,
Że próżno uszłam - łania - z twoich łowów.

Ci już zwęszyli, podążają tropem,
Chcą poznać prawdę, ja powtarzam: “Potem;
Srebrem jest mowa, a milczenie złotem”.

Pytają, po co mur ten na granicy -
Ja tobie dzisiaj jak Klucznik Soplicy.

Nie palcie lampy, ni świécy,
Bo to słuszny grób skazańca,
Niech płoną świece na szańcach,
Niechaj ruszy śmierć do tańca.

sobota, 14 stycznia 2017

Niewinność

Dzieci są niesamowite. Nie tylko dlatego, iż nie są tak ograniczone konwenansami, co my, już nieco starsi, dojrzalsi, ale również z powodu swojej niezwykłej wyobraźni i niewinności. W dzisiejszych czasach niestety taki obraz dziecka zanika. Zbyt szybko wchodzą w nasz świat, świat zmartwień, pieniędzy, świat laicki, świat internetu. Coraz szybciej tracą swoją czystą, naiwną duchowość. Choć według naukowców kula ziemska obraca się coraz wolniej, życie na niej toczy się coraz szybciej, do tego jest coraz agresywniejsze. Człowiek człowiekowi wilkiem. Sąsiedzi rzadko kiedy ze sobą rozmawiają, bo i po co? Każdy sobie rzepkę skrobie, inny człowiek przestaje nam być potrzebny. Najgorzej jest w wielkich miastach. Kilkaset tysięcy obcych stłoczonych na obszarze kilkuset kilometrów kwadratowych - oto, czym jest miasto. Spośród nich w ciągu życia poznaliśmy maksymalnie kilkuset, utrzymujemy kontakt z kilkudziesięcioma. Ci pozostali często stanowią dla nas konkurencję, zagrożenie. Gdzie w takim świecie jest miejsce na niewinność?



Gdy dusza moja błąka się po świecie,
Zagląda czasem w dusz cudzych ogrody -
Morza to pełne są wzburzonej wody,
Winnice cierni, rzadko jasne kwiecie.

Nieraz gdzieś przemknie oddział strzelców jaki,
Nieraz wódz wilków krwawym zębem błyśnie,
Na śniegu krzepną krople krwi jak wiśnie,
Pod niebem krążą ścierwojady ptaki.

Gdy domy widzi, twierdze to warowne,
A ich mieszkańcy - wrogowie pokoju -
Zamknięci siedzą, gotowi do boju;
Wojsko, choć zbrojne, woli boje słowne.

I pośród śniegu padłam na kolana,
Kiedy on zginął, stopniał, skrył się w ziemię,
Wówczas ujrzałam nie wilka, lecz szczenię.
Stoi wśród kwiatów, zima pokonana.

Zimy ty nie znasz, wiosenny syneczku,
Ni cierni, burzy, krwi ni bladych kości,
Ty słonko, kwiaty znasz, o niewinności!
Komuż objawiać, jeżeli nie dziecku?

A te nauki, o słodki proroku,
Wlej w serca ludzi rozognione szałem,
Niech je to studzi, niech czują, że małe,
A ty bądź światłem zawsze memu oku.