Na początku byli dziewczyna i wen. Dziewczyna nie różniła się od miliona innych dziewczyn, zaś wen przypominał milion innych wenów. Pewnego razu jednak, za pomocą najzwyklejszego w świecie pióra, dziewczyna oswoiła wena. Wtedy stali się dla siebie jedyni na świecie, a dziewczyna została poetką. Od tego dnia stała się też za swojego wena odpowiedzialna. Co jakiś czas zmusza go do pracy, której owocami są wiersze i nie tylko.
sobota, 30 grudnia 2017
Carpe diem
Liście opadną, wyrosną nowe,
A z próchna zieleń kiełków wystrzeli,
Trup spuszcza, dziecko unosi głowę,
Ileż zieleni, brązów i bieli!
Jak Bóg pozwoli, da się przetrzymać
Rok znów w całości, jak nie - nie szkodzi!
Może ostatnia jest to już zima
Nim na grzbiet Styksu usiądziesz w łodzi.
Coś się wciąż kończy, coś się zaczyna,
Ty nie bacz na to - i pij swe wina,
Chwytaj dzień każdy, nie bacz ni trochę,
Że rok obecny już stał się prochem!
sobota, 2 grudnia 2017
Bajka
Rzekła źółwica orłu: "Jak z tobą być mogę,
Skoro ty na mą ziemską nie chcesz zastąpić drogę?".
Orzeł rozłożył pióra i tak prawi: "Miła,
Ziemia dobra dla ciebie, lecz mnie by zabiła!"
Z tej to krótkiej powiastki idzie mądrość taka,
Że istota bezskrzydła nie zrozumie ptaka.
sobota, 18 listopada 2017
Strzępy myśli
Jesień spadają liście a on już leży
zarazem zbrodniarz i ofiara zbrodni
narzędzie morderstwa jest znane
wysunęło się z nieruchomej dłoni
wokół walają się strzępy jego myśli
tych które spisał drżącą od spazmu dłonią
tych których spisać nie zdążył
sobota, 4 listopada 2017
Czy na pewno chce pani to zrobić?
tak
odpowiada nim przyjdzie zawahanie
tak
lecz mowiąc się wzdryga by rzec finalnie
nie
przeraża mnie to co nieodwracalne
sobota, 21 października 2017
Samosierra
sobota, 7 października 2017
Pożar. Mickiewicz.
Fala pożera plażę jak hydra łapczywie,
Ze strachu krzyczą ptaki skryte wśród szuwarów,
Zbudzone nagle ze snu jutrzenką pożaru,
Łuna ta lśni czerwienią na jeziornej grzywie.
Fala pożera plażę, lecz ognia nie sięga,
Ognia słup mknie ku niebu, jak miecz uniesiony
Przez kogoś, kto nie przywykł aby bić pokłony,
Jakże straszna i piękna jest ognia potęga!
Patrzę (lecz z drugiej strony) na walkę żywiołów,
Na wodę, co napiera, lecz ognia nie zgasi,
Chciałbym ogniem być, paląc, walcząc z nim pospołu!
Lecz jezioro pomiędzy... Blask mnie niemal razi,
Wdycham dym z utęsknieniem, łapiąc śnieg popiołu,
Wszystko to, co dziś mogę - to krzyk słyszeć ptasi...
sobota, 23 września 2017
Brama cmentarza
![]() |
| Caspar David Friedrich, Brama cmentarza |
sobota, 9 września 2017
Filister w galerii sztuki współczesnej
A jednak podmiot liryczny tego wiersza znalazł się właśnie na wystawie sztuki współczesnej. Oto jego przemyślenia.
Kropki, kreski, barwne plamy,
Zapach farby drażni nozdrza.
Biały sufit, gładkie ściany -
Barwa ich zmysły wyostrza.
Życie ma i miało skazy,
Nieraz człowiek dostał w pysk;
Po co na te bohomazy
Nierozumne tracić zysk?
Rembrandt, van Gogh, Bacciarelli -
Te nazwiska znane tak -
Kupić jednak się ośmielisz,
By pokazać, że masz smak.
Ci niech wiszą w twym salonie,
Niechaj widać, że cię stać,
Co ma wisieć, nie utonie -
Ładna sztuka będzie trwać.
