sobota, 31 grudnia 2016

Moje postanowienie noworoczne

Ostatnio nie za bardzo się rozpisałam. Nie złożyłam Wam nawet żadnych życzeń i teraz w związku z tym trochę mi głupio. Mam nadzieję, że Wasze Święta były jak najbardziej udane, uszka nie rozkleiły się podczas gotowania, żadna bombka się nie zbiła, a barszcz nie zaplamił nowego obrusu. Mam też nadzieję, że wypełniała je zgoda i radość, a także pamięć o ich prawdziwym znaczeniu. Równocześnie życzę Wam wszystkim, abyście weszli w kolejny rok z optymizmem i nadzieją, i przeżyli go jak najlepiej i najszczęśliwiej. Ostatecznie szczęście to wybór, więc może warto zamiast postanawiać trzymanie się surowych diet i chodzenie co tydzień na siłownię warto postanowić "będę szczęśliwa/szczęśliwy" i to do tego konsekwentnie dążyć?
Tymczasem przedstawiam kilkutygodniowy wiersz dotyczący zmian, pójścia do przodu i właśnie dążenia do szczęścia. Jak to się mówi: nowy rok, nowa ja, więc do dzieła!


Dlaczego milczy ptak?
Dlaczego spada liść?
Dlaczego słów mi brak?
Czemu ucieka myśl?

Dlaczego Słońca już
Nie widział dawno nikt?
I kiedy opadł kurz
Po tej największej z bitw?

Dlaczego niby wąż
Znów muszę czaić się?
Czemu tu jestem wciąż,
Zamiast pożegnać cię?

Więc pozwól odejść mi,
Bo w końcu nadszedł czas:
Pora zakończyć sny,
Już nie ma żadnych "nas".

sobota, 17 grudnia 2016

Trochę Weltschmerzu

Przeklęty romantyzm, w połączeniu z jesienną aurą stanowiący mieszankę nie tyle wybuchową, co zabójczą. Pozytywizm jest znacznie łatwiejszy emocjonalnie. W każdym razie, postanowiłam dodać nową etykietę na blogu. I to tyle, jeśli chodzi o krótki i wyjątkowo mało twórczy wstęp.



Liście ścielą się u stóp,
Przykryły w lesie każdy grób,
Coraz wcześniejsze są wieczory,
Ze słońcem zniknęły pozory.

Drzewa są nagie jak moja dusza
Gdy stałam sama na wieży ratusza,
A wiatr smagał mnie po twarzy,
Teraz nawet ziemia mnie parzy.

Dziś w ogrodzie zmarzły róże,
Śmierć dziś króluje w naturze;
Duch, którego mam u boku,
Zamarzł jeszcze w starym roku.

Spójrz na siebie i mą dolę,
Spójrz, ach, spójrz, co masz na czole!
Na cóż mi było mrzeć przez ciebie?
Żadno z nas nie będzie w niebie.

sobota, 3 grudnia 2016

Kwestia porównania

Dzisiaj będzie krótko.
Adwent to czas przede wszystkim oczekiwania, ale i refleksji. Mimo powszechnego pędu, mimo szału zaliczeń, składania kolejnych wniosków i rozpaczliwego kompletowania prezentów dla rodziny i znajomych warto choć na chwilę się zatrzymać i zastanowić nad sprawami mniej lub bardziej wzniosłymi, przy czym zaleca się refleksję na tymi ostatnimi. Uświadomienie sobie, że człowiek, mimo swojej marności w porównaniu do Boga, jest stworzeniem najdoskonalszym, z pewnością do nich należy.



Człowiecze marny! Pyle na wietrze,
Ochłapie krwawym sieczony mieczem!
Płomyku, który znika i gaśnie,
Zdmuchnięty raz przez wojny i waśnie!

Ty, obłąkany w bezkresie duchu,
Ty, zagubiony wśród dziejów... puchu,
Ty niczym jesteś, więc odrzuć dumę,
Nie pojmiesz Boga swoim rozumem.

Tak, jesteś niczym, lecz mimo tego
Nie ma stworzenia równie godnego.

sobota, 19 listopada 2016

Dusza i ciało

Ostatnio, mimo nawału pracy, miałam przez kilka dni mnóstwo weny. Spożytkowałam ją między innymi na kilka wierszy. Do pojawienia się tej weny przyczynił się między innymi kontakt z poezją różnych słowiańskich twórców przy okazji konkursu czy znajdywanie kolejnych rzeczy łączących mnie z niektórymi twórcami polskiego romantyzmu i pozytywizmu i słuchanie jazzu. Wśród tego, co powstało w wyniku tego wszystkiego, należy poniższy wiersz.
Dlaczego właśnie dziś go publikuję? Tak bez okazji, przede wszystkim naprawdę chcę się nim pochwalić, bo to jedna z nielicznych sytuacji, gdy jestem autentycznie dumna z wiersza dłużej, niż pierwszy kwadrans po skończeniu. Tutaj udało mi się zachować rytm, z czym zawsze mam duży problem. Skąd zaś pomysł na taki utwór? No cóż, dość często mam jakąś myśl, na kanwie której chcę później coś napisać, wówczas sobie ją notuję, siadam i myślę. Tym razem brzmiała ona "bogactwo duszy to cały mój spadek" i wyniknęła z długiego rozmyślania na tematy związane z idealizmem i materializmem, a także z tezy, że poeci są ze sobą duchowo spokrewnieni, a natchnienie jest ich wspólnym dziedzictwem.



Ciało moje spało jeszcze o czwartej nad ranem,
Kiedy dusza wyszła krokiem cokolwiek pijanym.
Ciało śpi, mój brzuch bez przerwy przez sen się porusza,
Gdy odebrać spadek po kimś idzie moja dusza.

Tu czytano testamenty, tam już rabowali,
Dusza czeka na jej kolej, przecież się nie pali;
Jeden szczęściarz dostał lampę, inny pół kanapy,
Ale moja dumna dusza gwiżdże na te graty;

Po srebrne łyżeczki zaraz lecą starzy, młodzi,
Ale mojej duszy wcale dziś to nie obchodzi;
Gdy ktoś przebiegł, cukiernicę ucapiając w locie,
Moja dusza, łatwo zgadnąć, to też miała w nosie;

Tam już ucho przykładają, obstukują ściany,
Dalej patrzą pod podłogę, zwinąwszy dywany.
Kiedy zapis odczytano, nic już nie zostało,
Ale dusza miała szczęście, dostała niemało.

Sny, marzenia, parę rymów, wizje do kompletu,
Zapach chleba, zachód słońca, dźwięki harf i fletu,
Dwie satyry, ćwierć ballady, dramat nieskończony
Dusza wzięła do kieszeni i poszła do domu.

Położyła się do łóżka, budząc przy tym ciało,
Bardzo złe, że go nie wzięło, bo ono też chciało
Zwinąć stamtąd to i owo, a zostało z niczym;
Wstało i, marudząc, poszło smażyć jajecznicę.

sobota, 5 listopada 2016

Droga nie opuszczona

Inspiracja "Drogą niewybraną" jest tu dość oczywista. Podmiot liryczny w wierszu Frosta mówi że wybrał drogę mniej uczęszczaną, jednak zdaje sobie sprawę z tego, iż obie drogi były sobie pod tym względem równe. Ten fakt niknie w tłumaczeniu Stanisława Barańczaka, by to zauważyć, trzeba zetknąć się z oryginałem. Dlaczego jednak "ja liryczne" chce tworzyć takie pozory?  Czy chodzi o nonkonformizm? Prawdopodobnie tak. Ale to tylko poza. Ukazanie podobieństw obu dróg to przyznanie się do tego. Z resztą, nawet, gdyby jedna ze ścieżek naprawdę wyglądała na rzadziej używaną, nie zmieniałoby to faktu, że ktoś tamtędy chodził. Na tyle często, by ją wydeptać. Właśnie dlatego prawdziwy nonkonformista nie wybrałby żadnej z nich.
On wydeptałby własną.