Tych dziwaków, co miast chleba
Do bazgrania łakną farb,
Tych już chwalić nie trzeba,
Pseudo-sztuka, żaden skarb.
Ta ich sztuka to brzydota,
Kicz to jest, jak na mój smak,
Niewarta mojego złota,
A im piątej klepki brak.
sobota, 26 sierpnia 2017
Do dna
Świat wokół tak nietrwały, lichy,
Hej, do dna! Unieśmy kielichy,
Hej, do dna! Młodości niech zdroje
Zaleją dręczące nas znoje.
I pijmy, sił póki wystarczy,
Nim głowę spowije włos starczy,
I pijmy, nim serce pogubi
Swe pióra, którymi się chlubi.
Nektarem, co w smaku jest gorzki,
Niech gardzi filister beztroski,
My - do dna! Dopóki żywota
Nie pęknie ta nić krwawo-złota.
sobota, 12 sierpnia 2017
Brontofobia
Obłoki płyną jak żagle,
Jak maszty pnie się kołyszą,
Powietrze - wodą, aż nagle
Sztorm morską staje się ciszą.
I stoi okręt jak pinia,
Maszt w górę sterczy jak wieża,
Aż cuma znów się napina
Gdy tajfun w okręt uderza.
Już cuma pęka jak struna,
Znów burza idzie nad światem,
Skrzydła tej bestii w piorunach.
Wiatr targa statkiem jak kwiatem,
Na niebie jaśnieje łuna,
Jak pięknie jest umrzeć latem!
sobota, 29 lipca 2017
Miłość jest jak palenie papierosów
Na popielniczce uczuć tli się znów
Kolejny szczęścia niedopałek,
Powietrze gęste jest od słów,
Które tak jak dym - są niestałe.
Dym drażni płuca, gardło, nos,
Ty drażnisz sobą moją duszę,
Choć ucichł podniesiony głos,
Choć przeminęły echa wzruszeń.
Miłość, nienawiść są jak dym,
Wiatr je rozwiewa... Niech więc wieje!
I niech napędza życia młyn,
I ludzkich wspomnień mąkę miele.
sobota, 15 lipca 2017
Skały na Fréhel
Co u stóp moich szeptem dziwnym pluska,
A nad nią klifu ciężka skała zwisa,
Niby świątynia nieznanego bóstwa.
Wiatr grzywy targa śmigłych tych pieniaczy,
Co mkną przed siebie, by o skałę prysnąć
A ja wychylam się, aby zobaczyć,
Jak między głazy rybitwy się cisną.
Rozkładam ręce, wokół słodkie kwiecie,
Które wiatr kładzie niby sługi moje,
Mi zasię daje skrzydła jak poecie.
U moich ramion jakby skrzydeł dwoje,
Na świata końcu, chociaż nadal w świecie,
Dusza ma frunie, choć na skale stoję.
sobota, 1 lipca 2017
Warto znać swoje miejsce
Drży moja dusza
Jak liść na wietrze,
Życie ją wzrusza -
Czy jest co lepsze?
Liści wiosennych
Szelest łagodny
To od dusz zmiennych
Obraz mniej godny?
Gdy są pod deszczem
Gnące się pędy,
To na co jeszcze
Tworzyć legendy?
A życie człecze?
Takież jest nudne,
Że trza poecie
Siać wizje złudne?
Rusałki? Driady?
Grusze, jabłonie.
A wiejskie dziady -
Król olch w koronie,
Z chrustem na grzbiecie
Zgarbionym wiekiem -
Pomną poecie:
Tyżeś też człekiem.
Więc, dobry panie,
Czyż nie widzicie,
Że nad bajanie
Lepsze jest życie?
Bo złudy, baśnie
Dobre dla dzieci
Nim takie zaśnie
Gdy księżyc świeci.
A życie nasze
Wszakże mu pisze!
To mu ołtarze!
Ty jesteś niżej.
On Pisarz pierwszy,
Więc nie twierdź, biedo,
Że wśród twych wierszy
Większe, niż Jego.
sobota, 17 czerwca 2017
Miałeś, chamie, złoty róg...