Droga i dróżka w lesie zielonym
W dwie rozchodziły się różne strony,
Spojrzałam w pierwszą - jak sięga oko,
Biegła przed siebie strugą szeroką.

Ścieżka natomiast, ta znacznie węższa,
W pewnym momencie nagle zakręca
By równolegle biec do tej drogi -
Ją także ludzkie stworzyły nogi.

A mchy zdeptane pomiędzy nimi
To ślady tych, co drogę zmienili;
Jakby świadoma takiej przestrogi,
Ruszyłam sama - gdzie brakło drogi.

Kiedyś, po latach, być może westchnę,
Spytana o tę drogę i ścieżkę.
Bo czy to dróżki, czy już ulice -
Każda wyznacza jakąś granicę.

sobota, 22 października 2016

Bez obłudy

Tak się złożyło, że wczoraj w duszpasterstwie była konferencja dotycząca duchowości Świętego Tomasza z Akwinu, a dokładniej jego recepty na życie i zbawienie. Ta konferencja, dość luźna w formie, dała mi do myślenia. Dobre życie, zdaniem Świętego Tomasza, jest przede wszystkim wolne od obłudy. Także (zwłaszcza?) wobec siebie. Poza tym, człowiek ma prawo i obowiązek dążyć do szczęścia - nikt świadomie nie pragnie zła, jedynie może mieć złą definicję dobra. Którą przecież można zweryfikować patrząc na efekty. Oprócz tego, choć może to brzmieć naiwnie, Bóg nigdy nie kładzie nam na barki ciężaru ponad nasze siły. On wie, że damy radę. Nie dziś, to jutro. Jeśli jutro, to znaczy, że dziś nie byłoby z tego dobra. Jeśli sięgamy dna, to po to, by się od niego odbić- a wtedy to już droga wiedzie prosto ku górze.
Właśnie tym inspirowany jest poniższy wiersz.



Ile mamy w sobie prawdy?
Na ile jeszcze nas stać?
Nowe lądy odkrywamy,
Bo na starych nie chcą nas znać.
Ile mamy w sobie Boga -
Wszak On stworzył każdego z nas?
To, co w nas, to złość i trwoga,
Że to nie dziś, że jeszcze nie czas.
Nasze kłamstwa zasłoniły
Drogę prostą, do Ciebie drogę,
Dobry Panie, daj mi siły,
By odrzucić złość i trwogę.
Ubrana w białą sukienkę
Jak za dziecięcych lat,
Panie, prowadź mnie za rękę,
Wciąż przejść muszę drogi szmat.

sobota, 8 października 2016

Na Wenus z Milo

W związku z wymianą szkolną publikacja tego posta uległa przesunięciu o tydzień. Następna będzie za dwa tygodnie, ponieważ na pewno nie dałabym rady trzymać się pierwotnego terminu, biorąc pod uwagę szkołę.
To tyle, gwoli wyjaśnienia, przejdźmy do przyjemniejszych tematów, na przykład sztuki. W ciągu wymiany naoglądałam się zabytków i w dużej mierze wokół nich krążyły moje myśli. Słynnej Wenus wśród nich oczywiście nie było, aczkolwiek o niej również myślałam. Pojawiła się wówczas wizja braku rąk u wielu starożytnych rzeźb nie jako naturalnego następstwa większej kruchości cieńszych elementów, lecz jako swoisty symbol przeminięcia pewnej epoki. To, co było, nie ma rąk. Los świata leży w naszych.



Ani jeden rok czy troska
Twego czoła nie przecina,
Rok to dla ciebie godzina,
Wyższa od śmiertelnych, boska.

Znów wzdychają z uwiebienia,
Znów cię mają za boginię,
Znów wznosząc tobie świątynie,
Nie znając twego imienia.

I choć rysów nie zatarły
Wieki u stóp morskiej fali,
Rąk tylko czas cię pozbawił,
Bo nie mogą już działać zmarli.

niedziela, 2 października 2016

Na Zachodzie bez zmian

Obecnie jestem w Trewirze na wymianie szkolnej i nie za bardzo mam jak oraz kiedy pisać. W związku z tym post pojawi się, owszem, ale w przyszłym tygodniu. Przepraszam.

sobota, 17 września 2016

Infinitium nihil

Do popełnienia poniższego wiersza zainspirowały mnie dwie pozornie zupełnie z sobą niezwiązane rzeczy: barokowa poezja i francuski film animowany z zeszłego roku, będący adaptacją "Małego Księcia" A. de Saint-Exupérego. Gdy wczoraj oglądałam go ze znajomymi z duszpasterstwa, przypomniał mi się motyw vanitas, wokół którego kręciła się barokowa poezja. Temat przemijania został poruszony także w filmie. Bo możemy się buntować, ale kiedyś trzeba będzie powiedzieć "do widzenia".



Stan rzeczy lubi się zmieniać.
Dzień i noc, ciut światła, ciut cienia,
Zima ustąpi latu i wiośnie,
Każde dziecko kiedyś dorośnie.
Rodzimy się i śmierć nas czeka,
Dziś przyjaciel, wnet - myśl daleka.
Punkt widzenia ulegnie zmianie,
Bo niemożliwe jest w miejscu stanie.
Czas bowiem płynie i może wnet zmusić
By zamiast węża widzieć kapelusik.

sobota, 3 września 2016

Prawo czystości gamet

Wakacje minęły bezpowrotnie, czas na powrót do szkoły. W związku z tym odkopałam stare zeszyty i w jednym z nich znalazłam ubiegłoroczną notatkę z biologii, w której zamieściłam wymyślony wówczas przeze mnie wierszyk dotyczący I Prawa Mendla. Myślę, że będzie on pasował do początku roku szkolnego, poza tym jest to taka mała, wesoła ciekawostka, jeżeli chodzi o moją twórczość.



U ojca wszyscy rudzi, u matki - blondynki
Wśród córek nie powinno być żadnej szatynki,
A jako że każdy ma tylko jedną głowę,
Włosy może mieć albo rude, albo płowe.
Załóżmy, że córka włosy ma rude,
Wtedy wnuk blondyn nie jest żadnym cudem.

sobota, 20 sierpnia 2016

Grunt to wrócić

W pierwszej kolejności chciałabym szczerze przeprosić Czytelników za to, iż niemal dwa tygodnie od czasu planowanego powrotu nawet nie zajrzałam na bloga. Przyczyniło się do tego sporo zawirowań w życiu prywatnym i zupełny brak sił i chęci do pisania. Może to i marne wytłumaczenie, ale no cóż... Życie pisze różne scenariusze.
Niestety, jest i zła wiadomość. W najbliższym roku szkolnym będę mieć ręce pełne roboty. I nie chodzi tylko o fakultety w szkole, jestem człowiekiem wielu pasji i ciężko na wszystko znaleźć czas, tak samo jak poradzić sobie psychicznie z ogromem pracy umysłowej. By ograniczyć ilość potencjalnych "nie dam rady" postanowiłam zmniejszyć częstotliwość pojawiania się postów do jednego na dwa tygodnie. Innym powodem tej decyzji jest to, że nie chciałabym serwować Wam wierszy pisanych na odczep.
Aby się nieco zrehabilotować, dziś przedstawię świeżutki utwór, bo napisany dzisiaj. Dedykuję go wszystkim tym, którzy przez ostatnie dwanaście dni odwiedzali bloga z nadzieją, że jednak nie rzuciłam wszystkiego i nie wyjechałam w Bieszczady.



Sierpień — to już początek jesieni,
Jest za późno żeby coś zmienić,
Dni są już prawie za krótkie.

Myślałby kto, że czas się zatrzyma,
A dni minęły jak jedna godzina,
Co każdy przyjmuje ze smutkiem.

Ryby na jesieni biorą lepiej,
A ja wnet kupię mandarynki w sklepie,
Przy biurku przyjdzie usiąść z herbatą.

I gdy przeminą słoty jesieni
Będziemy o rok kolejny bardziej zmęczeni —
Czekać na kolejne lato.

sobota, 2 lipca 2016

wtorek, 28 czerwca 2016

Powstanie Poznańskie 1956

Być może nie każdy wie lub pamięta, że o Poznaniu sześćdziesiąt lat temu było głośno. Nie tylko w Polsce, nie tylko w Europie. Był to dzień, gdy robotnicy z fabryki Hipolita Cegielskiego (w tamtym czasie -  Zakładów Metalowych im. Józefa Stalina) wyszli na ulicę w ramach strajku przeciw złym warunkom pracy, niskim płacom, fatalnym warunkom życia (władze komunistyczne po wojnie jakoś niezbyt inwestowały w to miasto, jeśli nie liczyć objętego przez plan sześcioletni przemysłu, brakowało więc mieszkań) i podwyżce cen. Wkrótce, oprócz haseł w rodzaju "Chleba" czy "Pracy" pojawiły się też na przykład "Wolności", "Boga". Do Cegielszczaków dołączyli pracownicy innych zakładów, studenci i uczniowie.

Wszyscy oni, w liczbie około stu tysięcy, zgromadzili się na placu Adama Mickiewicza (wówczas plac nosił imię Stalina) oraz przylegającej doń ulicy Święty Marcin (wtedy -  Armii Czerwonej). Ludzie zachowywali się spokojnie. Nie chcieli burdy, chcieli rozmawiać z władzą. Jednak miejscowi ludzie Partii niewiele mogli zrobić, a ich przełożeni w Warszawie nie byli zainteresowani. Ludzie byli coraz bardziej zniecierpliwieni, a gdy rozeszły się pogłoski, że delegatów którzy byli na rozmowach z władzą w stolicy aresztowano, miarka się przebrała. Część tłumu ruszyła szturmować więzienie, by wnet uwolnić więźniów, zniszczyć wiele akt i zdobyć broń. Były też grup, które udały się na dworzec, Międzynarodowe Targi Poznańskie (na których akurat trwała międzynarodowa wystawa, w związku z czym byli tam zagraniczni dziennikarze - w ten sposób informacja o strajkach trafiła do prasy na dosłownie całym świecie) i do Wojewódzkiego Urzędu UB. W tym ostatnim miejscu w pewnym momencie do demonstrantów otworzono ogień. Przypomnę - byli wśród nich kobiety i dzieci. Tam też zginął Romek Strzałkowski, najmłodsza ofiara Powstania Poznańskiego (miał trzynaście lat) - chłopak, który urósł do rangi symbolu całego wydarzenia. Poznaniacy również zaczęli strzelać. Pokojowy protest przerodził się w powstanie, do tłumienia którego wysłano ogromną ilość wojska. Samych czołgów było trzykrotnie więcej, niż podczas walk o Poznań z wycofującym się Wehrmachtem dekadę wcześniej. Pierwsze w kraju uliczne demonstracje przeciw komunistom stłumiono całkowicie. W ciągu dwóch dni walk zginęło kilkadziesiąt osób, kilkaset zostało rannych, wnet zaczęły się aresztowania i represje.

Trzeba oddać hołd tym ludziom, którzy przeciwstawili się stalinowskiemu reżimowi, którzy bohatersko walczyli, choć nie byli żołnierzami, i którzy dla Zachodu stali się głosem wołającym prawdę o komunizmie, a dla państw Bloku Wschodniego - inspiracją do walki z "opieką" Związku Radzieckiego.



Tłum idzie karnie jak armia,
Nikt nie wyrywa bruku;
Wśród ciężkich butów huku -
To robotnicy z Poznania.

Stoją cierpliwie przy Zamku,
A żar leje się z nieba;
- Wolności! Boga! Chleba! -
Rozbrzmiewa tam o poranku.

Lecz Partia rozmawiać nie chce,
Za to już gdzieś słyszano:
Naszych aresztowano!
Aż trwoga przeszywa serce.

Krwi przelać nie mają prawa!
Tłum szturmuje budynki,
Bastylii zwala tynki,
Gdzie wtenczas była Warszawa?

My nie przyszliśmy tu walczyć,
Lecz ubek ogień otwiera,
Więc trzeba i umierać,
Byle nie wrócić na tarczy.

Już upadł Romek Strzałkowski,
Już od wystrzałów jasno,
Już dusisz się krwią własną,
Ty, stolico Wielkopolski.

Już było takie powstanie,
Gdzie strzelali do dzieci,
Dziś to polscy sowieci
Znęcają się nad Poznaniem.

I pamięć chcieli zabijać
Co była im niemiła...
Lecz ona do dziś przeżyła,
Tak wielka jest ludu siła.

sobota, 25 czerwca 2016

Zemsta

Choć lubię chwalić się świeżymi wierszami, dziś postanowiłam zaprezentować coś nieco starszego, za to wartego pokazania. I znów, choć dłuższe formy dają większą satysfakcję, tym razem celowo będzie krótko. Dlaczego? Ponieważ zafascynowały mnie dowcipne czterowiersze streszczające wybrane dramaty Szekspira, zawarte w książce Biografioły: Poczet 56 jednostek sławnych, sławetnych i osławionych oraz Appendix, umożliwiający człowiekowi kulturalnemu zrozumienie i zapamiętanie, o co chodzi w 7 podstawowych utworach W. Szekspira Stanisława Barańczaka i postanowiłam stworzyć dla próby jeden wiersz w podobnym stylu, tym razem opiewający jakąś rodzimą sztukę. Padło na Zemstę Aleksandra Fredry, którą akurat podczytywałam, jako że była to lektura szkolna mojej siostry. Z tym, że nieco jednak od formy oryginału odeszłam, bo Rejent i Cześnik od zawsze kojarzyli mi się z Pawłem i Gawłem... Dlatego wyszło tak:



Rejent i Cześnik w jednym zamku stali,
Ten chciał mur naprawić, drugi - rozwalić.
Ślub, ale przedtem amory Papkina,
Szkodę poniosła tylko Podstolina.

sobota, 18 czerwca 2016

Ze spokojem

Jestem osobą z natury nerwową, zatem naprawdę doceniam te rzadkie chwile bez stresu, kiedy jestem zupełnie spokojna i mogę brzdąkać na gitarze. Taka chwila miała miejsce dzisiaj, poczułam się wtedy tak szczęśliwa, że napisałam wiersz o takim stanie błogiego szczęścia właśnie.  I tak oto wygląda mój (kolejny) wielki powrót.



Nie martwić się o jutro - to chyba znaczy "szczęście" -
Płynąc w nocy łódką w jakieś spokojne miejsce...
I obca jest mi trwoga, bo wszystko w rękach Boga.

Nie martwić się o życie, bo ono płynie samo,
Napisać w długim liście, o słowie pierwszym "Mamo",
Że obca jest mi trwoga, bo wszystko w rękach Boga.

Nie martwić się przez moment o ziemię swą ojczystą,
Bo stanie się mi domem i nową Eucharystią.
I obca jest jej trwoga, bo będzie w rękach Boga.

sobota, 4 czerwca 2016

Wyjątkowo...