Przetoczył się nad ziemią
Jak ryk rannego zwierza
Piorun. Chmury się mienią,
Ja nie wiem, dokąd zmierzam.
Jak szelest miętej strony,
Nasila się ulewa,
Zacina; skosy, piony,
Już w tańcu liście drzewa.
Znów pomruk sponad ziemi
Jak huk wielkich kamieni,
Co osłaniały grotę,
Jak walą się z łoskotem.
Znów grzmot, a potem cisza,
Tylko deszcz ziemię pierze…
Wychodzą! To Zawisza!
Za nim - polscy rycerze!
I zerwał wiatr się nagły,
To skrzydła Archanioła!
I konie stąd wypadły,
A Anioł głośno woła;
Głos jego grzmi nad światem,
Choć słodki jest jak róże.
To jest dla sumień batem…
Lecz ludzie słyszą burzę:
“Odwagi!”, mówi. “Żywi!
Bóg z wami, któż wam czoła
Ma stawić? Wy, uczciwi,
Do boju!”. A lud woła:
“Jakże biją pioruny!
Hej, chowaj tam dobytek!
Nieśpieszno nam do truny,
Na swój żyjmy użytek!”
“Więc żyjcie tam w pomyjach!”
Wtem poblask coś odbija,
Przez tłum wdeptane w błoto…
To błyska rogu złoto.
Podnosi ten róg rycerz,
Wspomina słowa Pana:
<<Trzy razy się Mnie wyprzesz>>.
“Ta ziemia już sprzedana
W niewolę z własnej winy.
Wykupić was z niej muszą
Odważne, dobre czyny,
Inaczej - biada duszom.
Żelazne, mocne nicie
To znak waszej niewoli,
Choć tego nie widzicie,
Choć wciąż to was nie boli."
"Ja mocą, solą waszą!
Niech boli was niewola!
Niech więzy te was straszą!”
Zakrzyknął Wernyhora.
Z nim naraz głos Zawiszy
Uleciał między drzewa.
Już nic nie mąci ciszy,
Tylko szumi ulewa.
sobota, 3 czerwca 2017
Zachód
sobota, 20 maja 2017
Dzisiaj grają modernizm
"Witajcie, panie oraz panowie,
Wino mi dzisiaj znów szumi w głowie,
Pijmy więc dalej! Za wasze zdrowie!
Między dalszymi więc toastami
Jedno wam zdradzę: że gardzę wami,
Bez ducha, serca - wy filistrami!
Ja serce karmię, wy tylko brzuchy,
W tym tylko dzielni jesteście, zuchy,
Dziś za was piję, wy lekkoduchy!"
Choć mądrej głowie dość jest po słowie,
Więcej w tym tonie poeta powie,
By zaraz dodać: Za wasze zdrowie!
sobota, 6 maja 2017
Odjazd
Sam wiersz powstał pod wpływem dziwnej myśli, jak wiele w tamtym momencie zostawiałam za sobą, siedząc w pociągu.
Żegnajcież, sławo, ordery i blachy!
Szczęście serce ściska nim tęsknota zacznie,
Żegnajcież, miłe, dobrze znane dachy!
Jak mogę - kochać, a opuszczać łacnie?
Te domy, które więcej niż ja wiedzą,
Te gmachy, z których cały postęp płynie,
To wszystko teraz nagle jest za miedzą,
Za rzeką, lasem, już w innej krainie.
Niby po szynach suną myśli moje,
Landszaft za oknem sprzed oczu umyka,
Droga się zwija jak znad Nilu zwoje,
Jak słowa płyną w oczach czytelnika.
Tak, droga moja jest otwartą książką,
W której zapisać mogę moje dzieło,
Książką zieloną przewiązaną wstążką,
A karty której lśnią anielską bielą.
Boże na niebie, Pisarzu największy,
Pióro tej książki wkładam do Twej ręki.
Twe jedno słowo - a mogę zwyciężyć,
Jedno Twe słowo - będę cierpieć męki.
sobota, 22 kwietnia 2017
Idąc ciemną doliną
Ledwo się podróż tą drogą zaczyna,
I za dnia wcześnie - ledwo minął ranek -
A słońce nagle zgasło jak kaganek,
Bo lasem ciemnym porosła dolina,
A ścieżka niknie wśród traw i kamieni,
Miast traktu - cierni u stóp moich siła.