... Posta nie będzie ze względu na permanentny brak weny, Lednicę i nazwał wszystkiego w szkole. Przepraszam, zwyczajnie nie daję rady. Przyszły tydzień także stoi pod znakiem zapytania, ale zrobię co w mojej mocy, by wtedy wiersz się pojawił. Do zobaczenia!

sobota, 28 maja 2016

Próżno szukać

... Ale nie dzisiejszego posta, jak o tej porze mogłoby się już wydawać. Tym razem moją inspiracją stała się antywojenna piosenka "Sag mir, wo die Blumen sind" Marlene Dietrich.



Próżno szukać, gdzie kwiaty
Co kiedyś zdobiły rabaty
Mnogością woni, barw,
Dzisiaj pustka jest wśród traw.

Nie wypatruj tych kwiatów
I nie spoglądaj ku latu,
Gdy padał krwawy deszcz,
Gdy padał młody wieszcz.

I próżno jest szukać dziewcząt,
Bo w jedno szły miejsce zewsząd,
Roiły się w cieniu krat,
A każda z nich niosła kwiat,

Więc nie wie nikt, dokąd poszły
Te, co kwiaty niewinnie niosły,
Czy za chłopcami w świat?
Czy tam, gdzie je zawiał wiatr?

Oto idą żołnierze,
A ich matki mówią pacierze;
Proszą, żeby wrócili w dom
Ci, co teraz w okopach są.

Lecz nie wrócą ci chłopcy,
Bo wszyscy już wpadli w grób obcy;
Tych mogił jedyne znaki
To świeżo zakwitłe kwiaty.

sobota, 21 maja 2016

Tego posta miało nie być

Jako, iż teraz od kilku godzin jestem w Żydowie na spotkaniu integracyjnym uczestników Światowych Dni Młodzieży z Archidiecezji Poznańskiej, a zaraz po nim zamierzam biegać po muzeach, nie planowałam nic dziś wstawiać. Teraz brak nawet porządnego wstępu. Ale dobre i tyle...



Może aż za lat czterdzieści,
A może później zmądrzeje…
To w głowie mi się nie mieści,
Że jeszcze wciąż mam nadzieję!

Przyszedł kiedyś wieczorem,
Nie pies już nawet, a kundel;
A że drzwi stały otworem,
Podłogi miałam wnet brudne

Nie, żeby to przeszkadzało,
Samotność nie jest wybredną.
On draniem był jakich mało,
A mi, no cóż – wszystko jedno.

Drania nie zamknę w wolierze,
Jak kiedyś zechce – odejdzie.
Dziś znosi mi kwiaty świeże,
Po rzece płyną łabędzie.

sobota, 14 maja 2016

Testament hidalga

Ostatnio na polskim przerabialiśmy najsłynniejszą powieść Miguela de Cervantesa, opowiadającą o Don Kichocie. A jako, że lekcje polskiego zawsze są inspirujące, wnet, na jakimś zastępstwie, powstał ten oto wiersz.



Droga jeszcze taka daleka,
A zmęczony upada piechur;
Tyle jeszcze przygód nas czeka,
A tak mało w piersi oddechu!

Dokąd idziesz, mój Rosynancie?
Nie wiem nawet, czy sam wiesz o tem.
Dobrze tobie, bo cię nie najdzie
To pytanie, co będzie potem.

Żyłem, prawda! i dokonałem
Czego człowiek dokonać może.
I z tym moim prawym zapałem
Jutro inne zobaczę zorze.

Bywaj, Sancho, człeku poczciwy,
Życiem swoim kończ, co zacząłem;
Różne jeszcze ta ziemia dziwy
Będzie widzieć odwagi twojej.

Dulcyneo boska z Toboso!
Nie opłakuj śmierci rycerza,
Bo życie jego jest nikłą rosą;
On do Boga na służbę zmierza.

Wszystkom oddał, nic nie zachował
W służbie dobrej i słusznej rzeczy.
Rozjaśń lica i bądźże zdrowa -
Anioł Michał ma mnie w swej pieczy.

sobota, 7 maja 2016

Każdemu jego muza

Jako, że lubię zaczynać nie na temat, nie przejdę od razu do rozpisywania się na temat tego, co mnie inspiruje, tylko od czegoś, czego Czytelnicy wcale nie muszą wiedzieć (i nie muszą się dowiadywać, wystarczy pominąć resztę tego akapitu). Dlaczego tak mam? Cóż, wbrew temu, co może się wydawać po moich często lakonicznych przedmowach, bardzo lubię "lać wodę", i to w dodatku nie na temat (to akurat chyba zdradzają przynajmniej niektóre wstępy). Właśnie dlatego teraz opiszę, jak to po kilku dniach w lesie, gdzie stałam się dzikim człowiekiem, powróciłam na łono cywilizacji, by zaraz pojechać do stolicy na lotnisko, po rodzinę. Teraz zaś siedzę w domu w piżamie, zajadam się amerykańskimi słodyczami i piszę tymi palcami, które chyba jeszcze nigdy nie dotknęły klawiatury komputera, bo te których używam normalnie mam zabrudzone czymś podobnym do Nutelli. A żeby cały ten opis wnosił coś do posta, dodam że w ciągu ostatniego tygodnia prawie nie było mnie w domu i bałam się, że nie będę miała czym się pochwalić. Na szczęście jeszcze zanim zostałam leśnym człowiekiem pojawiło się natchnienie.
I tu mogę płynnie przejść do właściwego tematu. Artyści czerpią inspirację z różnych źródeł - to jest oczywiste. Po części zależy to od epoki, po części od jednostki. Mogą to być mitologia, religia, aktualne wydarzenia, historia, natura, inne dzieło sztuki... Długo by wymieniać. Większość artystów czerpie natchnienie z wielu różnych źródeł, ale ma takie, które oddziałuje na nich szczególnie. Ja tego "jedynego" jeszcze nie znalazłam, aczkolwiek często inspiruje mnie... Architektura. Zwłaszcza ściany. Czyżbym aż tak często bezmyślnie wlepiała w nie wzrok? Niewykluczone. Nie przedłużając - zapraszam na kolejny wiersz o ścianach (tym razem o przypadkowej ścianie jakiegoś budynku, nie pamiętam już nawet, jakiego, widzianej z okna autokaru).



Ile trzaskało w ciebie kul,
Ile skropiło ciebie krwi,
Ile już grałaś w mieście ról,
Żeby móc w końcu zostać - czym?

Czemu ty mogłabyś świadczyć,
Gdyby na świadków wzywano
Tych, co (proszę mi wybaczyć)
Byli i zostaną ścianą?

Znikają ludzie i twarze,
Ale przetrwają fasady
Niezdolne do snów i marzeń,
Fałszu, podłości i zdrady.

sobota, 30 kwietnia 2016

Na pustyni

Tak, jak obiecałam tydzień temu, dzisiaj wiersz o pustyni. Co prawda chciałam do niego dopisać jeszcze jedną strofę, by było siedem, ale trudno, niech już zostanie tyle, ile jest. Po co mi potrzebna siódma strofa, można zapytać. Właściwie chodzi li i jedynie o symbolikę liczb - siedem w Biblii oznacza pełnię i doskonałość, a sześć - niedoskonałość i niepełność. Ale załóżmy optymistycznie, że skoro wiersz traktuje o niedoskonałości ludzi, a i mój warsztat jest niedoskonały, może być i sześć strof.



Na pustyni nie ma oazy,
Brak nawet zwykłej studni
Gdzie serce źródła dudni,
Są tylko przed oczyma obrazy.