Oto myśl straszna - że drogę zgubiłam,
Że zwieść mnie mogły wymyślne gry cieni,
Albo ja sama, kiedy cierń mnie dotknął,
Pragnąc go minąć, poszłam przez pokrzywy
I doszłam w miejsce, gdzie smutno być żywym,
Tam, gdzie cyprysy w wielkim deszczu mokną.
Gdy człowiek w miejscu stopę tym postawił
Gdzie ryczą rysie oraz kraczą wrony,
Jest jak przez żałość zamek oblężony,
Jakże ma widzieć Tego, co go zbawił?
Idę wśród jeżyn, a myśl tę ponurą
Kraczą nade mną gawrony i kruki;
Lecz jakby z błędów swych nie mam nauki,
Bo myśli moje skryte czymś jak chmurą.
Wyjść z tej doliny już tracę nadzieję,
Tak zaplątałam się w ciernie i złości;
Los mój zależy od Twojej litości,
Przebacz mi, Panie, a ocaleję!
sobota, 15 kwietnia 2017
Kolejna obsuwa
Niestety, obecnie jestem zajęta rodzinnymi świętami do tego stopnia, że na blogowanie trochę zabrakło mi czasu... Życzę Wam zdrowych, radosnych (i równie rodzinnych co moje) świąt Wielkanocy. Niech Zmartwychwstały Chrystus zawsze będzie Światłem na Waszej drodze. I do zobaczenia za tydzień!
sobota, 1 kwietnia 2017
Głupie serce
sobota, 18 marca 2017
Trzy stany skupienia
Gdybym miała do czegoś porównać ludzkie emocje, byłaby to woda. Może być subtelna, delikatna i przynosić ulgę, może stać się niszczycielskim żywiołem. Podobnie jest z ludzkimi uczuciami - i ludźmi jako takimi.
Ocean długi, szeroki,
Morzem zaś targają wiatry,
Lód za to zimny i martwy,
Przezeń wzbierają potoki.
Deszcz, kiedy spada z wysoka,
Najpierw wylatuje ku górze,
Potem gromadzi się w chmurze,
W tych górnolotnych obłokach.
Patrzę na zmiany pogody.
Tak się zmienia wyraz twarzy
Gdy się los człowieka waży.
Człowieku, ty jesteś z wody,
Tak jak ona zmieniasz stany:
Zły, szczęśliwy, zadumany.
sobota, 25 lutego 2017
Deszcz
Emocje nie są jednak silniejsze tylko od sztywnych ram. Często okazują się potężniejsze od woli samego poety.
Patrzysz przez okno strapiony.
Widzisz, jak biało na świecie?
Śnieg to, czy też białe kwiecie?
Orły to są, czy gawrony?
Stoisz, jakoby znudzony.
Lipy pradawnym sznurem
Stoją jak wojsko przed królem,
Lecz nigdzie złotej korony.
Oczy przymykasz, znużony.
Śnieg już wymyła ulewa,
Popatrz, jak wiatr szarpie drzewa,
Jak wawrzyn chwyta w swe szpony!
Mruczysz coś, wzruszasz ramiony.
Leci pierze nad podwórzem,
Podobne tej burzowej chmurze,
Gościniec nim zaścielony!
Patrzysz na to, niewzruszony,
By upaść wnet na kolana,
Przed tobą lutnia strzaskana,
Wiatr ucichł, ty - zwyciężony.
wtorek, 14 lutego 2017
Dwa lata później
Dzisiaj wyjątkowo nie pochwalę się żadnym wierszem, cel tego posta jest zupełnie inny.
Zapomniałam. W całym tym natłoku mniej i bardziej ważnych spraw zapomniałam o zbliżającej się drugiej rocznicy powstania tego bloga. To znaczy, raz czy dwa gdzieś z tyłu głowy pojawiła się myśl, że to chyba już niedługo, ale zaraz odegnało ją pięć innych. I ten dzień pewnie upłynąłby niezauważony, gdybym nagle sobie o tym nie przypomniała. Dlatego też piszę bardzo spontanicznie, może też trochę nieskładnie, ale - tym bardziej szczerze.