Słońce bezlitośnie z góry spogląda
Na niezliczone piasku drobiny,
Wzrokiem uśmierca pustynne rośliny,
Wybiela szkielet wielbłąda.

Zaduch, że oddychać się nie da!
Blask, jakby patrzeć w Boga oblicze,
Który jest Chmurą i Zniczem,
Daje okruch niebiańskiego chleba.

Zakryj jednak żałobą swe lica
Ludu niewierny, bo lat czterdzieści
Stopy twoje ta będzie mieścić
Pustynia - Boża piaskownica.

I choć dostajesz wodę ze skały,
Chociaż masz pełne wyżywienie,
Będzie cię dręczyć głód i pragnienie;
Kto spojrzy w górę - ocalały.

Lecz jak i ciebie, mnie ściska trwoga,
Kąsają węże, czuję pragnienie,
Piach parzy, pustynia więzieniem -
I wciąż za mało w moim życiu Boga.

sobota, 23 kwietnia 2016

Nadchodzi Armia Czerwona

W tym tygodniu miałam wenę, więc mogę sobie wybierać, czym się pochwalę. Jako, że jeden wiersz planuję dokończyć, innemu dorobić jeszcze jedną strofę, a trzeci schować na dnie szuflady, pozostaje tylko jeden kandydat. Pomysł na ten utwór zastał mnie podczas sprzątania (zdarza się), więc dokończyłam robotę mamrocąc pod nosem, po czym poleciałam po kartkę i długopis. Co prawda pomysł obejmował tylko pierwszą i ostatnią strofę, ale reszta w mig się napisała. Bardzo lubię to uczucie, gdy nie muszę siedzieć i wymyślać, bo samo się pisze. Tu jest niewątpliwa przewaga poetów nad autorami powieści czy nawet "zwykłych" książek, bo powieściopisarzowi nie powinno "samo się pisać". Takie życie.
Wracając do wiersza, tematykę wskazuje już sam tytuł (dodatkową wskazówką są etykiety, pod którymi ukazał się ten post). Dokładnie tak: dziś znowu o Drugiej Wojnie Światowej (dokładniej: o ofensywie Armii Czerwonej). I, gdyby nie majówka, za tydzień także, jednak przyszła sobota zastanie nas w ciepłych krajach, a dokładniej - na pustyni. Można nawet pokusić się o ponury żart: przyszła Krasnaja Armija i została pustynia... Ale nie uprzedzajmy faktów.



Nadchodzi Armia Czerwona,
Nadchodzi równo ze świtem,
Przechodzi linię Curzona,
A miasto czeka cierpliwie.

Rozbraja wszystkich bez liku,
Czy Niemiec to, czy sojusznik!
Lecz nawet echa ich krzyku
Nie złowią Zachodu uszy...

Bo Stalin to jest przyjaciel!
Nie on, a Hitler mordował!
Takie Aliantów są racje
I w takie chcą wierzyć słowa.

Nie wojskiem wy, lecz zbójami!
Lecz trudno, skoro nam trzeba
Walczyć wspólnymi siłami
Pod kirem letniego nieba.

My wojskiem, a Polska krajem!
I my tu gospodarzymy;
Z was nikt tego nie uznaje,
Z nas nikt nie zostaje żywy.

Lecz muszą uznać Warszawę,
Gdy my, z wyciągniętą ręką,
Będziemy tu gospodarze...
Rosjanie już niedaleko!

Stanęła Armia Czerwona,
Czeka...

sobota, 16 kwietnia 2016

Parę słów o weryźmie

Weryzm to nurt w malarskie włoskim, który powstał pod koniec XIX wieku i skupiał się na wiernym odtwarzaniu rzeczywistości, ze wszystkimi jej mrocznymi śladami. Osobiście nie mam nic przeciwko ani samemu weryzmowi, ani naturalizmowi, z którego się wywodzi, ani tym podobnym nurtom w sztuce. Co jednak mogli sądzić o nich choćby współcześni im impresjoniści, symboliści czy nabiści?


Cóż to są za bohomazy!
(Tylko, poproszę, bez urazy)
Świat pokazują, jakim jest.

Żeby tak chociaż wyśmiewały,
Że w zwyczajności tak jest stały!
A wierne są mu niczym pies.

Nie skłamią nawet słówka ćwiercią,
Życie jest życiem, a śmierć śmiercią,
Cnota jest cnotą, grzechem grzech.

Na co hołubić codzienności
I wcale nie szukać radości
Gdy w życiu prześladuje pech?

Po co żyć w klatce jak zwierzę,
Jeść spać i klepać pacierze,
Zamiast sięgnąć wyżej, do gwiazd?

Zamiast szukać śladów Boga,
Widzieć, co to strach i trwoga,
Hen, ponad ulicami miast?

Sięgnąć do świata innego,
Tajemnicą owianego,
Jak w surrealistycznych snach?


Co to są za bohomazy -
Realistyczne obrazy!
To razi wręcz w dobry smak!

sobota, 9 kwietnia 2016

Nie na temat

Każdy kto mieszka w Poznaniu i okolicach i/lub interesuje się fantastyką zapewne wie o trwającym właśnie w Poznaniu Pyrkonie. Za to niekoniecznie każdy wie o tym, że w tym roku po raz pierwszy postanowiłam się tam wybrać i nie pozostałam na tym etapie. Poza tym postanowiłam jeszcze się przygotować - czułam, że mi nie przystoi iść "po cywilnemu". Co prawda za przygotowanie cosplayu (przebrałam się za Tohyę Miho z Megatokyo) zabrałam się na poważnie trzy dni przed samym konwentem, ale czy istnieje choć jedna rzecz, za którą nie zabrałam się w ostatnim momencie? Niezależnie od stroju, na Pyrkonie bawiłam się przednie. Chociaż nie uczestniczyłam w żadnym panelu ani prelekcji, spędziłam ten czas zachwycając się wszystkim co widziałam i przytulając każdego, kto wszedł mi w drogę. Wróciłam nie tylko zmęczona, głodna, ale szczęśliwa po spędzeniu dziesięciu godzin wśród wspaniałych ludzi, ale też niosąc łupy w postaci paru ubrań i japońskich słodyczy (Pocky; naprawdę je uwielbiam!).
A tymczasem wiersz, który dzisiaj Wam zaprezentuję zupełnie nie pasuje do tego radosnego klimatu. Skąd ten Judasz? Ostatnio sporo rozmyślam o Piśmie Świętym i w pewnym momencie moje myśli zeszły na temat Judasza. Zastanowiłam się, co mógł pomyśleć o nim przypadkowy przechodzień i co myślał o nim Jezus.



Dokąd niosą cię nogi
Judaszu Iskarioto
spójrz na słońce
jest pogodne zupełnie nie widać
że za murami ktoś umiera
spójrz jak pięknie
słoneczny promień odbija się w srebrze
tańczy po murze świątyni

zanim zasłona rozedrze się na pół
inny owoc zawiśnie na jabłoni

sobota, 2 kwietnia 2016

Znowu te limeryki

Nie za bardzo wiem, co napisać słowem wstępu. To zawsze najtrudniejszy element każdego posta. Napisać wiersz — drobiazg, ale wstęp?! A przecież wypada. Dlatego często jest tak nieporadnie, chaotycznie, zazwyczaj też po prostu krótko. Przy okazji życzeń już zupełnie sobie odpuszczam. Cóż więcej rzec? Chyba tylko tyle, że znowu wzięłam się za twory limerykopodobne i jestem już całkiem zadowolona. 



Był kiedyś Szkot, który zawsze
Chciał zostać artystą-malarzem.
Sen spędza mu z powiek
To, że farby drogie,
Pozostaną więc w sferze marzeń. 

sobota, 26 marca 2016

Wesołego Alleluja!

Co prawda Wigilia Paschalna dopiero wieczorem, to nie wtedy zaczynają się Święta (a już w Wielki Czwartek). Co prawda wielu ludzi świętuje dopiero od niedzieli, jednak niesłusznie. Niezależnie od tego wszystkiego, już teraz życzę wszystkim moim Czytelnikom wesołego Alleluja!



Kiedy na Krzyżu nadeszła godzina,
Z czegoś, co się kończy, coś się zaczyna,
Bo wyrokiem Bożym z ust Syna
My i Matka Jego to teraz rodzina.
Szabas szedł, więc czym prędzej
Złożyli go w Matki Bolesnej ręce,
A ona, jak ją wyrzeźbił Michał Anioł,
Chciała Mu oddać przysługę ostatnią,
Lecz jak Go godnie chować, skoro Szabas idzie,
A nie chcą się skalać pobożni Żydzi?
Złożyli Go w grobie koło Golgoty,
Pana, co Mu na pustyni stawiali namioty.
Kiedy pozwoli prawo surowe,
Chcą iść i namaścić Najświętszą Głowę.

Lecz wielkie zdziwienie ich czeka,
Bo w grobie już nie ma Człowieka,
A sam grób stoi otwarty,
W nocy pouciekały stąd warty.
Światłość Pana przenika przez skały,
Przybądźże do nas, o Zmartwychwstały!

sobota, 19 marca 2016

Jątrzyć stare rany

Chociaż w tym tygodniu nie napisałam nic a nic, na szczęście zupełnie inaczej było w poprzednim. Tak spojrzałam na ten wiersz i przypomniałam sobie, że kiedyś ktoś spytał mnie, dlaczego nie piszę weselszych wierszy. Przez to można wziąć mnie za osobę wiecznie zdołowaną. Prawda jest inna - piszę smutne wierszy jako równowagę dla swojego temperamentu. Poza tym, jakoś lubię pisać o niespełnionej miłości. Co z tego, że większość piosenek pop jest na ten temat? Słucham ich na tyle rzadko, by nie mieć tego zupełnie dość.



Lubisz jątrzyć stare rany,
Zawsze w miejscach takich samych,
W ciąż podobne, identyczne,
Rozdrapane ustawicznie...

Lubisz czytać stare listy
Zamiast je po prostu zniszczyć
I piosenki wciąż te same,
Choć nie płaczesz już nad ranem...

Tylko ubyło na ścianach
Zdjęć w twym miejscu zamieszkania
I ubyło ci uśmiechu
Gdy go żegnałaś w pośpiechu...

To co dobre, pozostało,
On był draniem jakich mało!
I chociaż tobie to powie
Jedna z takich jak ty kobiet...

Ty wierzysz i będziesz wiecznie,
W kocu ukryta bezpiecznie,
Że skoro Bóg jest ich stwórcą,
Tacy jak on się nawrócą...

piątek, 11 marca 2016

Nie można winić ludzi za...

Dzisiaj wyjątkowo zamieszczam wiersz nieco wcześniej, bo jutro na cały dzień wyjeżdżam do Niemiec. Nie jest to jeden z tych, o których mówiłam tydzień temu, bo właśnie opuścił warsztat. Tak z pięć minut temu. Tym razem coś bardziej na wesoło, bo w gruncie rzeczy — czemu nie?



Nie można winić ludzi
Za każdą naszą klęskę
Jest ona połączona
Na amen ze zwycięstwem

Nie można winić ludzi
Że znów muszą narzekać
Każdy inne ma gusta
A to już temat-rzeka

Nie można winić ludzi
Że długa jest kolejka
Każdy z nich chciałby kupić
Własny kawałek nieba

Nie można winić ludzi
Że wykupują wszystko
Kiedyś nie było czego
A teraz jest już przyszłość

Nie można winić ludzi
Że mają samochody
Nie w każde miejsce w mieście
Dotrą ruchome schody

Nie można winić ludzi
Za życie w wielkim pędzie
Tak dużo jest już pracy
A jeszcze więcej będzie

Nie można winić ludzi
Że chcą zostać bogaci
Bo w końcu ile można
Płacić za kredyt raty

Nie można winić ludzi
Że chcą nieśmiertelności,
Aczkolwiek na tym świecie
Jesteśmy tylko gośćmi

Nie można winić ludzi
Że słów zmienią znaczenie
I że się zachowują
Niczym aktor na scenie

Nie można winić ludzi
Że bardzo lubią władzę
Jednak co do władania
Zdystansować się radzę

Nie można winić ludzi
Że każdy chce być pierwszy
Lecz można ich znielubić
Za nielubienie wierszy

sobota, 5 marca 2016

Wojenni święci

W ten wtorek przypadał Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych, co w sumie trudno było przeoczyć przeciętnemu zjadaczowi chleba. Z tej okazji najpierw prowadziłam przed całą szkołą wraz z trzema koleżankami apel o nich, a w piątek - drogę krzyżową inspirowaną ich losami. Na apelu przeczytałam (miałam tak dużo pracy, że nie do końca nauczyłam się go na pamięć) swój wiersz sprzed paru lat. Właśnie ten:



Białe lilie rozwiał wiatr,
Białe lilie pognał w świat,
Zamknął starą księgę jak drzwi,
Których nie otworzy już nikt.
Stara księga zbutwieje w grobie,
Na co to było? Nikt nie powie,
Tylko... krzyczą…
Ty Boże patrzysz? Czy odwracasz lico?
W końcu stałeś się człowiekiem
I poczułeś ludzkie cierpienie…
Jak to, Boże - czy widzisz?
Zbielałe kości pod nędzami krzyży,
Ty na krzyżu, oni pod krzyżem,
w zbiorczej mogile… Ja krzyczę?
Czy oni krzyczeli, usta zakryte
W chwili ostatniej przerwały ciszę?
Tak jak Ty, umierali w mękach,
Nie doczekawszy się zwycięstwa.
Nad chłodnymi dłońmi śmierci -
Wojenni Święci.

sobota, 27 lutego 2016

Danse Macabre

Tematyka może niezbyt wesoła, aczkolwiek to już wszystko wina szkoły - na języku polskim obecnie omawiamy średniowieczne motywy związane ze śmiercią. Wśród ilustracji w podręczniku znalazł się fragment fresku z kościoła św. Mikołaja w Tallinnie, przedstawiającego właśnie taniec śmierci. I ten fresk zainspirował mnie do napisania wiersza. Znowu mierzyłam w styl Jacka Kaczmiarskiego. Jak bardzo chybiłam - to już ocenicie Wy.



Dawno nie żyje, a jeszcze się szczerzy,
Szkielet porywa do tańca rycerzy,
Damy, paziowie, nawet król tańczy,
W tańcu już wszyscy ziemi mieszkańcy.

Rubaszna nagość nie peszy nikogo.
Lud wszystkich stanów pojawił się mnogo,
Na twarzach jeden grymas przerażenia;
Z ziemi powstali, pochłonie ich ziemia.

Kości o kości i krew z moich kości,
Sam arcybiskup na balu zagościł.
Jeszcze się wzbrania, ściskając pastorał.
Wnet i on będzie z wszystkimi tańcował.

Cały tłum tańczy, szkielet dmucha w dudy,
Cóż wobec tego znaczą życia trudy?
Korowód przejdzie ponad podziałami,
Wkrótce wy wszyscy zatańczycie z nami!