Dziękuję. Wam, tym kilkunastu osobom, które poświęcają czas by poczytać moją pisaninę. Gdyby nie Wy, tego bloga już by pewnie nie było. Prawdopodobnie dość szybko bym go rzuciła - jak rzuciłam już wiele innych rzeczy - ale dzięki Wam chce mi się dalej pisać. Dla was. Dlatego jeszcze raz dziękuję - za to, że jesteście.
sobota, 11 lutego 2017
Kobieta zmienną jest
Szukając lęku mojego przyczyny;
We włosy moję łapię pajęczyny,
Których od dawna nikt tu już nie sprząta.
A wokół - lęku mojego przyczyny;
Żadnego cienia, żadnej pajęczyny,
Żadnej kryjówki, odkąd tu się sprząta.
Jestem jak włóczka którą ktoś poplątał;
Źle, lub niedobrze, bomba o dwóch lontach,
Taka natura jest zmienna dziewczyny.
sobota, 28 stycznia 2017
Pytania
Znów pora pochwalić się swoją twórczością. Dzisiaj po raz kolejny będzie o wolności - tym razem o wolności jednostki, bo ten temat podejmuję rzadziej niż wolność całych narodów. Wiersz opowiada o kobiecie, której udało się wyplątać z toksycznego związku i teraz boi się, że nie na długo. Obawia się też reakcji wspólnych znajomych: krępujących pytań, kwestionowania jej decyzji, prób nakłonienia jej do powrotu do niego. Być może brzmi to prozaicznie, ale jej sytuacja naprawdę jest nieprzyjemna. Nie jest to z resztą odosobniony przypadek. Ile kobiet tkwi w toksycznych relacjach i nie ma siły ich zakończyć? A ile, tak jak podmiot liryczny, uwolniło się z nich, ale tylko na moment, bo nie miały siły tej wolności utrzymać?
Pamiętam czasy, gdy inaczej było.
Dziś wolę myśleć, że to mi się śniło,
Wolę zapomnieć to, co się zdarzyło.
Lecz moją radość jedna myśl przysłania,
Że znowu zaczniesz zadawać pytania,
Jakby kat jakiś podczas przesłuchania.
Że wiedzieć wszystko ty zapragniesz znowu,
Że próżno ciało dałam memu słowu,
Że próżno uszłam - łania - z twoich łowów.
Ci już zwęszyli, podążają tropem,
Chcą poznać prawdę, ja powtarzam: “Potem;
Srebrem jest mowa, a milczenie złotem”.
Pytają, po co mur ten na granicy -
Ja tobie dzisiaj jak Klucznik Soplicy.
Nie palcie lampy, ni świécy,
Bo to słuszny grób skazańca,
Niech płoną świece na szańcach,
Niechaj ruszy śmierć do tańca.
sobota, 14 stycznia 2017
Niewinność
Gdy dusza moja błąka się po świecie,
Zagląda czasem w dusz cudzych ogrody -
Morza to pełne są wzburzonej wody,
Winnice cierni, rzadko jasne kwiecie.
Nieraz gdzieś przemknie oddział strzelców jaki,
Nieraz wódz wilków krwawym zębem błyśnie,
Na śniegu krzepną krople krwi jak wiśnie,
Pod niebem krążą ścierwojady ptaki.
Gdy domy widzi, twierdze to warowne,
A ich mieszkańcy - wrogowie pokoju -
Zamknięci siedzą, gotowi do boju;
Wojsko, choć zbrojne, woli boje słowne.
I pośród śniegu padłam na kolana,
Kiedy on zginął, stopniał, skrył się w ziemię,
Wówczas ujrzałam nie wilka, lecz szczenię.
Stoi wśród kwiatów, zima pokonana.
Zimy ty nie znasz, wiosenny syneczku,
Ni cierni, burzy, krwi ni bladych kości,
Ty słonko, kwiaty znasz, o niewinności!
Komuż objawiać, jeżeli nie dziecku?
A te nauki, o słodki proroku,
Wlej w serca ludzi rozognione szałem,
Niech je to studzi, niech czują, że małe,
A ty bądź światłem zawsze memu oku.