Wkrótce wy wszyscy zatańczycie z nami!




sobota, 20 lutego 2016

Mona Lisa

Ten wiersz, którym dziś postanowiłam się pochwalić, powstał wczoraj. Tak się złożyło, że na ostatniej lekcji (nie był to polski, tylko kultura i literatura europejska - przedmiot uzupełniający) omawialiśmy rodzaje ekfrazy. Po lekcji zapytałam nauczycielkę, czy istnieje jakaś nazwa na przypadek, kiedy utwór literacki omawia dzieło plastyczne z perspektywy autora. W trakcie rozmowy i rozważania różnych sytuacji nauczycielka powiedziała, że musiałaby mieć przykład. I mniej więcej w tym właśnie momencie Wen dał o sobie znać. Usiadłam na korytarzu i zaczęłam pisać. Niestety, nauczycielka miała lekcję z inną klasą i nie mogłam jej pokazać swojego dzieła.
Obrazem, który siedział mi w głowie i który postanowiłam opisać, była "Mona Lisa" Leonarda da Vinci. Innym obrazem, peryfrazy którego chciałabym się podjąć, jest "Krzyk" Edvarda Muncha. Co prawda w mistrzowski sposób zrobił to już Jacek Kaczmarski, ale ja mam na to zupełnie inny pomysł - zarówno na formę, jak i myśl przewodnią - w obu przypadkach zupełnie niemistrzowski. Jeśli zaś chodzi o rytm w tym wierszu, znowu nie zwracałam na niego zbyt wielkiej uwagi. To znaczy, zwracałam uwagę na to, by brzmiał (przynajmniej w moim odczuciu) naturalnie i niewymuszenie.



Gdy malował usta na podobieństwo ust jej,
Ręka malarza delikatnie drżała,
Bo znał dobrze ust tych smak
I zapach jej jasnego ciała.

Uśmiech jej był jak zawsze dwuznaczny,
Jakby znała każdą myśl malarza;
Taki uśmiech mógł namalować tylko raz,
Choć szukał go na wielu twarzach.

Może to skromność, a może zachęta,
Lecz oczy zwróciła gdzieś tam, gdzieś w bok,
Nie umiał zgadnąć, o czym myślała
Gdy malując, próbował uchwycić jej wzrok.

Włosy opadały na plecy prawie jak welon,
A on żałował, że nie ujrzy go białego.
Dłoń zacisnęła na rękawie sukni,
Zachęcając - on wiedział, do czego.

Ale to nie jego zamieszkiwała pokoje,
Nie pójdą drogą namalowaną w tle;
Gdy on skończy dzieło życia swoje,
Ona odejdzie - i on o tym wie.

niedziela, 14 lutego 2016

Dziękuję Wam

I tak oto nastał ten dzień. Pierwszy post na moim blogu pojawił się równo rok temu. Jednak blog by nie działał tak długo gdyby nie Wy, dlatego z tego miejsca chciałabym Wam najserdeczniej podziękować, kochani Czytelnicy. Dziękuję Wam za wsparcie, ciepłe słowa i za to, że po prostu jesteście. 
Sam blog był na początku kolejną zachcianką, ale gdy ktoś zaczął to czytać, zaczęłam traktować tę zachciankę poważnie. I tak oto piszę już osiemdziesiąty pierwszy post, a łączna ilość wyświetleń przekroczyła 1700. Z resztą, sami zobaczcie. 


Poza tym, dotarłam też poza granice naszego państwa. 


A tu najbardziej poczytne wiersze. 


Jeszcze raz: dziękuję!



Świat zupełnie zwariował,
Coraz mniej znaczą słowa,
Ale to wszystko nic,
Wciąż jesteśmy my. 

Miłość tanią rozrywką jest,
Tego samego dnia świt i kres,
Ale to wszystko nic,
Wciąż jesteśmy my. 

Jaka granica piękna i kiczu,
Które z nich rządzi w dzisiejszym życiu?
Ale to wszystko nic,
Wciąż jesteśmy my. 

I chociaż zło płonie jak Rzym,
Wciąż jest możliwe wygrać z nim,
Bo całe zło świata to nic,
Póki jesteśmy tutaj my!

sobota, 13 lutego 2016

Już jutro

Być może to głupie, ale cieszę się na rocznicę mojego bloga jak dziecko na Mikołajki. Wciąż nie wierzę, że mi się udało wytrwać w tym aż rok! Oczywiście, z tej okazji wypada przygotować coś specjalnego. Ale na Dodatek Specjalny, drodzy Czytelnicy, będziecie musieli poczekać do jutra. 
Tymczasem dzisiaj po raz kolejny mam poetycką blokadę (jednym słowem: weny brak) i czuję się jak wtedy, gdy dzień przed występem z chórem bolało mnie gardło. Ale na obie te przypadłości mam swoje sposoby! Tym razem skorzystałam z tego, który kiedyś poleciłam koleżance z blokadą pisarską — napisać coś na temat jakiegoś przedmiotu ze swojego otoczenia. Koleżance zaproponowałam opis drzwi jej pokoju, a sobie dzisiaj — wiersz na temat pudełka na listy. Co prawda historia, która przyszła mi do głowy ma się nijak do moich własnych listów (wśród których, stety-niestety, nie ma ani jednego miłosnego), ale przynajmniej jest choć trochę walntynkowo (nie ręczę za tematykę jutrzejszego Dodatku Specjalnego). Pisałam tercyną, fascynację którą przeżywam od nauki na kartkówkę z polskiego. 



W sumie, nie wiem, o czym marzę
Gdy, czytając zatarte wyznania,
Próbuję sobie przypomnieć twarze. 

Przez lata było, to fakt, wiele pisania,
Każde pismo znam niemal na pamięć,
Każda litera czyjąś duszę odsłania. 

Może trochę się tym ranię,
Lecz lubię chyba wracać do tego,
Czego odzyskać nie byłabym w stanie. 

Pewnego dnia spalę listy od niego,
Lecz dziś, czytając słodkie słowa,
Nie jestem w stanie zniszczyć żadnego. 

On dawno na dno szafy schował
List skropiony słodką perfumą,
Wiem, że otwarcia go żałował. 

To nic, to ja uniosłam się dumą
I już wkrótce oświetlę sobie drogę
Twoich rękopisów jasną łuną. 

sobota, 6 lutego 2016

Jakiś wiersz, czyli jak nabawić się kompleksów w kwadrans

Już w przyszłą niedzielę minie dokładnie rok, odkąd moja blogerska przygoda rozpoczęła się tak na poważnie. Oczywiście, rok to nie jest jakiś bardzo długi okres, ale dla kogoś mającego pięć pomysłów na sekundę (i to takich, które koniecznie muszę wprowadzić w trybie natychmiastowym), wytrwanie przy czymś rok to naprawdę spore osiągnięcie. No, ale o tym rozpiszę się we właściwą rocznicę.
Dzisiaj przejdźmy do wiersza. W sumie, to nie wiem, co o nim napisać, poza tym, że może się wydać trochę depresyjny... Nie tak miał wyglądać, jednak często gdy kończę pisać, wychodzi coś zupełnie innego, niż chciałam spłodzić gdy brałam do ręki długopis. Planowałam wprowadzić nastrój zadumy, w drugiej strofie ex machina pojawił się jakiś taki bunt, a potem, w trzeciej, zrobiło mi się trochę smutno (tym razem powód był oczywisty - zaczęłam słuchać piosenek intrygującego zespołu o nazwie Lor, który naprawdę polecam - tekst i melodia są niesamowicie głębokie, aż mnie trochę bierze zazdrość. Bardzo podoba mi się też aranżacja (wokalowi towarzyszą jedynie skrzypce i fortepian), oraz samo wykonanie, zwłaszcza wokal. Piosenki można znaleźć na youtube), który to nastrój, nieumyślnie przeniesiony do wiersza i pogłębiony w czwartej strofie, postarałam się nieco "naprostować" w ostatniej. Bezskutecznie. Tak czy siak, środkowe strofy można potraktować jako pseudo strumień świadomości lub nawet zupełnie pominąć. Linia fabularna utworu na tym nie ucierpi, za to zyska zdrowie psychiczne Czytelników. To tyle, jeśli chodzi o moją próbę nadania sensu temu wierszowi, czas mi pójść do kącika i pogłębić swoje twórcze kompleksy, dalej słuchając piosenek Loru...



Na falach żółte żaglowce,
Ja wciąż zwiedzam manowce.
Świat rumieni się świtem.
A ja donikąd idę.

Jednego mogę być pewna,
Żadna tam ze mnie królewna.
Nie jestem też Julią na balkonie,
Już wyzdychały białe konie.

Czasami jest tylko cisza,
Byt się jak słońce zniża.
Zostaną tylko kości,
A i to jedynie z konieczności?

Cisza obmywa jak przypływ stopy,
Cisza zmywa jak potopy.
Ze szczytu zobaczysz ludzkie kości,
Inaczej rozpłyniesz się w nicości.

Tak coś w mojej duszy śpiewa,
Gdy w drodze słucham szumu drzewa.
Cóż... Droga biegnie w przód,
Kończąc się wśród mar i złud.

sobota, 30 stycznia 2016

Cierpienie człowieka

W tym tygodniu był Międzynarodowy Dzień Pamięci o Ofiarach Holokaustu, co wie chyba każdy. Trudno mi opisać skalę okrucieństwa, jaka towarzyszyła masowej eksterminacji Żydów, skalę na jaką to się odbywało, poziom pozbawienia tych ludzi godności. A przecież Holokaust to nie jedyny holokaust w historii ludności. To nie jedyny przypadek obdarcia człowieka z godności i zdeptania go. Przecież pogardę, nienawiść widujemy na codzień. Żeby tylko widywać... Niestety, łatwiej jest nam dostrzec i nazwać zło, jeśli miało ono miejsce kilkadziesiąt lat temu. Mam nadzieję, że Rok Miłosierdzia stanie się czymś więcej, niż tylko przyjemnie brzmiącą nazwą.



Kości. 
Czerepy bez godności. 
Wygoleni. 
Wyrodne syny ziemi. 
Robaki. 
Na duszach noszą znaki. 

Te słowa wciąż wibrują w kominach,
Z baraków płyną jak rzeka;
Świat dojrzał, by w zbrodniczych czynach
Dojrzeć cierpienie CZŁOWIEKA. 

sobota, 23 stycznia 2016

Zabawy z formą ciąg dalszy

Mam wrażenie, jakby całe wieki minęły odkąd ostatnio pisałam wiersz wolny. A że lubię wiersz wolny, to wiadomo od razu, co Wam dziś zaserwuję. Poza tym po raz kolejny eksperymentuję, tym razem z długością wersów. 


Jeśli
coś komuś
bezustannie wręcz zawadza
to wcale nie
musi być
wada

bo
wszyscy znamy
tę przypowieść o
pewnej złej
baletnicy

sobota, 16 stycznia 2016

Droga

Jako, że w moim województwie właśnie zaczęły się ferie, ja sama lubię podróżować, a na różnych lekcjach w samej szkole topos drogi i wędrówki jest dosłownie wałkowany, dzisiaj podjęłam się napisania o drodze. To jeden z tych wierszy, podczas pisania których zastanawiam się, jak wyglądałaby interpretacja tego utworu. Jest to też jeden z utworów pisanych "na melodię", w tym wypadku "Źródło" Jacka Kaczmarskiego, co chyba nikogo z moich stałych Czytelników już nie dziwi. Ostrzegam tylko, że w ostatnich wersach pozmieniałam kolejność fraz muzycznych, gdy pisałam na rytm tego, co nuciłam.



Droga biegnie przez pola
I przez lasy, i góry,
Bez spoczynku, wytchnienia, bez końca,
Wielkie morza okrąża,
Wciąż się ciągnie i dłuży,
Starsza od gwiazd, Księżyca i Słońca.
Chociaż wiecznie iść możesz,
Koniec równie daleki,
Iść tak będziesz, iść będziesz przez wieki.
I do przodu, przed siebie,
Gdzie cię oczy poniosą,
Gdzie zakręty, meandry przed tobą,
Tylko jedno jest ważne,
Czy to w butach, czy boso,
Nigdy wstecz, na ziemię spaloną.
Jeszcze dym z mostów niesie
Wiatr, co zawodzi do pleców
I wciąż pcha cię na ten szlak bez kresu...

Czasem, gdy marsz cię nuży,
Patrzysz w gwiazdy bezliczne,
Na horyzont, na cel twej podróży...

sobota, 9 stycznia 2016

Katedra

Nie za bardzo wiem, co mogę powiedzieć o tym wierszu. Mogę chyba tylko przeprosić za to, że jestem zbyt rozleniwiona, by dbać o rytmiczność i dokładność rymów. Tak to czasem bywa, gdy usiłuję ująć w wiersz luźne przemyślenia. Przynajmniej powstał kolejny przykład wykorzystania motywu katedry w literaturze — może pozwolą go użyć mi na maturze. 



W średniowieczu budowano katedry. 
Dziś również to widok powszedni —
Budowa wciąż nowych miejsc kultu,
Choć poświęconych innemu bóstwu. 
Spójrz, z jaką nagłą lekkością bryła
Z powierzchni ziemi się wychyla!
Skrzy się w słońcu, niczym szklane domy —
Żeromski byłby zadowolony.
Spójrz, tłum wiernych idzie na nabożeństwo,
W blasku witraży z neonu walcząc o pierwszeństwo. 
Gdy idę główną nawą zatłoczoną,
Patrzy na mnie Matka Boska z od Prady koroną,
Z charakterystycznym dla siebie łagodnym uśmiechem
Piastując w ręce strasznie drogą torebkę. 
Nawy boczne to same kapliczki,
Wstępują do nich wierni liczni;
Dwóch rzeczy nie ma: ołtarza i ciszy,
Widzę Apostołów, reklamują dżinsy,
Za trzydzieści złotych (dzięki niech będą przecenom!)
Jakiś Iskariota kupił godzinę niedzielną. 
Tłum jak w Sąd Ostateczny, warte uwiecznienia,
Dla uczenia Pisma ludzkiego stworzenia,
W końcu kto by czytał taką grubą księgę...
A gdy wyżej wzrokiem sięgnę,
Wchodzę w sferę światła,
Tak jasno świeci każda lampa, 
Światło białe, nierozszczepione...
To symbol duszy grzechem nieskażonej?

A jednak Boga nie ma w tej katedrze wiele,
Tu już nie było miejsca, jak w Betlejem;
Choć wnet dziesięć i pół wieku od chrztu minie,
Masowo powstają Welesa świątynie. 

sobota, 2 stycznia 2016

Wprawki do limeryków

Dzisiejsze dwa limeryki napisałam dla wprawy. Myślę, że z czasem będę pisać lepiej, ale i teraz nie jest tragicznie. 



Nieznany epizod z żywota Turina:
Gdzieś w lesie był spotkał niewiastę ze Żnina,
Nie brakło im troski,
Bo język nas polski
Za trudny dla syna Hurina!

Spotkali się wieszcze i już od spojrzenia
Pierwszego nie było tam porozumienia,
Mickiewicz brwi marszczy,
Słowacki już warczy,
Dla Polski to wszak odrodzenia!